Facebook Google+ Twitter

Liga Światowa. Nieudana pogoń Polaków

Styl lepszy niż w piątek, ale Brazylijczycy nie wypuścili zwycięstwa z rąk. - Cieszy mnie tylko to, że weszliśmy na dobrą drogę i podjęliśmy walkę - mówił trener Andrea Anastasi.

Canarinhos wyszli na rozgrzewkę przed Polakami, około 45 minut przed rozpoczęciem meczu. Pierwszym jej elementem była... Gra w dziada. Thiago Silva i spółka mogą jednak spać spokojnie, bo dwójka starająca się przejąć piłkę w środku szybko zmieniała się co kilka podań.

Anastasi i Rezende nie zmienili wyjściowych ustawień, ale obie ekipy przystąpiły do meczu z nieporównanie większą energią i animuszem niż na Torwarze. W pierwszym secie Polacy dotrzymywali kroku gościom głównie dzięki mocnej zagrywce. Przy stanie po 26 Bartosz Kurek miał zrodzoną z przypadku, acz wyborną okazję, by wyprowadzić zespół na prowadzenie. Przez nikogo nie blokowany nie zmieścił się jednak w boisku.

Druga partia to już koncert gry Brazylijczyków na wszystkie instrumenty. Szalał Leandro Vissotto, który już do tego fragmentu meczu miał na koncie 15 punktów. Dante i odkrycie pierwszego weekendu grupy A Ligi Światowej Lucarelli pewnie atakowali z szybkich wystaw Bruno Rezende.

Potwierdziła się zasada, że jeśli chcesz wygrać z Brazylią, musisz zatrzymać jej pierwszą akcję. Polacy odwrócili przebieg meczu dzięki dobrej grze blokiem (aż sześć punktów zdobytych tylko w trzecim secie) i poprawie jakości przyjęcia. Za Kurka, główny cel zagrywki wicemistrzów olimpijskich, Anastasi desygnował do gry Michała Winiarskiego. Łukasz Żygadło w końcu miał komfort rozegrania i przy kluczowych piłkach odkurzył opcję grania pipe'm.

Ale bardziej niż biało-czerwoni odbudowali swoją dyspozycję, myślami poza wypełnioną do ostatniego miejsca łódzką Atlas Arenę wybiegli Brazylijczycy. Ich gra straciła dużo ze swojego impetu po zejściu świetnego jak zwykle Lucasa, który doznał kontuzji mięśni brzucha i według prognoz brazylijskiego sztabu nie zagra przez kilka tygodni. Po poprzednim spotkaniu syn-Rezende narzekał na zbyt wiele błędów na kontrach, wczoraj po przejrzeniu statystyk przecierał oczy ze zdumienia - mistrzowie świata popełnili ich aż 44. I to nie były te z gatunku wymuszonych. Ojciec-Rezende wściekał się i krzyczał, to łapał za głowę, to odwracał tyłem do boiska, nie mogąc patrzeć na niezrozumiały dla niego moment przestoju.

W tie-breaku dobre siatkarskie rzemiosło mieszało się z festiwalem błędów. Na atak Bartmana w pół siatki Vissotto odpowiedział plasem kilka metrów za linię końcową, by za chwilę z nieludzką siłą wbić "gwoździa" w trzeci metr tak, że piłka po odbiciu poleciała w trybuny. Anastasi wrócił do Kurka (tym razem za Kubiaka), by zwiększyć siłę rażenia, ale pożytku z zamiany 191 cm na 205 cm nie było.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ale nerwówka.Dziś z Argentyną pierwszego seta przegraliśmy .Drugi idzie lepiej - zobaczymy .

Komentarz został ukrytyrozwiń

To tylko liga światowa, nie przejmowałbym się bardzo, to rozgrywki do budowania i zgrywania kadry.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wnikało jasno ze jako mistrzowie ligi mistrzów , zbłaźnili się przed Brazylia , cieszy tylko to ze podjęli walkę i zrobili nieco postępy ale zobaczymy co dalej będzie ? Powinno być już tylko lepiej.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.