"Odjazd" Argentyny po pierwszej przerwie technicznej.
Dobre wejście w mecz po wyraźnej porażce z Włochami było dla Polaków niezwykle istotne. I to się udało. Przy stanie 5:5 zagrywki
Grzegorza Kosoka nie utrzymał libero,
A. Gonzales[b]. Po pierwszej przerwie technicznej Argentyńczycy trochę „odjechali” gospodarzom, zdobywając cztery punkty w jednym ustawieniu.
Z każdą kolejną akcją przewaga rywali tylko się powiększała (12:18), a biało-czerwoni psuli coraz więcej zagrywek. Rozgrywający [b]De Cecco miał ułatwione zadanie, dzięki czemu
pozostali zawodnicy często atakowali na czystej siatce. Nic więc dziwnego, że dość szybko Argentyna miała piłkę setową i ją wykorzystała.
Przebudzenie PolakówNa początku drugiej partii Polacy osiągnęli nieznaczną przewagę (4:2, 6:4).
Bartosz Kurek posłał potężny cios, którego nie był w stanie przyjąć
Conte (12:10). Po chwili przewaga została roztrwoniona dzięki skutecznym zbiciom przeciwników. Dzięki asowej zagrywce
Michała Ruciaka, gospodarze schodzili na drugą przerwę techniczną spokojniejsi.
W ataku pewności nabrał
Jakub Jarosz, Polakom od razu grało się łatwiej. W końcówce Argentyńczycy odrobili starty, dlatego
Andrea Anastasi przy stanie 21:20 wykorzystał czas. Choć po nim biało-czerwoni zdobyli dwa „oczka” z rzędu, po chwili to samo przydarzyło się Argentynie. Aby uniknąć nerwów, Anastasi ponownie wykorzystał przerwę. Punkt, doprowadzający do remisu w meczu, zdobył z lewego skrzydła Kurek.
Spokojna gra biało-czerwonychPierwsze akcje trzeciej odsłony to częste uruchamianie
Piotra Nowakowskiego przez
Łukasza Żygadłę. Argentyńczycy odwdzięczali się tym samym. Gra się wyrównała, na pierwszej przerwie technicznej Polacy minimalnie prowadzili (8:7) po skutecznym zbiciu Jarosza. Szkoleniowiec przeciwników postanowił oszczędzić swoich „szóstkowych” siatkarzy, dokonując zmian przed sobotnim meczem Argentyny z Brazylią.