Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31431 miejsce

"Lilie wodne" - film idealny na upał

"Lilie wodne" najlepiej ogląda się w sierpniowym upale – gdy ciężkie powietrze utrudnia myślenie, a emocje swobodnie przesiąkają z opowiadanej historii na nas. Tylko zimne barwy, którymi jest zarysowana ta opowieść, pozwalają zaznać odrobinę ulgi.

 / Fot. plakat reklamowy filmuW tym filmie strach i fascynacja są od siebie nieodłączne. Gdy Marie (Pauline Acquart) na pływalni dostrzega Floriane (Adele Haenel), kapitan drużyny startującej w zawodach pływania synchronicznego, zaczyna odczuwać coś, czego nie potrafi stłumić. Możliwe, że to pierwsze takie uczucie w jej życiu. Czyni wszelkie wysiłki, by ją poznać, być obok, spędzać z nią jak najwięcej czasu. Z czasem zaczyna wytwarzać się między nimi skomplikowana więź, która przyczynia się do rozpadu dziecięcej przyjaźni Marie z Anną (Louise Blachere).
Bohaterki "Lilii wodnych" ("Naissance des pieuvres" – debiut reżyserski Céline Sciamma, trzykrotnie nominowany do tegorocznych Cezarów, nie trafił jak na razie do polskiego obiegu kinowego) mają po około 15 lat. Jest nam dane obserwować ich inicjację w dorosłość – przekonująco odegrane przez debiutujące na dużym ekranie aktorki. I choć z dorosłego punktu widzenia ich dylematy mogą wydawać się naiwne i proste, gdy patrzymy w oczy Marie, Floriane czy Anny, odczuwamy całą gamę egzystencjalnego skomplikowania jaka tkwi w tym cichym dramacie.

Pulsowanie


Najlepiej ogląda się go w sierpniowym upale – gdy ciężkie powietrze utrudnia myślenie, a emocje swobodnie przesiąkają z opowiadanej historii na nas. Tylko zimne barwy, którymi jest zarysowana – błękit wody w basenie, chłód kafelków w łazience i szatni, biel prześcieradeł w pokoju Floriane - pozwalają zaznać odrobinę ulgi.

Udanie budowany kontrast głębokiego uczucia i wymuszającej dystans zimnej rzeczywistości sprawia, że twórcom filmu udało się coś bardzo trudnego – odtworzyli moment dojrzewania w sposób bardzo realistyczny –
z zachowaniem autentyzmu uczuć, wahań, obaw. Rozwój uczucia zarysowany zostaje w przytłumionych barwach, wygrywany jest na delikatnych tonach przez wiele scen – brak tu jednoznaczności, pełnego wybrzmienia, pochopności przedstawienia. Emocje, gdy już osiągną punkt kulminacyjny, nie opadają, lecz zdają się trwać - w bólu odrzucenia lub odczuciu samotności.

Niesamowita muzyka (podobna do tej z "Przekleństwa niewinności" Sofii Coppoli) odbiera historii odrobinę realności. W "Pikniku pod Wiszącą Skałą" z tematu kobiecego dojrzewania Peter Weir uczynił (również przy wydatnej pomocy muzyki!) dramat metafizyczny, zaś ścieżka dźwiękowa w "Liliach wodnych" sprawia, że ta historia nabiera podobnego charakteru. Muzyka jest idealnie dopasowana - nienatarczywa, subtelna, a zarazem wyrazista. Emocje pulsują wraz z dźwiękami, narastają w ich rytm. Słyszymy w tle kapanie wody – ten odgłos drąży powoli rzeczywistość, przewiercając się do najgłębiej skrywanej warstwy uczuć.

Między kobietami


Film sprawia wrażenie połączenia filmu Coppoli, jak i "Lata miłości" Pawła Pawlikowskiego – filmów, które najpełniej ostatnio opisały dylemat dojrzewania. Pokazuje zarazem, że choć ów temat był eksploatowany na wiele sposobów, tkwi w nim wciąż potencjał. Co prawda Céline Sciamma stosuje zabieg typowy dla tej kategorii filmów – opisuje świat z punktu widzenia Marie, przefiltrowany przez jej wrażliwość, narastające emocje. Ponadto niemal całkowicie eliminuje obecność dorosłych (pojawiają się gdzieś na marginesie, w tle, poza kadrem – nie ma ich nawet w rozmowach bohaterek). Wykorzystanie tego schematu pozwala empatią zastąpić czysto intelektualny opis i analizę. Zaś wątek uczucia lesbijskiego nawet na chwilę nie uderza w ton dyskusji o homoseksualizmie – traktowane jest to raczej jako typowa fascynacja własną płcią w tym wieku. Przez to pytanie: "są lesbijkami czy nie?" nie ma tu znaczenia. To raczej wyraz pragnienia delikatności. Floriane uważa, że kobieta musi zdobywać mężczyzn, by utrzymać swoją pozycję. Stąd jej zachowanie jest pełne udawanego wyuzdania, jawnego prowokowania swoją seksualnością – chce szybko osiągnąć cel, ale zarazem obawia się niedelikatności pierwszego seksualnego kontaktu z chłopakiem.

Marie jest bardziej oszczędna w gestach, skryta, krytyczna wobec świata. Bez zainteresowania patrzy na pełne pierwotnego seksualizmu zachowania chłopców (płeć męska jest w tym filmie w ogóle pokazywana bardzo jednowymiarowo – jako przejaw typowo samczych zachowań, plemiennej dzikości). Nie łatwo rezygnuje ze swoich przekonań, nie bez oporów zgadza się na kompromisy - chce mieć bowiem Floriane tylko dla siebie. Dąży co prawda do zbliżenia, ale pragnie czegoś odmiennego niż typowy akt fizyczny. Obawia się zniszczenia wyobrażeń, czy raczej heroicznie stoi w obronie ideałów? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć.
Postawę pośrednią prezentuje Anna (choć wydaje mi się, że jej postać nie została w pełni wykorzystana w filmie) – jest podobna do Marie, z którą łączy ją dziecięca przyjaźń. Ale zarazem swoim zachowaniem sprawia wrażenie, że chce się upodobnić do Floriane (powtarza w filmie jej gesty, taniec, choć w jej wykonaniu przypomina to parodię). Zależy jej na bliskich kontaktach z chłopcami, robi wiele, by zwrócić na siebie ich uwagę, nie obawia się ich zwierzęcości. Choć jej poczynania są nieporadne i wciąż pełne dziecięcej naiwności, to paradoksalnie pozwalają osiągnąć cel - przekracza granicę, której nie pokonują ani Marie, ani Floriane… i wraca. Rozczarowanie? Poczucie niegotowości? Niesmak? Chyba po trochu to wszystko sprawia, że nie decyduje się iść dalej. Wraca do bezpiecznego świata przyjaźni z Marie. Choć nie jesteśmy pewni, czy staje się przez to dojrzalsza.

Takie rozpisanie dramatu dojrzewania na historie trzech dziewcząt sprawia, że opowieść jest bardzo kameralna i ascetyczna. Może też bardziej szczera, bo unika chaosu punktów widzenia - nastolatków, dorosłych, opiekunów. Poznajemy tylko historie dziewcząt, tak jak one to odczuwają, przeżywają – wraz z ich pragnieniami i obawami. Bez oceniania. Nie mówi się o tym, która z nich ma rację. Jedynym punktem odniesienia jest dla nas tylko wspomnienie własnych doświadczeń. I to stanowi o sile tej opowieści – ożywia wspomnienia pierwszych zauroczeń, starannie rekonstruując siatkę emocji jakie towarzyszą tym chwilom. Ożywia na powrót pierwszy moment, gdy stajemy wobec niemożności odpowiedzi na pytania: jak potoczy się moje życie, kim jestem?

"Naissance des pieuvres", ("Lilie wodne")
Francja 2007, dramat
scenariusz i reżyseria: Céline Sciamma, zdjęcia: Crystel Fournier, muzyka: Jean-Baptiste de Laubier, występują: Pauline Acquart, Louise Blachere, Adele Haenel.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Niezłe +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma go w kinach - na razie przynajmniej. Film nie znalazł jak na razie dystrybutora - a szkoda, bo jest tego wart.

> klara.maj: po co więc pisac o filmach, których nie można obejrzeć w kinie?

Myślę, że mimo wszystko warto. Bo może komuś zechce poszukać się na serwisach oferujących wydanie DVD? Albo zobaczy film w katalogu jakiegoś festiwalu? Takie obrazy często mają jeden pokaz na jakichś "Horyzontach..." lub czymś podobnym - wtedy przynajmniej ma się wskazówkę, czy warto na niego się wybrać, czy też nie.;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze się czyta, mam nadzieję, że ten film jednak pojawi się w naszych kinach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

po co więc pisac o filmach, których nie można obejrzeć w kinie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety nie ma go w kinach :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polski tytuł "nadałem" na podstawie tytułu, który w serwisie IMDb widnieje jako "International Title" :), tj. "Water Lilies". Aż jestem ciekaw, co wymyśli (potencjalny) polski dystrybutor ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.