Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17645 miejsce

Linijką po łapkach, czyli w poszukiwaniu nauczyciela idealnego

Srogi belfer z rózgą czy brat łata z sercem na dłoni? Poskramiacz czy kumpel? Jakiego nauczyciela potrzebuje polska szkoła?

Szkoła w XVII w. / Fot. Andrei Ryabushkin http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Nie ukrywam, że do napisania tego tekstu skłonił mnie kontrowersyjny artykuł Izy Miszczyk
(link), której przy okazji pragnę podziękować za wywołanie tematu. Tematu może wyświechtanego, ale wciąż aktualnego, jako że na razie nikt nie odkrył skutecznego leku na bolączki polskiej szkoły.

Styl autorytarny


Moją pierwszą nauczycielkę pamiętam do dziś, ponieważ budziła w nas lęk władczym tonem głosu, lodowatym wyrazem twarzy, groźnym spojrzeniem zmrużonych oczu i ...linijką. Ileż razy wchodziłam do szkoły z żołądkiem ściśniętym w kulkę, choć jako pilna uczennica i grzeczna dziewczynka teoretycznie nie miałam się czego bać. Teoretycznie, bo w praktyce mogłam zostać ukarana za krzywo napisaną literkę lub zbyt wolno obliczony "słupek". Najgorsze było to, że nauczycielce zdarzało się postępować w myśl przysłowia "łaska pańska na pstrym koniu jeździ", więc nie zawsze kara była współmierna do winy.

Stosowała niekonwencjonalne metody wychowawcze: chłopiec, którego fryzura wydała się jej niechlujna, został ostrzyżony nożyczkami do papieru, inny spędził pół lekcji w kącie, odwrócony tyłem do klasy. Oczywiście na zajęciach panowała idealna dyscyplina, mogliśmy się też pochwalić dobrymi wynikami w nauce. Ale coś za coś: przez kilka lat sam zapach perfum używanych przez naszą panią wywoływał we mnie uczucie niepokoju, a czyjś podniesiony głos do dziś potrafi mnie na chwilę sparaliżować. Kilkoro co bardziej wrażliwych dzieciaków nabawiło się czegoś, co obecnie nazwalibyśmy fobią szkolną.

A może autorytatywny?


Na szczęście kolejna wychowawczyni zbudowała swój autorytet na zupełnie innych podstawach - zamiast na strachu, oparła go na czytelnym zbiorze reguł obowiązujących obie strony i konsekwentnym przestrzeganiu tych zasad. Nauczycielka respektowała nasze prawa, egzekwowała obowiązki, przy czym stosowany przez nią "wymiar sprawiedliwości" miał zawsze ludzkie oblicze - starała się dociec, co było przyczyną przewinienia lub zaniedbania i brała pod uwagę okoliczności łagodzące.

Zawsze spokojnie tłumaczyła, dlaczego nagradza lub karze czyjeś zachowanie. Dopuszczała możliwość dyskusji. Kary były dotkliwe, ale nie ośmieszały ani nie upokarzały ukaranego delikwenta. Była przez nas nie tylko szanowana, ale i lubiana. I kiedy sama zdecydowałam się zostać "siłaczką", przez wiele lat była moim guru.
Skuteczna recepta? Tak, ale pod warunkiem, że nikt nie przeszkodzi w jej realizacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Panie Arturze Kijowski, kiepski to autorytet co się podpiera linijką. Problemem polskiej mentalności jest traktowanie dzieci jak gówniarzy a na tym punkcie młodzież w dobie TV i komputerów jest bardzo wrażliwa. Uczeń musi czuć że darzy się go szacunkiem i wtedy trzeba tego samego od niego wymagać. Nie wiem, może tylko ja miałem samych wspaniałych nauczycieli? Byli różni i mieli różne cechy charakteru ale byli też cząstką mojego życia, więc po co mam na to negatywnie spoglądać jak wyszło nie po mojej myśli, lub w moim mniemaniu niezgodnie z ludzkimi korelacjami ? Im więcej barw na palecie, tym więcej kolorów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzyk jest oznaką słabości i niedostosowania. Nauczyciel który krzyczy, staje na spalonej pozycji, jest kwestią czasu kiedy się potknie. W pewnym okresie były lansowane ćwiczenia śródlekcyjne, odprężeniowe? Jak może młody człowiek w pełni rozwijający się siedzieć w ławce bez ruchu 45 min ? Ćwiczenia relaksujące umysł to śmieszne, 3 min opowiadania a relaks fizyczny to wstanie przy ławce i kilka ruchów z wymachem rąk i nóg. Powiedzcie mi tutaj Panie, która z Was to stosuje ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cudze dzieci uczyłem i nie było tak źle do pewnego ... momentu. Zepsuto u nas system szkolny przez zapożyczenie czegoś nam obcego co nie zdało egzaminu za OCEANEM! U nas ten system nie miał prawa zdać egzaminu. Po co potrzebne w Polsce święta amerykańskie skoro my swoich nie obchodzimy należycie?
Pamiętam styl autorytarny, wręcz dyktatorski (wiemy, że to pojęcia dzisiaj mało używane) z czasu gdy mnie jako jeszcze młokosa kształtowano. Pamiętam, że też z tego stylu coś stosowałem. Nie ma czystego stylu w praktyce stosowanego. Idealnego nauczyciela też nie ma. Każdy wyznaje jakiś zbiór wartości i...
Niczego z pewnością tu nie rozstrzygnę, bo mam mnóstwo skrzywień zawodowych i życiowych. Ale wbrew pozorom nie narzekam... www.folklor.biz

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam takie złorzeczenie: "Obyś cudze dzieci uczył!..."
W dzisiejszych czasach nabiera specjalnego "uroku".

Komentarz został ukrytyrozwiń

zgadzam się z Panią Pani Marto!
zanim rodzice, Nauczyciele i uczniowie się poznają to tym drugim przyjdzie już czas opuścić tę szkołę... i na nic to będzie!?
to prawda ze przez te 8 klas można było poznać ucznia na "wylot" i jego rodziców jak i rodzeństwo. moim zdaniem stosunki były wtedy bardziej zażyłe takie trochę rodzinne:)! a może znieść
Gimnazja i wrócić do tamtego systemu nauczania... mniej strat więcej pożytku by z tego było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Masz rację, Arturze. Długo pracowałam w ośmioklasowej podstawówce na wsi. Była to mała szkoła, z kilkunastoosobowymi oddziałami. Poznawałam dzieci już w zerówce, choć jeszcze ich nie uczyłam, a żegnałam je w 15. roku życia. Znałam ich rodziców, młodsze i starsze rodzeństwo. Wiedziałam, co się dzieje w domu, w jakich warunkach żyje dziecko, czy potrzebuje szczególnej pomocy. Wchodząc w trudny wiek dojrzewania, uczniowie nie usiłowali nas "wypróbować", bo doskonale wiedzieli, gdzie leży granica naszej pobłażliwości. Problemy rozwiązywaliśmy wspólnie z rodzicami, którzy wierzyli, że chcemy dobra ich dzieci. Szanowaliśmy się nawzajem. Uczniowie mieszkali na miejscu, więc zorganizowanie dodatkowych zajęć nie było problemem.
Obecnie na miejscu tej szkoły jest gimnazjum, do którego dowożone są nastolatki z kilku sąsiadujących miejscowości. Dowóz pochłania czas i pieniądze, które można by przeznaczyć choćby na dofinansowanie wycieczek edukacyjnych dla najbiedniejszych. Zajęcia pozalekcyjne są ograniczane, bo trzeba po nich zapewnić uczniom powrót do domu, a organ prowadzący szkołę niechętnie patrzy na dodatkowe kursy autobusu. Nauczyciele, uczniowie i rodzice dopiero się poznają.
Jestem za istnieniem niewielkich, środowiskowych szkół, bo ten model doskonale się sprawdza. Niestety, możemy sobie tylko o tym pomarzyć:((

Komentarz został ukrytyrozwiń

a że wtrącę swoje słowo: niepotrzebnie zrobili te Gimnazja... młodzi idąc do gimnazjum uważają się już za dorosłych mając zaledwie te 13 lat ... i w łbach im sie poprzewracało za przeproszeniem!
przecież to są jeszcze dzieci! inaczej było gdy podstawówka miała 8 klas! i te 15 lat temu był jeszcze rygor - teraz to uczeń może więcej od nauczyciela... belfer ma teraz patrzeć i siedzieć cicho nic mu niewolno!!! nawet jak mu na łeb usiądą i założą kubeł na śmieci to nie ma prawa czegoś zrobić - bo jeszcze ze szkoły wyleci bo stresuje młodzież! los
Polskiej szkoły zależy od nas samych i wreszcie trza coś z tym zrobić - linijką po łapie się dostało, nieraz w kącie siedziało to było coś:D nauczyciel był kimś - autorytetem a teraz szkoda słów!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniała puenta i w 100% zgodna z moją opinią. Ja miałam wspaniałą nauczycielkę z języka polskiego w podstawówce i to od niej złapałam bagcyla jeśli chodzi o pisanie. Co najciekawsze była bardzo wymagająca i rygorystyczna...i nie raz bałam się czy wypracowanie będzie na tyle dobre, żeby dostać tą 4+, bo na 5 nie można było liczyć. Wiele się nauczyłam i wspominam ją z wielkim sentymentem...dzięki niej od początku edukacji szkolnej wiedziałam, że moje zainteresowania są typowo humanistyczne :) I tak jest do tej pory. Za ciekawy i prawdziwy artykuł (5+).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Jolą, "ci dorośli to nie tylko nauczyciele, to przede wszystkim rodzice, to dziennikarze (media) - wzorce rozpowszechniane w kiepskich gazetach, filmach...Społeczeństwo przyzwalające na agresywne zachowania na ulicy, przed blokiem, w kościele..." Dodam jeszcze: głupie reklamy, wulgarne słowa używane prze dorosłych bez żenady, występujące w filmach i kasiążkach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.09.2009 22:13

Tak, wielka Twoja zasługa, Izo, że podejmujesz trudne tematy, tematy do rozmyślań, rozmów i spierania się, by wydyskutować w sumie jaki taki consensus. Nie zostawiajmy tej kwestii w zawieszeniu, bowiem jest tu, na wiadomościach24 - bardzo wiele doświadczonych nauczycielek i nauczycieli. Okazja i miejsce - jak nigdy sprzyjające! Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.