Długo leczyłeś kontuzję, czy wróciłeś już do wysokiej formy?
– Jeszcze nie. Ciężko pracowałem przez ostatnie tygodnie. Miałem duże wsparcie, przede wszystkim od rodziny. Ona mi pomogła najbardziej w tych ciężkich momentach.
To był Twój najlepszy mecz, odkąd jesteś w Barcelonie?
– Tak, to był mój najlepszy mecz w blau-grana. Pierwszy raz strzeliłem trzy bramki i to w takim pojedynku. Jeśli grasz przeciwko Realowi, nie potrzeba żadnej dodatkowej mobilizacji.
Byłeś aktywny, jak nigdy.
– Nie zauważyłem. Byłem bardzo spokojny, wyluzowany. Nie biegałem dużo. Po prostu w odpowiednim czasie znajdowałem się w odpowiednim miejscu, piłka spadała mi pod nogi i trafiałem do siatki.
Po strzeleniu gola pokazałeś napis na koszulce ”Fuerza tio”. Co on oznacza?
– Bądź silny, trzymaj się. Dedykowałem go swojemu chrzestnemu, któremu niedawno zmarł tata. Jest dla mnie ważną osobą, jak drugi ojciec. Teraz przeżywa ciężkie chwile, chciałem go wesprzeć.
Remis to sprawiedliwy wynik?
– Chyba tak. W pierwszej połowie byliśmy lepsi, ale traciliśmy bramki. Mieliśmy sporo sytuacji, brakowało szczęścia pod bramką. A potem, kiedy sędzia wyrzucił Oleguera, już tak łatwo nie było. Madryt miał inicjatywę, przeważał. Dobrze, że skończyło się remisem.
Czy w tym meczu narodził się drugi Maradona?
– Nie. Jestem zbyt skromnym człowiekiem, by porównywać mnie do boskiego Diego. Moja epoka jeszcze nie nadeszła. W sobotę grała cała drużyna Barcelony. Razem traciliśmy gole, razem je zdobywaliśmy. Ja trafiałem do siatki, ale były one zasługą moich kolegów.
Odpadliście z Ligi Mistrzów, o co jeszcze gracie?
– Faktycznie, już w połowie marca przegraliśmy najważniejsze dla nas rozgrywki. Żałujemy, ale co zrobić? Została nam walka o mistrzostwo kraju i Puchar Króla. Chcemy zdobyć oba te trofea. Na osłodę.
Robert Zieliński
PT