Facebook Google+ Twitter

Lipa czy nie lipa? "AHEgate" ciąg dalszy

Bomba wybuchła 20 lipca, kiedy dziennikarze Gazety Wyborczej opublikowali informację o problemach łódzkiej uczelni. Zszokowani studenci z mediów dowiedzieli się o istniejącym niebezpieczeństwie likwidacji uczelni.

AHE / Fot. Jakub Zasina, licencja GNU, http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Fabryka_Ferdynanda_Goldnera_front_%C5%81%C3%B3d%C5%BA.JPGTak wielkiej medialnej nagonki, w związku z jakąkolwiek łódzką aferą, nie było od czasów pamiętnych "łowców skór". O "lipnej" Akademii piszą wszyscy - od prasowych potentatów po lokalne gazetki i portale miejskie. Tylko do tej chwili w internecie pojawiło na ten temat kilkadziesiąt artykułów i notek. Zdania na ich temat są podzielone - jedni im przyklaskują, inni tępią za stronniczość i zamieszczanie niepotwierdzonych informacji. "GW na podstawie uchybień formalnych do których doszło w AHE formułuje zupełnie bezpodstawnie opinie na temat poziomu kształcenia na tej uczelni" - pisze na jednym z for internetowych dr_destroyer - "Tytuły artykułów oraz treści w nich zawarte jasno wskazują na to, że wartość merytoryczna tych artykułów jest żadna, a ich celem jest tylko i wyłącznie prowadzenie negatywnej kampanii wizerunkowej."

Batalia tocząca się między mediami a uczelnią w internecie zaskakuje każdego dnia. Mglisty poranek przynosi kolejne zjadliwe artykuły, południe - ripostę AHE na łamach jej strony. Oponenci atakują się coraz bardziej zajadle, zapominając o najbardziej poszkodowanych ofiarach tej wojny - studentach. "Obraża mnie to, że dziennikarze nazywają mnie palantem, bo wybrałem AHE, a nie uniwerek" - pisze w mailu do nas jeden ze studentów uczelni - "Obraża mnie to, że wytyka mi się to, że płacę za studia. Przecież to nie wyklucza uczenia się! Z drugiej strony obraża mnie też postawa uczelni, która pozwala na to, bym o bieżącej sytuacji dowiadywał się z mediów."

Tymczasem przyszłość Akademii nadal jest w zawieszeniu. Od tygodnia na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie pojawiają się nowe komunikaty w tej sprawie. Uczelnia zaś z powodzeniem wykorzystuje dany jej czas i szybko naprawia błędy, zamieniając punkty informacyjno-rekrutacyjne na legalne ośrodki dydaktyczne. Wymagania są duże - zatrudnienie wykładowców z profesorskimi i doktorskimi stopniami naukowymi, zorganizowanie bibliotek i bazy komputerowej. Uczelnia musi także dopilnować, by na 1/3 zajęć studenci dojeżdżali do Łodzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.