Facebook Google+ Twitter

Lis o braciach Karnowskich: Parszywi polityczni pieniacze

Tomasz Lis w bardzo ostrych słowach ocenił komentarz prawicowych publicystów w sprawie śmierci Józefa Szaniawskiego.

 / Fot. Sławek/CC 2.0Bracia Karnowscy zasugerowali, że śmierć Szaniawskiego może nie być przypadkowa, ponieważ nastąpiła w trudnym okresie dla PO: "Jest taki gatunek cynizmu, bezczelności, tupetu, podłości i ohydztwa, który zdumiewa nawet jeśli u pewnego gatunku ludzi zaskoczeniem nie jest"- ostro skomentował sprawę Tomasz Lis w serwisie natemat.pl.

Tomasz Lis twierdzi, że znał się z Józefem Szaniawskim i pomimo politycznych różnic szanował. Popierał go w przywracaniu pamięci o polskim bohaterze płk. Kuklińskim.

Szaniawski bardzo ostro krytykował aktualną władzę w Rosji; twierdził, że w Smoleńsku doszło do zamachu.

Zmarł wczoraj. Zginął w Tatrach, schodząc ze Świnicy, spadł w przepaść w kierunku Doliny Pięciu Stawów - powiedział jego syn.


Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

No cóż.Pan Szaniawski wielki patriota,historyk,człowiek otwarty,sympatyczny.ŻAL..O Panu Lisie nie będę się wypowiadała ale jak sądzę-Pan Szaniawski dziś ręki by mu nie podał.I niech nie ocenia innych i nie mówi kim są bo sam tym jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń
s
  • s
  • 05.09.2012 17:30

Jak się któryś z PIS-u zerżnie w gacie to też oczywiście jest wina PO, rządu albo ruskich. Karnowscy mogą też o tym i też będą mieli mają rację.

Komentarz został ukrytyrozwiń
 Jolka
  • Jolka
  • 05.09.2012 15:16

Każda śmierć jest straszna .Dramat dla rodziny .
Bracia Karnowscy to hieny dziennikarstwa politycznego .Jak można znowu grać cudzą śmiercią ?
Pan Bóg ich pokara , trochę zadumy , modlitwy w intencji zmarłego a nie oskarżanie .
Obrzydliwe .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.