Facebook Google+ Twitter

Lisandro Alonso - prawda "Liverpoolu"

Lisandro Alonso, najbardziej ortodoksyjny z przedstawicieli argentyńskiego kina minimalistycznego, sens swej twórczości widzi w doznawaniu prawdy przez widza. "Liverpool" to esencja jego swoistej metafizyki.

Farrel, "Liverpool" Lisandro Alonso / Fot. Kadr z filmu."Liverpool" swą premierę miał na tegorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. To czwarty film Alonso wyświetlany na tym festiwalu - i czwarty, na którego wyświetleniu poprzestano. Argentyńczyk nie jest rozgoryczony. - Po prostu staram się robić jak najszczersze kino- konstatuje. Produkcja znalazła miejsce w dobiegającym końca festiwalu "Filmy świata. Ale kino!". W ramach tego wydarzenia film wyświetlony został na ekranach kin studyjnych w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Gdańsku i Krakowie.

Outsider "Liverpool'u" w poszukiwaniu przestrzenno-czasowego punktu zero

Farrel, dojrzały mężczyzna, ucieka przez życie po morzach świata. Zdławiona tęsknota za domem i tym, co z nim związane, a pozostawione ponad 20 lat temu, odzywa się w nim u wybrzeży Ziemi Ognistej. Gdy jego statek zatrzymuje się w porcie tej najdalej wysuniętej na południe prowincji Argentyny, uzyskuje kilka dni urlopu i rusza odwiedzić matkę. - O ile jeszcze żyje - rozmyśla. W rodzinnym domu odnajduje tę, na pewno pozornie najbliższą swemu sercu kobietę, która jednak syna nie rozpoznaje. W chorobie powoli zatraca kontakt ze światem widzialnym. W miejscu tym czeka na niego jednak i inna osoba, której istnienie było przed nim dotychczas ukrywane...

Historia Farrela jest poetycką parafrazą istnień uparcie poszukujących miejsca i czasu, umożliwiających nowy start z oczyszczoną świadomością. Istnień nie znajdujących takiej przestrzeni i takiego czasu; co więcej - utrudniających lub uniemożliwiających sobie przez to nowy start w przestrzeni, z której wyszli. Czy dlatego, że takiego punktu nie ma? A może dlatego, że jest właśnie w opuszczonej czasoprzestrzeni?

Minimalizm produkcji

Minimalizm "Liverpool'u" przejawia się przez całość, a zarazem każdy najdrobniejszy szczegół filmu. Ubóstwo słowa, gestów, kolorów, wątków, postaci- to wszystko kieruje nierozpraszaną czymkolwiek wyobraźnię widza na, rzec by się chciało, przesłanie duchowe, obecność metafizyki w obrazie, a nawet możliwość kontemplacji. Tak film, który nudnym okazuje się dla jednych, żadną nowością dla tych, którzy do "dziwactw tej szkoły argentyńskiego kina" zdążyli się już przyzwyczaić, dla innych staje się okazją do zasmakowania poezji ubogiego obrazu. I - być może - formy szczerej prawdy będącej zamierzeniem autora.

Nieprofesjonalni aktorzy, których reżyser "odkrył w miejscu akcji filmu, gdy przyjechał poznać poprzez wspólne bycie z ludźmi to zapomniane miejsce" (według jego słów) i - zapewne - niepełny, o ile w ogóle obecny scenariusz, który "powstaje w trakcie kręcenia filmu" zwiększają jeszcze ten efekt.

"Nadal nie wiem, dlaczego opuścił dom rodzinny i został marynarzem..." (Lisandro Alonso)

Film, jak chyba każde dzieło kina minimalistycznego, pozostawia widzom swobodę interpretacji intencji bohaterów. Pozostaje obejrzeć film i wyrobić sobie własne zdanie nie tylko na temat formy, ale i treści "Liverpool'u" Lisandro Alonso, zamierzeń reżysera i intencji głównego bohatera. Film obecny będzie na ekranach kin w całej Polsce od 12. grudnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.