Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179262 miejsce

List otwarty do premiera Jarosława Kaczyńskiego

My, ludzie sportu, z wielkim zdziwieniem, by nie powiedzieć rozczarowaniem przyjęliśmy informację, że w ministerialnym, lustracyjnym raporcie nie ma wzmianki o skandalach i niedoróbkach szefa polskiego sportu.

Szanowny Panie Premierze...
...z wielkim szacunkiem i podziwem odebrałem wiadomość, że po kilkunastomiesięcznej, intensywnej i spektakularnej pracy rządu postanowił pan dokonać przeglądu poszczególnych ministerstw i w razie potrzeby dokonać personalnych zmian.

To jak najbardziej słuszne postępowanie do złudzenia przypomina działania śp. trenera tysiąclecia Kazimierza Górskiego, któremu w pracy zawsze przyświecała jedyna maksyma: nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Klasycznym przykładem realizacji powyższej idei jest fakt, iż ze „złotej, finałowej jedenastki”, która w 1972 roku zdobyła mistrzostwo olimpijskie, tylko czterech zawodników wystąpiło w słynnym meczu na Wembley i dostąpiło zaszczytu gry w podstawowym składzie na pamiętnych dla nas, wszystkich Polaków, MŚ 74.

Zatem lustracja ministerstw, po której udzielił pan kilku żółtych i czerwonych kartek szefom resortów spotkała się z wielką nadzieją i ogromnym poparciem społecznym, bowiem każdy człowiek - nawet ten, będący w opozycji do rządzącej koalicji - powinien doskonale zdawać sobie sprawę z faktu, że im lepsi ministrowie, tym łatwiejsze jego, a tym samym nas wszystkich Polaków życie.

Oczywistym jest, że priorytet zmian nakazuje najpierw dokonanie niezbędnych korekt w newralgicznych (sprawiedliwość, gospodarka, oświata i bezpieczeństwo państwa itd.) resortach, jednak nie może pan, panie premierze zapomnieć o tym, że w każdym społeczeństwie oprócz niezbędnego na co dzień chleba, potrzebne są jeszcze - dla relaksu po ciężkiej pracy - igrzyska.
W związku z tym my, ludzie sportu, z wielkim zdziwieniem, by nie powiedzieć rozczarowaniem przyjęliśmy informację, że w ministerialnym-lustracyjnym raporcie nie ma wzmianki o skandalach i niedoróbkach szefa polskiego sportu, który gdyby miał choć za grosz ambicji, powinien już dawno sam podać się do dymisji.

Wyliczankę głównych grzechów Tomasza Lipca należy zacząć od jego dyskwalifikacji za „koksowanie się” podczas kariery zawodniczej i dyrektorowania (nieprawidłowości zgłoszone do prokuratury przez panią prezydent Warszawy) w stołecznym Ośrodku Sportu i Rekreacji, które, jestem przekonany, ludzie rekomendujący panu premierowi byłego chodziarza na ministerialne stanowisko, wstydliwie przemilczeli.

Niestety, ta zaszczytna nominacja zamiast zmobilizować pana Lipca do intensywnej pracy na korzyść polskiego sportu, a tym samym uzyskaniu rozgrzeszenia jego niechlubnej przeszłości, spowodowała wręcz odwrotny skutek, czego dobitnym przykładem są działania ministra w zakresie zlikwidowania nie tylko sędziowskiej mafii, od wielu lat „rozdającej karty” w polskiej piłce.

By przybliżyć panu premierowi wagę problemu podam kilka faktów, które świadczą o fatalnej pracy Tomasza Lipca, co powoduje frustrację opinii publicznej i wystawia na międzynarodowe pośmiewisko nie tylko rząd Polski, ale również cały naród.

W grudniu 2005 r. jako przewodniczący Komisji Etyki przy PZPN-ie przekazałem panu ministrowi dokumenty potwierdzające sfałszowanie w statucie ordynacji wyborczej, na podstawie której odbyły się wybory władz PZPN 11 grudniu 2004 roku oraz popełnienie przestępstwa karnego (polegającego na niezabezpieczeniu interesu wierzycieli) przy wydaniu licencji na ligowe występy klubowi RTS Widzew.

Ponadto przekazałem wiele dokumentów pozwalających domniemywać, że kierownictwo PZPN podpisując „dziwne” umowy reklamowe i kontrakty na transmisje telewizyjne z meczów reprezentacji, działało na szkodę własnej firmy.

Po tym spotkaniu, pan minister na łamach „Faktu” stwierdził, że jest zaszokowany informacjami i zamiast bulwersujących opinię społeczną sprawom nadać bieg (zgłosić nieprawidłowości do odpowiednich organów)... udał się (na przełomie lutego i marca) wraz z Michałem Listkiewiczem „z przyjacielską wizytą” do Seppa Blattera, po czym zaczął sprawiać wrażenie, jakby prezes PZPN-u skaperował go do swojej drużyny?

Spotkanie z prezydentem FIFA do tego stopnia „dowartościowało” ministra, że postanowił wyprawić dwa huczne urodzinowe przyjęcia, za które zapłacił rządową kartą, czyli mówiąc krótko – pobiesiadował z przyjaciółmi za nasze pieniądze! Po nagłośnieniu tego skandalu łaskawie zwrócił pieniądze i całą sprawę uważał za załatwioną! Dla przykładu, kiedy pani minister w Szwecji zapłaciła kartą rządową za kosmetyki (zabrakło jej pieniędzy) i na drugi dzień zwróciła „pożyczoną kwotę” – została natychmiast zdymisjonowana.

W międzyczasie, a konkretnie w styczniu 2006 roku wysłałem pismo do prezesa PKOl-u i Ministerstwa Sportu, sugerujące by Zbigniew Boniek, który jest zamieszany w sprawy licencyjne i kontraktowe nie otrzymał nominacji na attache olimpijskiej reprezentacji na zimowe igrzyska w Turynie, ponieważ osoba pełniąca tę zaszczytną funkcję powinna być niczym przysłowiowa żona Cezara, poza wszelkimi podejrzeniami. Oczywiście, jak można się było spodziewać, moje sugestie zostały przez obu sportowych decydentów zlekceważone, co w świetle ostatnich informacji na temat agenturalnej przeszłości prezesa Piotra Nurowskiego stawia w dwuznacznej sytuacji aktualnego „zawodnika z pana rządowej drużyny”.

A tak na marginesie, to dziwny wydaje się fakt, że do dnia dzisiejszego nie usłyszeliśmy zdania szefa sportu polskiego na temat dalszego prezesowania rodzinie olimpijskiej przez byłego, tajnego oficera wiadomych służb?

Powracając jednak do spraw związanych z PZPN-em, to jestem święcie przekonany, że gdyby nie poruszenie w expose przez pana premiera problemów polskiej piłki (co niewątpliwie było twardym ultimatum dla Tomasza Lipca), to do dziś zamiast kuratora mielibyśmy do czynienia z Przestępcami Zrzeszonymi Przeciw Nam, którzy na ul. Miodowej w Warszawie utworzyli swoisty, ostatni bastion ortodoksyjnej komuny, w którym aż roi się od byłych „esbeków”.

Niestety i na tym - zdawałoby się - zwycięskim polu wyszło dyletanctwo pana Lipca. Najpierw wyznaczył kuratora, który - jak wieść niesie - dzięki zażyłej znajomości z Piotrem Nurowskim i podobnymi ludźmi, nagle i niespodziewanie podał się do dymisji, a następnie publicznie poparł Henryka Kasperczaka na stanowisko nowego prezesa, którego wcześniej zawiesił w działalności jako członka zarządu PZPN. Jak takie stanowisko ministra ma się do sugestii pana premiera, że skompromitowane kierownictwo (w tym również Kasperczak) które doprowadziło do największej w historii światowego futbolu, afery korupcyjnej, musi zostać usunięte ze związku, a polską piłką powinni rządzić nowi ludzie?

Poparcie Kasperczaka na prezesa jest również niezrozumiałe w świetle pokontrolnych wniosków przedstawicieli Ministerstwa Finansów, z których niezbicie wynika, że PZPN ma czteromilionowy „fiskusowy dług”, za który musi zostać surowo (zawieszony dyscyplinarne) ukarany zarząd, którego nadrzędnym obowiązkiem jest zatwierdzanie corocznych budżetów!

Koronnym argumentem Tomasza Lipca do „dalszego ministrowania” jest złudne przeświadczenie o naszym - wspólnie z Ukrainą - zwycięstwie w rywalizacji o organizację Mistrzostwa Europy, które zostaną rozegrane w 2012 roku.
Pan minister upatruje (typowe ohydne, bo „padliniarskie” spojrzenie) naszej szansy w zawirowaniach korupcyjno-bandyckich jakie obserwujemy nad Tybrem, zapominając jednocześnie, że właśnie Włosi natychmiast, a co najważniejsze skutecznie zareagowali na pozaboiskową i stadionową patologię. W przeciwieństwie do nas, gdzie opieszałość połączona z dyletanctwem Tomasza Lipca, wystawia nam jak najgorsze świadectwo nie tylko w świecie futbolu. Jestem pewny, że pozorne działania antykorupcyjne naszego rządu, a konkretnie Ministra Sportu, będą głównym argumentem Włochów, Węgrów i Chorwatów w końcowej walce o Euro 2012, którzy zgodnie zasugerują UEFA , że w przypadku przyznania Polsce organizacji mistrzostw Europy, korupcja (przy przetargach na budowę stadionów, dróg, hoteli, itd.) w naszym kraju będzie zbierała jeszcze większe żniwo.

Poza tym, pan Lipiec, podpisując w zastępstwie prezydenta Warszawy zgodę na korzystanie z obiektów sportowych podczas rozgrywanych u nas ME 2012 nie tylko naraził się na kolejną śmieszność, ale przede wszystkim złamał prawo, za co również powinien ponieść surowe konsekwencje.

Szanowny Panie Premierze! Wiem, że jest pan bardzo zajęty ogromem pracy jaką codziennie pan wykonuje. Jednak mam nadzieję, że znajdzie pan wolna chwilę, by zapoznać się tylko z niektórymi dokonaniami ministra Lipca i podejmie pan odpowiednie kroki zmierzające do tego, by polski sport, a szczególnie nasza piłka, zaczęła toczyć się w prawidłowym kierunku. Jestem przekonany, że gdy się tak stanie, wyborcy będą panu wdzięczni

Z wyrazami szacunku i sportowym pozdrowieniem
Jan Tomaszewski

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

NOWA LOALIZACJA.
LIST OTWARTY. PAZDZIERNIK/LISTOPAD 2007r.

JAREK nie doczekał
ani reanimacji trupa, ani budowy stadionu bliźniaka
W Dekalogu z 10 zobowiązaniami Platformy Obywatelskiej, w punkcie 6, najważniejszym dla kibiców piłki nożnej, znalazła się kwestia przyspieszenia budowy stadionów na Euro 2012. Jako pierwsza głos dała pani prezydent Warszawy – Hanna Gronkiewicz - Waltz. Szkoda, że dopiero po zwycięskich dla PO wyborach. Pani prezydent stwierdziła, że Stadion Narodowy (czyżby upadła już koncepcja stworzenia Narodowego Centrum Sportu?) należałoby budować poza centrum Warszawy. I to jest święta prawda.
Minął właśnie rok, premierze Jarosławie Kaczyński, od deklaracji złożonej podczas wystąpienia zaaranżowanego przez pana oraz Tomasza Lipca, ówczesnego ministra sportu, a także Kazimierza Marcinkiewicza, ówczesnego p.o. prezydenta. 26 października 2006 roku na płycie Stadionu Dziesięciolecia obiecywaliście, że do 2010 roku właśnie tam powstanie nowoczesny kompleks sportowy, nazwany dumnie Narodowym Centrum Sportu. Chyba że, to był żart, na którym się nie poznali pańscy współpracownicy.
W ostatnich dniach swojego urzędowania, chyba pod namową pożal się Boże doradców, zmienił pan koncepcję, planując, ze nowy obiekt stanie nie zamiast Stadionu Dziesięciolecia, lecz obok niego. Tak czy owak, obiekt musiał zostać usadowiony w starym korycie Wisły, co grozi katastrofą budowlaną, a w najgorszym razie podwojeniem kosztów i ciągłym zakorkowaniem centrum Warszawy. Lokalizacja ta, podobnie jak Rospuda, wbrew temu, co zapewniał pan premier, nie jest trafiona i należało się z niej wycofać i rozważyć inne lokalizacje głównego stadionu Warszawy, nie podtrzymywać „jedynie słuszną”, bo pańską, decyzję, dobierając klakierów, w osobie chociażby Michała Borowskiego, jeszcze na dziś prezesa zarządu spółki związanej z Narodowym Centrum Sportu, a w rzeczywistości głównego hamulcowego tej inwestycji, który ostatnio zaproponował nawet sprzedaż Łazienek na zamknięte osiedle mieszkaniowe, aby pomimo wszystkich zastrzeżeń, wygenerować środki na budowę stadionu. Pouczanie Prezydent Warszawy, że nie powinna podejmować decyzji bez referendum, czy sprzedać tereny wokół Stadionu i przenieść go za miasto, jest co najmniej nie na miejscu. .
Myślę, że przyszły premier – Donald Tusk, jeszcze jako aktywny parlamentarzysta grający w piłkę, w przeciwieństwie do nie czujących sportu Jarosława Kaczyńskiego czy minister Elżbiety Jakubiak, na ministra sportu powoła człowieka z drużyny parlamentarzystów a nie z nadania politycznego, człowieka odróżniającego stadion piłkarski od lekkoatletyczno-piłkarskiego, który według naszych sławnych olimpijczyków bez bieżni zbankrutuje. Zmartwił mnie brak zdecydowanego odporu byłych selekcjonerów polskiej reprezentacji, przekaz, że im wszystko jedno, jaki będzie stadion – piłkarski czy lekkoatletyczno-piłkarski. Widocznie nasi selekcjonerzy nigdy nie siedzieli za bramkami szczególnie na stadionie lekkoatletycznym z płytą boiska piłkarskiego. W programie „Kropka nad i”, Moniki Olejnik, Grzegorz Schetyna, jak mówi o sobie, zapalony kibic koszykówki, dał plamę, nie wiedząc ze najlepsze miejsce pod Narodowe Centrum Sportu w Białołęce, a nie w Łomiankach czy w Wawrze. Białołęka już w najbliższej przyszłości będzie spełniała tę samą rolę co przed wojną Bielany. Wielkim entuzjastą budowy NCS na terenie Białołęki jest jej burmistrz, pan Kaznowski, wywodzący się z „właściwej” już opcji politycznej (PO), planujący i marzący o Wielkim Parku Sportowym, gdzie może powstać NCS, a w nim również hala na 20 tysięcy widzów z boiskami do siatkówki i koszykówki. Głównym oponentem tego pomysłu jest prezes spółki NCS, pan Borowski, którego dni (podobnie jak pani minister sportu) są już policzone, a podejmowane przez nich obecnie decyzje mogą być nieobliczalne w skutkach, że użyję tu porównań do konia trojańskiego czy też piątej kolumny.
Panie Borowski, pański czas już minął! Co się zaś tyczy czasu, przeznaczonego na dyskusje o nowej lokalizacji, nie należy go żałować zważywszy na miesiące, jakie przyjdzie nam stracić, budując nowy stadion na bagnach czy reanimując trupa. Natomiast na Białołęce teren, podobnie jak ten związany ze Stadionem Dziesięciolecia, jest w użytkowaniu skarbu państwa i przeznaczony na cele rekreacyjne.
Naprawdę panie premierze – tylko Białołęka. Będzie szybciej i taniej!
Tym bardziej że – jak głosi Ratusz, w najbliższym czasie zacznie się budowa mostów Krasińskiego i Północnego a w Modlinie lotniska, nie wspominając już o autostradzie czy trasie szybkiego ruchu Berlin – Warszawa – Moskwa. Przez jeden czy nawet dwa mosty można poprowadzić metro dookoła stadionu, jak to się robi w wielkich aglomeracjach na świecie. Tym bardziej że 15 stycznia 2008 roku podziemna kolejka metra dowiezie nas już na Bielany, a stąd już tylko mały kawałek przez Wisłę do Białołęki metrem napowierzchnym.
Tymczasem rzecznik Warszawskiego Metra informuje, że został już ogłoszony przetarg na projekt i budowę drugiej linii metra, od Ursusa do Tarchomina, czyli prawie pod sam stadion w Białołęce. Jedynym problemem jest poprowadzenie metra pod Wisłą na głębokości 30 metrów. W latach 60. przerwano prowadzenie takowych robót z uwagi na kurzawkę oraz wskutek wycofania się głównego inwestora, z uwagi na brak funduszy i braku woli politycznej.
Co się zaś tyczy Stadionu Polska, lansowanego przed siedmioma laty przez byłego rzecznika prasowego PZPN, to lepiej... ciszej nad tą trumną, ponieważ jeszcze do dzisiaj unosi się smród, po nierozliczonych cegiełkach, rozprowadzanych przez pomysłodawcę wśród kibiców.
Przypomina mi to trochę zbieranie datków na ratowanie Stoczni Gdańskiej, kolebki Solidarności.
W Apelu skierowanym przeze mnie do kibiców i sympatyków piłki nożnej, kibiców reprezentacji oraz kibiców klubowych, domagałem się na długo przed wyborami, aby patrzeć na ręce kandydatom i komitetom wyborczym, by w ich programach zaakcentowane było poparcie dla projektu Euro 2012, jak to jest w zobowiązaniu Platformy Obywatelskiej, a w kadrze „Polska Parlamentarna” nie zabrakło wszystkich ugrupowań, bez względu na polityczne ciągoty. Sugerowałem, by po wyborach na bieżąco kontrolować realizację wszelkich obietnic.
Przyznanie nam organizacji Euro 2012 należy potraktować jako akt sprawiedliwości dziejowej i chociaż po 60 latach potraktować pomoc Unii Europejskiej jako Plan Marshalla Bis, nie tylko dla stolicy, ale i całego kraju – poprzez budowanie dróg i całej infrastruktury w miastach, gdzie rozgrywane będą mecze. Po finałach Euro 2012 pozostaną inwestycje i będą nadal służyć społeczeństwu, dlatego NCS należy wybudować tam, gdzie jest to najbardziej słuszne, pożyteczne, ekonomiczne i gdzie może mieć dobrego gospodarza – nie takiego jak Centralny Ośrodek Sportu. Mam również nadzieję, że pomimo zamiany ról między Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem, obaj podtrzymają swoje deklaracje w sprawach związanych z Euro 2012, nadal w tej kwestii będą mówili jednym głosem, dążąc do bezproblemowej realizacji planowanych inwestycji, co ogłosili w dniu 25 maja 2007 r. w „Debacie o Euro 2012”, zorganizowanej przez dziennik „Dziennik” i TVP2, poświęconej problemowi „Czy Polska może stracić mistrzostwa Europy 2012?”.
Osobiście sądzę, że nie może, chyba że od przygotowań, nie da się odsunąć głównego pesymistę i hamulcowego. Kończąc, myślę że lepiej jeszcze parę razy zastanowić się nad lokalizacją NCS, podejmując dyskusje, debaty, niż podejmować pochopne decyzje, narażając się na ewentualną katastrofę budowlaną i pośmiewisko całej Europy.
Pozostaję ze sportowym pozdrowieniem
Andrzej BOBO Bobowski
Król Polskich Kibiców
www.bobo-bobowski.pl
e-mail; boboand@wp.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

POPIERAJCIE EURO'2012 W WASZYCH PROGRAMACH I REALIZUJCIE
W PRZYJĘTYCH ZOBOWIĄZANIACH, A MOZECIE LICZYC NA NASZE GŁOSY !!!!!!


APEL


Sejm V kadencji to przeszłość, 21 października 2007r. pójdziemy do urn, by wybrać nowych posłów i senatorów. Oznacza to upadek IV, i klęska III R.P. a dla nas wyborców udział w przed wyborczej walce na śmierć i zycie polityków i reprezentowane przez nich partie na arenie politycznej lub cyrkowych akrobacjach jak wykiwać, przechytrzyć politycznego konkurenta. Okres ten, do wyborów będzie okresem, pomówień przeciwnika politycznego, udowadniania nad nim wyższości, przekłamań, obiecanek, ba nawet brudnej walki politycznej, tylko po to by przekonać do swych racji wyborców nie mających jeszcze wyrobionej opinii, ponieważ stały elektorat jest jak własna zona, przynależna do „klubu”, BMW (Bierna, Mierna ale Wierna). Po zwycięskich wyborach członkowie takiego klubu, ugrupowania dzielą się łupami, czytaj stanowiskami, zapominając w tym momencie o swoich wyborcach i reszcie społeczeństwa, słuchając się jedynie swojego Guru, który jest nie omylny, chociażby jak w sprawie Reanimacji Trupa. Nie jest ważne, ze będzie to bolało, ze nowy stadion w dniu odbioru, będzie już stary nie spełniający nowoczesnych wymagań, jak to w przeszłości bywało z Dworcem Centralnym czy Portem Lotniczym, nie wspomnę już o ślepych kuchniach, gdzie architekci mieli jeden właściwy wybór, podobnie jak dzisiaj z Narodowym Centrum Sportu, bo taka jest wola polityczna jednego z trzech tenorów, nic nie ujmując zmarłemu niedawno Pavarottiemu, z pozostałych dwóch, jeden siedzi w Londynie zarabiając funty, drugi zdymisjowany, za korupcje w podległym mu COS. Mam nadzieje ze premier, wcześniej czy później, lepiej wcześniej, zda sobie sprawę ze popełnił błąd z
lokalizacją stadionu, podobnie jak z doborem koalicjantów. Podobny błąd popełniła minister sportu Jakubiak, dobierając sobie do pomocy M. Borowskiego, człowieka pesymistę, głównego hamulcowego bojącego się panicznie jakiejkolwiek odpowiedzialności i całą swoją uwagę skupia na szukaniu alibi, ażeby nikt nie posądził go o branie łapówek. Biorąc to wszystko pod uwagę, oraz uwagi i komentarze do mojej „ODEZWY” doszedłem do wniosku, ze wzywając do nieposłuszeństwa obywatelskiego rzesze kibiców i sympatyków piłki nożnej, aby z ignorowali wybory i nie poszli głosować, ze byłaby to woda na młyn różnego rodzaju warchołom, dyletantom, wyrokowcom, oszustom, przejść sito wyborcze, a później oglądać ich w Sejmie czy Senacie blokujących mównicę czy słuchać ich buczenia i gierek partyjnych. Przy zmniejszonej frekwencji a ich stałym elektoracie mogłoby im się udać przekroczenie progu wyborczego jak to już nie raz bywało i będziemy mieli posłów i senatorów pożal się Panie Boże, którzy za sobą cięgna cale watahy takich samych jak oni nie udaczników a co gorsza kombinatorów, którzy poza czubkiem swojego nosa i własnej kasy, nie widzą swoich wyborców i reszty społeczeństwa. Najważniejsza dla nich jest własna kasa, duże diety, odprawy, premie a ich wyborcy ledwie wiążą koniec z końcem, za głodowe pensje, emerytury czy renty, pomimo przepracowanych czasami ponad 40 lat pracy. Posłowie zaś potrafią wyłudzać pieniądze za paliwo pomimo ze nie maja samochodów, brać prawie nie oprocentowane kredyty, pożyczki i w ciągu jednej dwu kadencji, gumiaki zamienić na luksusowe pantofle i rozbijać się luksusowymi autami. A społeczeństwo to widzi i czyje tę nie sprawiedliwość Najlepiej by było gdyby nasi parlamentarzyści byli ludźmi nie zależnymi finansowo, ale gdzie takich znalezsc, którym dieta poselska i rożne przywileje nie przesłaniałoby świata i mogli się skupić nad ustawami któreby ułatwiałyby zycie społeczeństwa. Na nas kibiców spada obowiązek, patrzeć na ręce kandydatom i komitetom wyborczym, by w ich programach zaakcentowane było poparcie dla EURO’2012 a w kadrze POLSKA PARLAMENTALNA nie zabrakło wszystkich ugrupowań, bez względu na polityczne ciągoty. Na wszystkich wiecach przedwyborczych należy sprawdzać wiedze i plany odnośnie EURO’12 wśród kandydatów dopytując o ich zamierzenia, ażeby można było na bieżąco kontrolować ich realizacje. Przyznanie nam organizacji EURO’2012, należy potraktować jako akt sprawiedliwości dziejowej i chociaż po 60 latach potraktować pomoc Unii Europejskiej jako plan Marshalla Bis nie tylko dla stolicy, ale i całego Kraju budując drogi i całą infrastrukturę w miastach gdzie będą rozgrywane spotkania piłkarskie. Po EURO’2012 pozostaną inwestycje i będą nadal służyć społeczeństwu. Apeluję wiec, spotkajmy się wszyscy przy urnach, blokując w ten sposób, wybór warchołom i kryminalistom wstęp do parlamentu, dla dobra demokracji i przygotowania EURO’2012.


Andrzej BOBO Bobowski
KRÓL POLSKICH KIBICÓW.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej BOBO Bobowski WRZESIEN 2007 r



LIST OTWARTY do MINISTER SPORTU.

Witam,

Nie będę się przedstawiał, ponieważ ostatnio przy COS powiedziała mi Pani, że wie o mnie wszystko. Na początku Pani nominacji na ministra sportu, złożyłem Pani gratulacje, nie jako znawcy sportu, ale dobremu organizatorowi, co potwierdziło się w dniu 19.09.2007 r. gdy Prezydent R.P. Lech Kaczyński w Pani obecności podpisał specustawę EURO 2012. Ustawa ta powstała w rekordowym tempie. Dzięki za jej przygotowanie i przepchniecie jej przez Sejm. Jak Pani wiadomo sama ustawa nie przyspieszy przygotowań do mistrzostw, ani na jotę. Jest to dopiero dekalog, który ma pomóc w przygotowaniu inwestycji. Najważniejsze w tej chwili są założenia projektowe, określające oczekiwania inwestora, aby biura projektów miały świadomość na czym stoją. Nie może to być jednak jedna lokalizacja, nie dająca wyboru czy porównania.

Ponieważ nie mogę uzyskać u Pani audiencji (u Ojca Świętego Jana Pawła II byłem pięć razy, w tym raz w Argentynie), stąd ten list otwarty. Sprawy budowy N.C.S. czy Stadionu Narodowego są na tyle ważne a mnie leżą na sercu, że postanowiłem w ten sposób jeszcze raz namówić Panią na spotkanie.

Martwią mnie polityczne spory pomiędzy panią a Hanną Gronkiewicz - Waltz, która przynajmniej stwarza pozory mecenasa sportu, pokazując się u boku sportowców - ostatnio na lekkoatletycznym mityngu PEDRO’S CUP 2007. Pani nie zauważyłem, pomimo że była Pani członkiem Komitetu Honorowego. Mam nadzieję, że spory te nie doprowadzą do zaniechań rozbudowy stadionów piłkarskich Legii i Polonii. Co się zaś tyczy budowy stadionu narodowego a właściwie jego lokalizacji, to tutaj sprawa jest jeszcze otwarta pomimo, że rząd podjął ostateczną decyzję, że powstanie takowy na 55 tysięcy widzów i ze nie będzie reanimacji trupa, tj. rozbiórki starego stadionu X - lecia.

Planowanie budowy na błoniach w okolicach obecnego nic nie zmienia, ponieważ nadal ma być usytuowany w dawnym korycie Wisły. Jak prognozują eksperci, może się to skończyć budowlaną katastrofą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że rządowy koordynator przygotowań Polski do EURO’2012, szef gabinetu politycznego Pani minister, M. Borowski musiał znać tamte plany jeszcze jako naczelny architekt Warszawy, podobnie jak przy osi saskiej, cytuję (Rzeczpospolita, 26.04.2006);

„Zapytaliśmy Michała Borowskiego, dlaczego posiadając wiadomości na temat rzeczywistego kształtu Pałacu Saskiego, nie zadbał o to, by znalazły się one w materiałach przetargowych już w lipcu ubiegłego roku. Chcieliśmy też dowiedzieć się, jakie były powody publicznych stwierdzeń, że o rzeczywistym kształcie południowego skrzydła Pałacu Saskiego przygotowujący przetarg dowiedzieli się dopiero kilka miesięcy po jego ogłoszeniu.

- O tym, że skrzydła budynku nie były symetryczne, wiedziałem już wtedy, gdy opracowywałem ustalenia wiążące - przyznaje dziś Borowski. - Jednak w trakcie tego przetargu kwestia symetryczności skrzydeł Pałacu Saskiego nie była najistotniejsza - przekonuje”

Najlepiej to świadczy o wiarygodności, Pani współpracownika.

Przez różnego rodzaju niedopowiedzenia, stwarza furtki, do unieważnienia przetargu, do aneksowania robót dodatkowych, oraz podejmowania decyzji, które by nie były podjęte znając przemilczane fakty, jak chociażby ten, ze Stadion X-lecia został zbudowany na terenie gdzie kiedyś znajdowało się stare koryto Wisły. Było to możliwe, ponieważ jest to budowla ziemna i dotąd sypano gruz, aż stadion się ustabilizował.

Podobnie postępuje obecnie mówiąc „i co z tego”. Poprzednio twierdził, że wszystko jest w należytym porządku, wyburzy się stary stadion i na jego miejscu postawi nowy. Po udowodnieniu, że nie jest to dobra opcja, proponuje stadion obok. Nie będziemy burzyć i wywozić, ale ze diametralnie zmniejszyła się powierzchnia, nie ma to dla niego znaczenia. Pomimo, że w dalszym ciągu pozostały te same problemy, co poprzednio, trzeba z inwestycjami zejść poniżej lustra wody i szukać stabilnego podłoża. I co? I nic, cytuję jest mokro, ale stadion powstanie, wszystko to prawda, ale pytam jakim kosztem? Tylko dlatego, że taka jest wola polityczna, ryzyko jest ogromne, bo może dojść do sytuacji, że stosując wymyślne technologie nie zdążymy na czas lub przerośnie to nasze możliwości finansowe. Pytam się, kto weźmie na siebie odpowiedzialność? Dlatego nieśmiało przypominam o zgłoszonej propozycji budowy, już nie tylko Stadionu Narodowego, ale Narodowego Centrum Sportu na Białołęce. O ile przy reanimacji trupa, ciągle przybywa problemów finansowych, technologicznych, terminowych, itd. o tyle przy lokalizacji na terenie Białołęki wszystko układa się jak w domino. Wymienię: Most Północny, lotnisko w Modlinie, metro łączące Bielany z Białołęką, autostrada Berlin - Warszawa – Moskwa, a wszystko to, zamknięte obwodnicą dookoła Warszawy.

Premierze, na Białołęce będzie szybciej, taniej i mniej siwych włosów na głowie. Tego Panu i sobie życzę, a i Pani minister będzie zdrowsza.

Andrzej BOBO Bobowski

Król Polskich Kibiców

Przedstawiciel ORŁY GÓRSKIEGO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odezwa do kibiców sportu

Ja, Król Polskich Kibiców, dla co poniektórych samozwaniec, wzywam wszystkich kibiców sportu w naszym kraju, którym na sercu leży dobro sportu polskiego, a w szczególności piłki nożnej, do nieposłuszeństwa obywatelskiego poprzez zbojkotowanie najbliższych wyborów parlamentarnych. Zbojkotujcie dlatego, że polscy politycy, rząd, a Pan Prezydent osobiście, z euforią przyjęli przyznanie Polsce i Ukrainie organizacji finałów Euro 2012, a nic w tym kierunku nie robią.
Czas nieubłaganie ucieka, a rząd i opozycja, pomimo deklaracji składanych przez panów Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, że dla idei Euro 2012 zapalą zielone światło bez względu na reprezentowaną opcje polityczną i będą jednym głosem popierać ustawy, które przyspieszą realizacje zaplanowanych inwestycji – nic nie robią. Zamiast grać w jednej drużynie, która nazywa się Polska, walczą ze sobą, już nie bardzo wiadomo o co, być może o stołki. Jedna orientacja polityczna usiłuje przekonać drugą o swoim monopolu na rację i w myśl zasady „czym gorzej, tym lepiej” zwalczają się niemiłosiernie, zapominając o swoich obowiązkach wobec nas, Narodu. Parlamentarzyści, pożal się Boże, dbają tylko o siebie, zapominając, po co zostali wybrani i kto jest dla kogo. Tabakiera dla nosa, czy nos dla tabakiery?. Nie wystarczy im, że sami znaleźli się w parlamencie, ciągną za sobą całe tabuny, ciotków, pociotków, a społeczeństwo ledwo wiąże koniec z końcem. A może by tak popracować społecznie – dla dobra kraju, dla samego splendoru bycia posłem czy senatorem, a nie wozić się tylko za pieniądze społeczeństwa?!
Ostatnio media donoszą, że nie mamy szans wybudowania na czas stadionów, co jest wierutnym kłamstwem, chyba ze chodzi o... „reanimację trupa”, czyli Jarmarku Europa na terenach Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie. Nie słuchajmy pesymistów, hamulcowych, nieudaczników i sprawy bierzmy w swoje ręce. Panie Premierze! Na warszawskiej Białołęce można zbudować nie tylko nowy stadion, ale i Narodowe Centrum Sportu. Wysłałem ostatnio list otwarty do Pana, ale, widocznie zaginął w urzędniczym sicie. Wszyscy chyba się boją wskazać Panu, że podjął Pan nieszczęśliwą decyzje odnośnie Stadionu Dziesięciolecia, chyba ciąży jakaś klątwa nad tym reliktem socjalizmu.
Na podstawie informacji prasowych można wyrobić sobie pogląd, że jesteśmy jakoby narodem nieudaczników, potrafiącym się tylko kłócić, politykować. Zadajmy temu kłam!
Może jedni lub drudzy wygracie te wybory, ale już bez naszego – kibiców – poparcia. Przegracie je w oczach społeczeństwa, które ma już dosyć waszego PO-PIS-u. Liczyliśmy na Was, że jesteście w stanie zorganizować przynajmniej igrzyska dla mas – finały Euro 2012, ale jak na dzień dzisiejszy i na to nawet Was nie stać.
Najważniejszą dla Was sprawą jest to, jak dokopać przeciwnikowi politycznemu, nie licząc się z realiami. Liczę, że ta Odezwa zmobilizuje Was i w Waszych programach przedwyborczych znajdą się zobowiązania współpracy z innymi opcjami politycznymi, współpracy dotyczącej harmonijnej i terminowej realizacji planu przygotowań do Euro 2012. I że po wyborach będziecie ten plan realizowali, by pokazać i światu, że Polak potrafi wywiązać się z obietnic i przyrzeczeń, tym bardziej że po mistrzostwach pozostałaby cała infrastruktura, która mogłaby nam służyć przez długie lata.
Głosów wyborców nie potrzeba szukać za granicą, natomiast można je utracić we własnym kraju. Poddaję Wam to pod rozwagę. Zawsze pamiętajcie: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Pracujcie w myśl zasady „co masz zjeść dzisiaj, zjedz jutro, a co masz zrobić jutro, zrób, dzisiaj”. I wtedy na pewno zdążymy.
Musimy! Tego życzę Polsce i sobie z całego serca.

Ze sportowym pozdrowieniem
Andrzej „Bobo” Bobowski
Król Polskich Kibiców

Komentarz został ukrytyrozwiń

LIPIEC, PRZEKRĘTY, KORUPCJA.

Nosił wilk razy kilka, poniosą i wilka.Minister Lipiec szukał korupcji w polskiej piłce, i szłusznie, ale nie zauwazył jej u siebie pod bokiem, w C.O.S. Sprawdza się stara prawda, cudze widzi się pod lasem, swojego nie widac nawet pod nosem. Będąc gosciem na DEBACIE - Czy polska moze stracic EURO ' 2012, zapytałem ministra Lipca czy przeczytał mój artykuł "Za EURO 2012, a nawet Przeciw Reanimacji Trupa" oraz co sądzi o budowie Narodowego Centrum Sportu na Białołece. Minister skierował mnie do dyrektora COS, a ten tłumacząc się brakiem czasu, skierował mnie do innego pracownika, który mnie zbył.Myslę ze jako człowiek honoru, zawieszając Zarząd PZPN, za korupcje jednego z jego członków, poda się do dymisji, poniewaz człowiek do którego mnie kierował oraz jego zastępca okazali się łapownikami, z korumpowanymi urzędnikami panstwowymi. www.bobo-bobowski.pl Andrzej BOBO Bobowski KRÓL POLSKICH KIBICÓW.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za kolejną próbę zmuszenia zwrócenia uwagi na nieprawidłowości w sportowej części "drużyny" pp. K.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"(..) a następnie publicznie poparł Henryka Kasprzaka na stanowisko nowego prezesa (..)" ---- chyba wkradł się błąd: powinno być Henryka Kasperczaka

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.