Facebook Google+ Twitter

Lista nr 7, kandydat nr 3

W kraju politycznej oligarchii ośmieliłem się być kandydatem do Europarlamentu. Ani z PiS, ani z PO, tylko z nowiutkiej, świeżutkiej Centrolewicy, założonej specjalnie na wybory przez grono zacnych osób. Co z tego wyszło?

Reklama wyborów do Europarlamentu / Fot. http://www.europarl.europa.eu/No, oczywiście nic nie wyszło, bo wyjść nie mogło. Jeszcze w połowie marca biadoliłem na łamach Wiadomości24.pl, że Pomorzu grozi polityczny monopol, że Platforma ma ambicje zgarnąć pełną pulę, może na spółkę z PiS. Przez prawie trzy miesiące nie zmieniłem na ten temat opinii (patrz artykuł z 5 czerwca). Nie mam żadnej satysfakcji ze spełnienia przez wyborców moich proroctw.

W każdym razie podjąłem eksperyment kandydowania wbrew rozsądnej kalkulacji, ryzykując to i owo (moje dochody zależą w pewnym stopniu od decyzji, hm, partyjno-rządowych). Spora część moich przyjaciół uznała mnie za wariata (do tego jestem przyzwyczajony). Życzliwi pytali, czy aby na pewno wiem, że nie mam szans. Rodzina z przerażeniem spojrzała na stan kasy (ile ja wydam?!). Kilka osób uznało mnie za milionera i zaczęło się kręcić wokół mnie celem sfinansowania żywotnie niezbędnych projektów.

Kilka praw marketingu


Świetnie wiem, że wybory to proces sprzedaży, a o sukcesie handlowym decyduje tzw. "marketing-mix". Upraszczając, trzeba mieć produkt (w tym przypadku kandydata), opakowanie (wizerunek osobisty i firmy), narzędzia promocji (media). No i "kasiorę", żeby sfinansować wszystko, czego oferta nie ma, a mieć powinna. Ja osobiście jako produkt czuję się nieźle - mam sporo dobrych cech, których nie ma wielu innych dotychczasowych i przyszłych europarlamentarzystów. Gorzej z moim wizerunkiem. Znajomi zazwyczaj mnie lubią, niektórzy nawet cenią, ale nie na znajomych opiera się sukces polityczny* *wiem, gdybym był kumplem Tuska, to...
Ale istotniejszy jest wizerunek publiczny. A żeby go mieć, trzeba być osobą znaną, najlepiej "celebrytą".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Piotrze, uważaj! Falstart to czasami zły start :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to, natchniony przez dyskutantów, bogatszy o doświadczenia, w najbliższych wyborach będę startował na stanowisko prezydenta. Zachęcam do zapisywania się do społecznego komitetu poparcia mojej kandydatury! I promujcie mnie na wszystkich forach :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sławo, jak nie będziemy uczestniczyć w życiu publicznym, nie będziemy rozpoznawalni i
nikt nam nie zaufa. Musimy wykazać się pracą na rzecz środowiska lokalnego, zawodowego,czy szerzej rozumianego.
Nasza praca musi ludziom - dla których pracujemy - przynosić ewidentne korzyści
w sferze gospodarczej, kultury, edukacji, itp.; praca organiczna, u podstaw, się liczy.
A komu to się chce?! Grupie zapaleńców, społeczników, którym miejscowa koteria i tak
zrobi "koło pióra".... Takim osobom trudno przebić się przez kolesiostwo, wspólnoty religijne i resentymenty regionalne. Dlatego na LW brylują wciąż ci sami... jesteśmy w stanie to zmienić, ale musimy chcieć chcieć się w ten proces włączyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju, pisze Pan: "Byłem. Bo owo głosowanie uważam za swoją obywatelską powinność. Nie tylko za prawo. nade wszystko za patriotyczny obowiązek".

Ja też byłam; ponieważ podobnie jak Pan, swoje uczestnictwo w wyborach pojmuję.
Należy żałować, że tak niewielu Polaków - tylko około 20 % - w takich kategoriach to postrzega. Krytykujemy wszystko i wszystkich, ale angażować się ?... co to, to nie! - brzydzimy się polityką.
Przez dezinteresment życiem politycznym, miernotom daje się przyzwolenie na kształtowanie wizerunku Polski i sterowanie rozwojem społeczno - gospodarczym kraju.
Wygrali ci sami - przykra, rozczarowująca konstatacja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech, znowu diabli wzięli sondę :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tomku, imię z dużej litery, przepraszam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze, a ja uważam, że Twój start należy odznaczyć jako "zamknięty temat" i wziąć się do roboty! Za rok wybory samorządowe. Masz doświadczenia ze startu w tym roku - wykorzystaj je za rok.

I jeszcze uwaga do tego, że trzeba być znanym w lokalnym środowisku. To raczej do Pana Tomasza. Piękne to, co Pan pisze, ale.... mało prawdziwe. Może być Pan nie wiem, jak znany w środowisku, może być Pan nie wiem jak szanowany przez cały powiat i okolice, ale jeśli startuje Pan z niewłaściwego komitetu wyborczego, to.... kończy się tak, jakby nie tylko Pan nie był znany, ale jeszcze dołożą to i owo i Pański autorytet trafi pospolity szlag. Polacy to bardzo dziwny naród! Prawdę Pan pisze, bo i ja dostrzegam wiele hipokryzji u Polaków. Przynajmniej w tym jesteśmy mistrzem świata. A może nawet mistrzem zaświatów! Dlatego Polacy to zawodowi narzekacze i... (uogólniam) - śmierdzące lenie! Tak. Właśnie tak. Dlaczego? Bo po pierwsze nic nie robiąc, potrafią jedynie narzekać. A po wtóre, kiedy mogą podjąć jakąś decyzję, dokonać wyboru, powiedzieć, co myślą - jak tchórze siedzą po kątach w domu i nawet nie mają odwagi ruszyć swoich czterech liter do lokalu wyborczego. Leniwe tchórze - ot, co. A wyjątki? Te kilkanaście procent? Dwadzieścia kilka? Moje zdanie jest takie: kiepskiej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. A Polacy w odpowiedzialności za Polskę są baletnicą fatalną. Coś, jak stary słoń w składzie porcelany. I dlatego rozmawiając z kimkolwiek o polityce, o bezrobociu, Europie, ubóstwie czy bogactwie zawsze pytam: "a byłeś (pani, pan) na ostatnich wyborach?". I kiedy słyszę, że nie, bo coś tam - wówczas mówię: "To nie masz (pani, pan) prawa wypowiadać się na ten temat". O tych sprawach mogą mówić ci, którzy cokolwiek zrobili w tej sprawie. A lenie i obiboki mają wszystko przyjąć jak ubogi w torbę i się nie odzywać.
Za nami wybory. Nie wygrał mój kandydat ani mój komitet wyborczy. Wiedziałem, że tak będzie. Ale poszedłem na głosowanie. Może to ważne? Może nic nie ważne.... Byłem. Bo owo głosowanie uważam za swoją obywatelską powinność. Nie tylko za prawo. nade wszystko za patriotyczny obowiązek. A ze znajomości, Panie tomku, to najlepiej znać prezesa partii. jesli on wepchnie Pana na pierwszą pozycję, to nikt może Pana nie znać, a i tak niemal w stu procentach wygra Pan wybory. Proszę uwierzyć mi na słowo. Dzisiaj "właściwy" komitet wyborczy i dobry układ z "preziem" partii daje sukces. Nie żadne zaangazowanie społeczne, żadne poświęcenie, żadne działanie na rzecz lokalnej społeczności. To romantyzm. On czasami sprawdza się na wsi, ale zapewniam Pana, że głupota ludzka (czytaj polska) nie ma adresu zameldowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze
-każda aktywność mile widziana i nauczka życiowa dla Pana kolejna - mam nadzieję pozytywna i budująca ale..... muszę jak zawsze dodać swoje 5 groszy i tak:
- kolejne wybory do PE za 5 lat będą wyborami samych ikon politycznych gdyż 50 mandatów to skromna delegacja i będzie walka o każde krzesełko i powiem przewrotnie uważam że powinni tam być najbardziej rozpoznawalni politycy naszej sceny politycznej już dziś widzimy tam sporo takich osób i to jest akurat dobry kierunek / ale jedna ważna sprawa - konieczna zmiana ordynacji wyborczej / do parlamentu powinni wchodzić autentyczni zwycięzcy w okręgach wyborczych - brakuje mi tam przykładowo ROSSATIEGO choć nie jestem lewicowcem ale widziałby tego Pana w tych strukturach
-tym torem idąc za 5 lat nie będzie żadnych szans dostać się tego elitarnego klubu bez dużego społecznego poparcia i bez obrazy Panie Piotrze tacy kandydaci jak Pan nie będą mieć jakichkolwiek szans
Ale jest pytanie zastanawiające czy scena polityczna już się "scementowała" czy 75% wyborców czeka na coś nowego czy jest szansa zmienić scenę polityczną , czy ktoś może zaistnieć poza tymi co mają pieniądze - myślę że tak ale ogromna praca przed nami , ale ja myślę że warto spróbować coś w tej kwestii zrobić może przez internet w jakiś sposób uaktywnić społeczność obywatelską i zbudować coś co będzie alternatywą dla obecnych "żelaznych partii"

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.06.2009 00:23

Nie znam Pana sytuacji, więc trudno mi się wypowiedzieć. Ale jak na mnie przystało, mam pewne... ALE :)

Oczywiście, że trzeba być znanym by z sukcesem kandydować. Ale już niekoniecznie znanym przez to że się wydało miliony na kampanie. Można być znanym za to co się dobrego robi społecznie. Jeśli ktoś robi coś pożytecznego dla społeczności swojej lokalnej to ludzie to pamiętają! Trzeba swoim działaniem pokazać jakim się jest człowiekiem. Trudno, żeby ludzie głosowali na kogoś kogo nie znają, choćby nawet byłby to najbardziej przyzwoity człowiek.

No i swoją pozycję buduje się nie przez miesiąc czy dwa, ale przez lata. Droga to długa i wyboista, ale chyba warta świeczki. Nawet gdyby miała się zakończyć tylko na szczeblu lokalnym. Szczególnie dla osób, dla których najważniejsza nie jest kariera polityczna, ale to by dla ludzi coś dobrego zrobić.

Narzekać potrafimy wszyscy. Jak to jest źle i niedobrze... Ale gdy przychodzi do tego by zmienić coś, naprawiać swoją małą Ojczyznę, wspomóc najbliższą społeczność - wtedy już nie ma rąk do pomocy. Bo tym to "Oni" powinni się zająć - tak większość uważa. Chociaż sama nie idąc na wybory mówi, że Ci "Oni" się do niczego nie nadają. Hipokryzja.

To takie moje luźne przemyślenia na ten temat. Oczywiście nie skierowane przeciwko Panu, panie Piotrze. Pana sytuacji nie znam. I na pewno przynajmniej spróbował Pan wyjść przed szereg, czego serdecznie gratuluje, choć z programem Listy nr 7 kompletnie się nie zgadzam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.