Pozycja materiału w rankingach:
Brawo Michał , decyzja podjęta przez ministra Sportu o odwołaniu komisarza i odwieszeniu zarządu potwierdza obiegową opinię o tym, że PZPN jest państwem w państwie i ta swoista enklawa bezprawia nie podlega polskiej jurysdykcji.
Potwierdzeniem mojej tezy są słowa wypowiedziane, na dodatek z „mównicy” prezydenta RP przez Seppa Blattera: „PZPN odzyskał pełny autorytet i władzę w kraju!”, oraz nie dotrzymanie, przez przedstawiciela prezydenta FIFA, warunków zawartego kompromisu.
Przypomnę tylko, że według ustaleń decyzje zarządu ma nadzorować czteroosobowa komisja (przedstawiciele prezydenta, premiera, FIFA i UEFA.), a codzienną pracę związku miał monitorować były kurator Marcin Wojcieszak. Niestety, ten drugi warunek został oprotestowany przez Jerome Champagna, który stwierdził, że kontrasygnata desygnowanego przez ministra Sportu, pana Wojcieszaka na wszystkich decyzjach PZPN stanowi naruszenie autonomii członka federacji FIFA. Przedstawiciel Blattera w czteroosobowej komisji autorytatywnie stwierdził, że, cytuję: „Tylko czterostronna komisja jest jedynym gwarantem do monitorowania prac PZPN”. Jestem przekonany, że prezydent Kaczyński nie zdawał sobie sprawy i nie spodziewał się, iż podejmując rozmowy i dokonując wspólnych ustaleń, dotyczących przestępstw popełnionych w naszej piłce z panem Blatterem (który sam ma korupcyjne problemy upublicznione przez telewizję BBC), zostanie tak szybko „okiwany”.
Podobną naiwność dało się zauważyć w pierwszym publicznym wystąpieniu przewodniczącego komisji prof. Michała Kleibera, który po środowym posiedzeniu odwieszonego zarządu z wielkim zadowoleniem oznajmił, iż zjazd statutowy odbędzie się w drugiej dekadzie kwietnia i jak dobrze pójdzie , to nowe wybory odbędą się prawdopodobnie w czerwcu, albo jeszcze później. Bez urazy panie profesorze, ale rozśmieszył mnie pan takim stanowiskiem, bo logicznym następstwem wypowiedzianych przez pana słów jest następujący wniosek: należy tylko nanieść poprawki do nowego statutu, a wówczas w nowych władzach… zasiądą prawie ci sami ludzie.
Czyżby pan zapomniał, że został powołany na przewodniczącego komisji, tylko i wyłącznie po to, by „odtajnić” dotychczasowe działania PZPN (upublicznić i wyciągnąć wnioski z wyników przeprowadzonego audytu i przestępstw karno-skarbowych), oraz by odwieszony zarząd - pod nadzorem komisji - dokonał „rachunku sumienia”, podjął natychmiastowe decyzje przeciwdziałające korupcji i ukarał winnych. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zawarty kompromis, który moim zdaniem powinno się zastąpić słowem „kompromitacja”.
Przechodząc do spraw piłkarskich, to nie sposób pominąć milczeniem wywiadu jaki udzielił selekcjoner reprezentacji i decyzji wydziału Ligi, dotyczącej wycofania się z rozgrywek bydgoskiej drużyny.
Leo Beenhakker bardzo słusznie zauważył, że narastający konflikt pomiędzy sponsorami a kadrowiczami dotyczący reklam może mieć - klasyczny przykład mieliśmy przed i podczas MŚ 2002 - negatywny wpływ na wyniki uzyskiwane przez drużynę narodową. Dlatego propozycję selekcjonera , by zorganizować spotkanie przedstawicieli kadrowiczów z sekretarzem generalnym światowej organizacji zrzeszającej profesjonalnych piłkarzy Theo van Segeleenem uważam za wspaniałą, bo rozwiązanie tego problemu jest potrzebą chwili i będzie procentowało przez wiele lat.
Natomiast nie rozumiem wypowiedzi selekcjonera z której wynika, że zamieszanie z wprowadzeniem komisarza było przyczyną zaległości finansowych w stosunku do zawodników - za zwycięstwo nad Belgami - z powodu braku podpisu zawieszonego prezesa Listkiewicza.
Panie trenerze, czyżby pan zapomniał, że spotkanie w Brukseli odbyło się 15 listopada, a więc czy do 19 stycznia nie było dość czasu , by „Listek” złożył swój autograf na liście nagród?
Również niezrozumiałe jest życzenie i obietnica Beenhakkera: gdybym kadrowiczów miał przez trzy miesiące na zgrupowaniu, to stworzyłbym zespół, który byłby klasyfikowany w dziesiątce najlepszych drużyn świata. Drogi i szacowny Leo, życzę panu z całego serca spełnienie tej obietnicy, ale póki co jest to typowe obiecywanie gruszek na wierzbie. Przecież nie tylko zagraniczni , ale również i nasi decydenci i trenerzy klubowi - którzy zatrudniają reprezentantów - nigdy nie zgodzą się na tak długą rozłąkę ze swoimi pracownikami, a poza tym przepisy FIFA i UEFA regulują te sprawy na pana niekorzyść.
Co zaś się tyczy wycofania z rozgrywek zespołu Zawiszy, to skandaliczna jest decyzja WG, o uwzględnieniu w tabeli ligowej dotychczasowych wyników uzyskanych przez bydgoski klub w rundzie jesiennej, ponieważ nie uwzględnia ona zasady równości w sporcie. Przecież drużyny, które w pierwszej rundzie gościły na stadionie Zawiszy nie miały takich samych szans (wiadomo własna publiczność i - co wykazują wrocławskie zatrzymania - przychylność „świstaków”) na zwycięstwo, jak te zespoły, do których bydgoska jedenastka przyjeżdżała. Zatem jedynym sprawiedliwym wyjściem z zaistniałej sytuacji jest decyzja o anulowaniu wszystkich wyników uzyskanych przez Zawiszę w obecnym sezonie.
Jan Tomaszewski.
PS: Przykro mi, ale nie mogę zgodzić się z moimi internetowymi adwersarzami, którzy zarzucają mi „monotematyczność i totalną krytykę”. W futbolu obowiązuje zasada: nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Dlatego każdą patologię należy natychmiast upubliczniać, napiętnować i skutecznie zwalczać. „Tuszowanie” afer , lub bagatelizowanie (jak to uczynił były selekcjoner, porównując bandycki napad katowickich pseudokibiców na piłkarzy GKS , do ojcowskiego klapsa!!!) patologicznych zachowań prowadzi do nikąd. A jak taka postawa, a właściwie jej brak, wpływa na wizerunek polskiej piłki nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć.
Dlatego właśnie teraz - do chwili rozpoczęcia zjazdu sprawozdawczo-wyborczego - należy mówić o „skopanych” patologiach i problemach, by ukarać przestępców którzy doprowadzili do największego skandalu w historii światowego futbolu i abyśmy wspólnie razem (rząd, dziennikarze, kibice i uczciwi działacze), znaleźli odpowiednie systemowe rozwiązania, które pozwolą nowym władzom wyprowadzić naszą piłkę z bagna w jakim się znalazła, bowiem w przeciwnym razie będziemy mieli powtórkę z rozrywki.JT
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.Zobacz także:
Artykuły
(42)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.06)
Wiek: 62 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Słynny bramkarz reprezentacji Polski w latach 70. i 80. Niestrudzony bojownik o czyste reguły gry w polskim futbolu, były szef Komisji Etyki PZPN. Zagorzały krytyk obecnych władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, a zwłaszcza prezesa Michała... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 12.03.2007 18:25
Beata, ten kamien - o ktorym wspominasz - tez ma tu scisly zwiazek. Mi chodzilo o ten, ktorym chciano kamionowac pewna... pania. :)
Marek Iwaniszyn 12.03.2007 12:19
Cóż rzec Panie Janie T. Wydaje się, że w naszym futbolu rządzi jednak zasada: nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. I nieodparte wrażenie jednak podpowiada, że jakoś się Pan w to wszystko ładnie wpisuje....
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +283)