Z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem rozmawiał Marek Kondraciuk.
Czy zwycięstwo nad Kostaryką rozjaśniło oblicze reprezentacji?

– Oczywiście każde zwycięstwo na mundialu cieszy. Na mundialu nie gra się często, raz na cztery lata. Przykro, że to nasz ostatni mecz. Zwycięzcami są też kibice, bo na mecz bez stawki przyjechało kilkadziesiąt tysięcy polskich kibiców.
Podobał się panu mecz z Kostaryką?
– Nie podobał mi się jako widowisko, ale nie podobało mi się także kilka innych spotkań na mundialu.
Dostrzegł pan jakieś jasne punkty w naszym zespole?
– Powody do radości ma Bartek Bosacki, grał wspaniale i z Kostaryką, i wcześniej z Niemcami, został najlepszym zawodnikiem ostatniego spotkania. Może to być zwrot w jego karierze mimo, że jest już zawodnikiem średniego pokolenia.
Wygrany mecz z Kostaryką wpłynął na pana uspokajająco?
– Zwycięstwo nie uspokaja mnie. Cieszy, że zespół pokazał charakter, bo przecież widać było na tym mundialu, że motor nie ciągnął tak, jak by się chciało. Rozmawiałem przed chwilą z Maćkiem Żurawskim. Powiedział tylko: – Serce chciało, ale nogi nie ciągnęły. – Depnąłem, ale obrońca był szybszy. Kiedyś, jak depnąłem, to... depnąłem.
Znów przegraliśmy mundial. Kiedy kibice będą mieli wreszcie powody do radości na turnieju mistrzowskim?
– Jest takie powiedzenie: do trzech raz sztuka. Dwa razy weszliśmy do finałów po długiej, 16-letniej przerwie. Zakończyliśmy już na pierwszej rundzie oba mundiale, może następny będzie dla nas bardziej szczęśliwy. Najpierw trzeba jednak awansować. Myślę, że teraz najważniejszym celem jest wywalczenie pierwszy raz w historii miejsca w finałach mistrzostw Europy.
Czy pana zdaniem mamy realną szansę na awans z tą reprezentacją?
– Grupa jest trudna, bo grają świetne drużyny – Portugalia, Serbia, Belgia, rosnąca w siłę Finlandia. Nie będzie łatwo, ale walczyć trzeba. Szanse na awans oceniłbym teraz na 50 procent.
Tej drużynie potrzebne jest odmłodzenie, świeża krew.
– Łatwo mówić odmłodzenie, ale proszę o nazwiska. Nie mamy tylu dobrych piłkarzy. Brożek, Jeleń zagrali na mundialu. A dalej kto? To nie jest tak, jak w Niemczech, że jest kilkudziesięciu dobrych piłkarzy.
Na ile mecz z Kostaryką poprawił notowania trenera Pawła Janasa?
– Zwycięstwo nad Kostaryką niczego nie zmienia w procedurze oceny naszego występu na mistrzostwach i oceny pracy trenera Janasa. Selekcjoner ma dwa tygodnie na złożenie raportu. Już jest zabezpieczona dokumentacja medyczna – wyniki badań fizjologicznych, wydolnościowych z okresu ostatnich trzech miesięcy. To będzie integralna część tego raportu, będzie z niej wynikało kto był w jakiej dyspozycji fizycznej, dlaczego nie była taka, jak należało. Trener Janas zadeklarował, że sporządzi ten raport wraz z drugim trenerem Maciejem Skorżą. Następnie trafi on do wydziału szkolenia, kierowanego przez Antoniego Piechniczka. Trener Henryk Apostel, który od trzech lat jest z reprezentacją właściwie 24 godziny na dobę napisze swoje spostrzeżenia, swój raport. I dopiero te dokumenty będą podstawą dla zarządu do oceny.
Rozmawiał pan już z jakimiś kandydatami na nowego selekcjonera?
– Z nikim nie rozmawiałem w sprawie ewentualnego objęcia reprezentacji.
Pochwalił pan kibiców, ale ich reakcja na osobę selekcjonera była wymowna.
– Kibice reagują emocjonalnie, nie mam do nich żadnych pretensji, że gwizdali i buczeli podczas wyczytywania nazwiska Pawła Janasa, ani o to, że skandowali jakieś hasła pod adresem PZPN. To są emocje i styl należący do rytuału kibicowskiego.
Ile procent szans daje pan teraz trenerowi Janasowi na utrzymanie posady?
– Teraz w ogóle się tym nie zajmujemy. Poczekamy na raport i dopiero wrócimy do ocen.
Polscy piłkarze są przegrani, ale kibice zwycięzcy.
– Kibiców należy pochwalić za wspaniałą postawę, za frekwencję. Mam tu list od Franza Beckenbauera, o proszę zobaczyć, który gratulował nam postawy naszych kibiców. Najbardziej zapadło mu w pamięci to, że polscy kibice oklaskami przyjęli hymn Ekwadoru. Dla niego było to nowością, a u nas jest to norma. Napisał, że to było coś niespotykanego. Beckenbauer pisze też między innymi: polska drużyna nie grała pod szczęśliwą gwiazdą.
Mocno zgrzytało na linii media – selekcjoner. Nie ma pan nic do zarzucenia Janasowi w kwestii kontaktów z dziennikarzami?
– Jeszcze raz wrócę do otrzymanego dziś listu Beckenbauera, który napisał, że było czymś wspaniałym, kiedy na otwarty trening Polaków przyszły 4 tysiące ludzi. Trener jest mało medialny, to fakt. Jeżeli będzie nadal trenerem reprezentacji Polski, czy innej drużyny, to powinien zatrudnić jakiegoś fachowca, który będzie go uczył opanowania i stylu utrzymywania dobrych kontaktów z mediami.
Atmosfera wokół zespołu i chyba w nim też była ciężka. Na konferencje przychodzili smutni zawodnicy, cedzili coś przez zaciśnięte zęby. Chyba nie tak powinno to wyglądać?
– Nie uważam, żeby atmosfera była... nieciekawa. Byłem przecież z drużyną w ośrodku i nie dostrzegłem nic takiego. Może piłkarze i trener byli smutni dlatego, że część mediów po prostu obrażała wszystkich. Pisanie „frajerzy”, „nie wracajcie do domu” to są obraźliwe określenia.
Z uporem trener Janas, piłkarze i pan także wskazujecie tylko na jeden tytuł, uogólniając jednak swoje oceny na całe środowisko dziennikarskie. Czy to nie przesada?
– Nigdy nie twierdziłem, że wszystkie gazety nas obrażają.
Fot: Grzegorz Gałasińki
PT