Facebook Google+ Twitter

Literacka synteza dziejów według Mrożka i Jarockiego

17 stycznia premierowe przedstawienie "Miłości na Krymie" Sławomira Mrożka w reżyserii Jerzego Jarockiego zaprezentował Teatr Narodowy w Warszawie. To trzeci spektakl przygotowany przez Jarockiego na scenie narodowej.

"Miłość na Krymie". Projekt graf.plakatu: Janusz Górski, fot. Robert Wolański / Fot. Po „Błądzeniu” i „Kosmosie” przyszedł czas na sztukę Sławomira Mrożka. W dorobku Jarockiego to jedenaste przedstawienie oparte na utworach mistrza absurdu. Tym razem jednak, Mrożek staje się obserwatorem przemian przełomu lat 80.i 90., które ostatecznie dotknęły także i ówczesny ZSRR. Na plan pierwszy wysuwają się rozważania dotyczące ludzkiej egzystencji i pytania o wartość najwyższą. Jarocki mówił w wywiadach, że w jego sztuce z całą pewnością nie będzie nią zagubiony Krym, symbol historii, ale miłość, której należy się pierwsze miejsce, niezależnie od epoki.

Bohaterowie uwikłani w historię


Trzyaktowa opowieść, w konwencji „z biegiem lat, z biegiem dni”, przenosi widza od czasów carskich przez porewolucyjna Rosję, aż do lat 90. XX wieku. Bohaterowie aktu I to postaci egzystujące po Czechowowsku, niespiesznie, na granicy komizmu i tragizmu, rozgadane, acz pozbawione woli działania. Mają swoje tajemnice, pragnienia, kochają się głównie nieszczęśliwie i dają się unosić czasowi. Ot, tak normalnie, „Rzeczy idą swoją koleją”- mówi Zachedryński (Jan Frycz). Niestety rozmaite oznaki, np. pojawienie sie Lenina, każą podejrzewać, że to już schyłek pewnej epoki. Zresztą, jak ironicznie stwierdza Czelcow (doskonały Janusz Gajos) : Rosja musi zginąć, bo nawet dekadenci chcą żyć.

W miejsce idealistów pojawiają się więc w akcie II rewolucjoniści, którzy od dawna nie pamiętają co to honor, żyją w świecie strachu, donosów, podsłuchów. Nauczyli się żyć w nowych warunkach. Deklarują obrzydzenie do kapitalistycznych krajów i… marzą, żeby do nich wyjechać. Jak Zachedryński, mają świadomość swej dwulicowości, zdrady ideałów, odstąpienia od wartości, ale jednak dają sobą rządzić prymitywom w rodzaju Ilii Zubatego (Grzegorz Małecki), „proletariackiego poety”. Najgorsze jest to, że i tak prędzej czy później czeka ich w najlepszym wypadku zsyłka.

Niestety akt III, rozgrywający się w roku 1990 nie przynosi optymistycznego rozwiązania. Rosją rządzą teraz młodzi mafiozi, dorabiający się na handlu prostytutkami, a miejsce Matki Rosji zajmuje wyśniona, kiczowata Ameryka, do której mają płynąć statkiem o znamiennej nazwie "Lewiatan".

Literackie cytaty


Przywołany w spektaklu Czechow funkcjonuje nie tylko dzięki atmosferze I aktu, ale także poprzez postaci z "Wujaszka Wani" czy "Trzech sióstr". Dalej pojawia się też Szekspir, Bułhakow oraz wielcy rosyjscy reżyserzy. Rolę cytatu pełnią też rekwizyty : rosyjski samowar, strzelba z dramatu Czechowa, gitara. Niekiedy odwołania mogą spełniać rolę pastiszu, ale głównie jest to taki wspólny kod ludzi wykształconych i wychowanych na klasycznych tekstach. To też próba ocalenia wartości; niezależnie od okoliczności pewne symbole warto zachować.


Jarockiego widzenie Mrożka


Pierwszą przymiarkę do dramatu Mrożka uczynił Jarocki już w 1994r. w Starym Teatrze w Krakowie. Nie udało sie wtedy doprowadzić do wystawienia sztuki, gdyż autor obwarował tekst 10.punktami, od których reżyser nie mógł odstąpić. Obecnie Mrożek zezwolił na zmiany, a nawet zaakceptował dodane przez Jarockiego kwestie! Jedną z innowacji jest wprowadzenie do II aktu fragmentów wspomnianego Mrożkowskiego dekalogu; pytanie tylko w jakim celu?
Nużą kwestie dotyczące ekonomii, wygłaszane przez Lenina (Jerzy Radziwiłowicz) w akcie III oraz zbyt rozbudowany, płytki dialog, demaskujący rozmaitych oszustów w rodzaju "kaszpirowskich"( fakt, że Seniuk i Gajos robią co mogą, by tę scenę uratować).

Do niewątpliwych zalet tego przedstawienia należy świetna gra aktorska. Zachedryński Frycza doskonale pokazuje dylematy inteligenta, świadomego swej słabości. Na uwagę zasługują też kreacje Gajosa, Kożuchowskiej (zwłaszcza w akcie I), Seniuk i Małeckiego. Nazwiska mówią zresztą same za siebie. Fantastycznie w akcję wkomponowuje się muzyka: cerkiewne chóry oraz rosyjskie, "duszoszczipatielnyje" romanse, śpiewane przez aktorów, budzą nostalgię za dawnymi czasami.
Polecam spektakl wszystkim, którzy cenią teatr klasyczny (to nie znaczy nudny!), dbający o dialogi i pielęgnujący słowo. Reżyser w odpowiednich proporcjach zestawił komizm z tragizmem, pozwalając widzom trochę się pośmiać, ale zmuszając ich też do refleksji. Sądząc z reakcji widowni w czasie pokazu przedpremierowego, sztuka będzie cieszyła się powodzeniem.

Teatr Narodowy w Warszawie
"Miłość na Krymie" - Sławomir Mrożek
reżyseria - Jerzy Jarocki
scenografia - Jerzy Juk Kowarski
muzyka - Stanisław Radwan
czas trwania - 3.40.










Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.