Facebook Google+ Twitter

Litwa - Polska. Druga strona medalu. Czy może być lepiej? Cz. 5

Celem artykułów będzie odpowiedź na pytanie: "Jak to jest, że Litwini z Polakami nie mogą się dogadać? Zawsze potrafili. To jakiś nonsens".

Mówiono, że Polacy na Litwie są dyskryminowani, że zabroniono im rozmawiać po polsku, że łamane jest prawo ludzkie, że zamykane są szkoły polskie, że nie pozwala się na polski zapis nazwisk i nazw ulic, że nawet w czasach radzieckich Polacy na Litwie mieli lepszą sytuację niż dzisiaj. Polska partia polityczna na Litwie (na Litwie ma nazwę LLRA - Lietuvos Lenku Rinkimu Akcija) twierdzi, że Polacy będą strajkować i nie poddadzą się dyskryminacji.

Jak opisałem w pierwszych czterech częściach tego artykułu, polskie szkoły zamykano nie dlatego, że były polskie, a dlatego, że nie ma w nich uczniów. W tym samym czasie litewskich szkół z tych samych powodów zamknięto cztery razy więcej. Na Litwie nikt nie zabrania rozmawiać po polsku, przeciwnie - istnieją zespoły kulturalne i folklorystyczne, na państwowym litewskim kanale istnieje program "Album Polski" itd. Nawet protesty przy Sejmie i ambasadach odbywają się w języku polskim - i nikt z tym problemu nie ma. Jeśli chodzi o pisownię nazwisk i nazw topograficznych, to prawo na Litwie działa zgodnie z regulacjami międzynarodowymi i ustawami UE, więc powodu do zarzutów ze strony LLRA też nie ma. Swoją opinię, że nazwiska powinny być pisane w oryginalnym języku, też napisałem.

Więc czas odpowiedzieć na pytanie - dlaczego mamy taką sytuację jaką mamy? Gdzie są jej przyczyny? Z litewskiego punktu widzenia można stwierdzić, że to nie jest konflikt między Litwą i Polską. Można to nazwać wojną domową o władzę w jednym z regionów. Na Wileńszczyźnie.

Litewskie partie mocno przegrywają tę walkę, tam już kolejny raz wygrywa polska partia. Żeby wygrać, grają kartą narodowości, starając się pogrupować ludzi na swoich i tych, którzy do nich nie należą. Najważniejsze hasło agitacyjne jest związane z polskością, językiem i innymi problemami, na boku zostawiając bezrobocie, różnicowanie socjalne, brak inwestycji w regionie, ubóstwo itd. Mają wielkie wsparcie ze strony szkół polskich na Litwie. Dyrektorzy i nauczyciele wspierają partię, podobnie wydawnictwo polskojęzyczne na Litwie. Współpraca między nimi jest bardzo widoczna.

Zasady na jakich opiera swą działalność LLRA i ją wspierający są niezrozumiałe: sugerowanie, by nie przestrzegać prawa, przeciwstawiać się mu wszelkimi sposobami, nie podawać faktów lub wyjaśnień - to nie może być akceptowane w cywilizowanym świecie. Ale żeby utrzymać uwagę, karuzela musi się kręcić. Dlatego dobre strony litewskiej polityki nie mogą być pokazywane i wspierane. Tym bardziej nie jest akceptowana krytyka lub inna opinia z inaczej myślących litewskich Polaków.

Przykład opisany w Delfi.lt, gdzie w Wilnie, przy ratuszu odbyło się 90-lecie podpisania i złamania umowy suwalskiej (dotyczyła ona ustalenia linii demarkacyjnej na Suwalszczyźnie 7 października 1920 roku). W ten wieczór polska studentka gimnazjum w Solecznikach odczytała swój esej: "Moim zdaniem Polska nieładnie zrobiła okupując terytoria wschodniej Litwy. Ona, jako bliski kraj dla Litwy, powinna była pomóc, a nie okupować Wilno i Wileńszczyznę.
Nie jest honorowo zaatakować trwałego sojusznika i siłą uzurpować jej stolicę".

Redaktor gazety "Kurier Wileński" był niesamowicie oburzony i przewidywał smutną przyszłość dla tej dziewczynki, mówił że to zdrada polonizmu i że zepsują się jej stosunki nie tylko z rodziną, ale również ze społeczeństwem, a wszyscy ją potępią. Prganizator konferencji, za to że pozwolił wypowiadać się dowolnie, opisany został tak: "Tak, jak obrzydliwy był Hitlerjugend i działalność Komsomolca, uzbrojone w kałasznikowy jedenastolatki w wojnie w Afryce, również brzydkie jest i to, co zrobili organizatorzy tej konferencji".

Czy potrzebne jeszcze jakiekolwiek komentarze po takich tragicznych słowach jednego z liderów Polaków na Litwie?" - pyta Delfi.lt

Szkoda, że człowiek dla polityków jest tylko statystyczną cyfrą uzupełniającą budżet i oddającą głos w wyborach. Więc miejsca w urzędzie lub parlamencie - warte jest wszystkiego.

Polska w tej sytuacji staje się mocnym zapleczem dla polskiej partii na Litwie. Jednak łatwiej mieć wpływ mając wsparcie z takiego wielkiego kraju jakim jest Polska. Wiadomości z Litwy przychodzą do Polski bez wyjaśnień, bez podania wszystkich faktów lub porównania sytuacji z sytuacją w samej Polsce lub innym kraju, nie opisując prawa międzynarodowego lub ustaw UE.

Rozumiem polskich polityków, bo jednak informacja wpływa z partii politycznej, tym bardziej że ta partia jest polska, to wierzyć w nią jakby należy. I tu pojawia się problem. Jeśli politycy w Polsce postaraliby się dowiedzieć jak wygląda pełna informacja, jeśli zapytaliby litewskie władze lub odpowiednie organy o wyjaśnienie wiadomości i nowości - szumu i nieporozumień byłoby dużo mniej. Może nie mogą, a może nie chcą. To już pytanie do nich.

Inna jest kwestia myślenia "my jesteśmy wielcy, a wy mali - to róbcie co my chcemy bo inaczej stosunki popsują się". W tym miejscu pasuje komentarz kabareciarza Tadeusza Drozdy z wywiadu dla Kuriera Wileńskiego w 2007 roku: "Jeśli chodzi o relacje Polak - Litwin, to takiej relacji raczej w ogóle nie ma, bo w Polsce raczej nie zauważamy, że gdzieś tam jest jakaś Litwa. My - to taki wielki kraj, a Litwa - to takie malutkie byle co. Jeżeli już, to porównujemy się z Rosją, Francją, Niemcami - to są nasi partnerzy. Żaden Czech czy Słowak dla Polaka - to nic. Polacy mają poczucie wielkości, że jest się narodem wybranym. Zawsze wśród wielkich tego świata znajdziemy Polaków i z nimi utożsamiamy się."

To, że na Litwie Polaków się dyskryminuje, to stereotyp, w którą wszyscy wierzą i nikomu nie są potrzebne argumenty. Ciekawe to, że nie strona oskarżająca musi udowodnić że jesteś winny, od razu staje się winnym, a wyjaśnienia nikomu nie jest potrzebna.

Ze strony Litwy błędów też popełniono wiele. Najpierw można skomentować tę samą walkę polityczną na Wileńszczyźnie - największym problemem litewskich partii jest to, że przez wiele lat nie potrafiły stworzyć atrakcyjnego programu wyborczego dla polskiej mniejszości narodowej. Niewiele robią żeby stworzyć alternatywę dla tam głosujących, bo według nich - walka tam jest przegrana i nawet nie warto próbować.

Kolejna ważna sprawa - niewystarczająca liczba uczciwych ludzi w polityce litewskiej. Za mało jest takich ludzi, którzy naprawdę postaraliby się pracować najpierw dla dobra kraju a nie swojego. Są, ale mniej niż trzeba.

Ludzie, niektórych polityków nazywają "bezkręgowcami" - w sensie politycznym. Za to, że tam gdzie trzeba mówić to milczą, nie potrafią obronić swego kraju lub opinii swego narodu, a powinni. Tu chodzi o brak odpowiedzi na reakcje polskich polityków. Jeśli wiedzą że są oskarżeni bez powodu - niech odpowiadają wyjaśniając sytuację, ale według nich najlepiej stosować jest takie litewskie powiedzenie "milczenie - to dobra sprawa".

Także, jak skomentowali niektórzy polscy i litewscy politycy, jeden z litewskich polityków kilkanaście lat temu w Polsce nieoficjalnie obiecał rzeczy, których nie miał możliwości wypełnić. Można zrozumieć, że polscy politycy nie widząc wypełnienia tych obietnic, zaczęli okazać swoje niezadowolenie.

Chciałbym wyróżnić jeszcze jedną ważną sprawę - na Litwie, choć mieszkamy razem już od wielu lat, brakuje spojrzenia na polską mniejszość jako swą część narodu. Niektórzy myślą że to nie "nasi" Polacy, ale ci, którzy pozostali u nas. LLRA nie pomaga - stara się żeby polska mniejszość była traktowana jak obcokrajowcy. To jak najbardziej nie zbliża. Więc przestrzeń, by stać się lepszymi politykami mają obie strony.

A teraz jeszcze o jednym bardzo ważnym czynniku w tej sytuacji - pracy mediów. Media obu krajów nie starają się polepszyć sytuacji, która jest pokazywana jako najgorsza od 20 lat, ale samodzielnie lub też odpowiednio pokierowane różnymi metodami starają się tę sytuację jeszcze pogorszyć. Robią to w bardzo prosty sposób: nie podają pełnej informacji: mówią "Litwa dyskryminuje" ale nie podają dowodów; nie sprawdzają czy ta informacja jest prawdziwa: np. czy tylko polskie szkoły są zamykane; wyrywają tylko kilka słów lub jedno zdanie z kontekstu: np - mowa pani ambasador o lojalności obywateli Litwy i Polski lub zadają prowokacyjne pytania chcąc uzyskać taką odpowiedź jaka jest potrzebna (np. cytat z jednego wywiadu z Loretą Zakareviciene (ambasador Litwy w Polsce) w Delfi.lt o stosunkach z Polską: "nie mogę powiedzieć że one są złe. Zadając takie pytanie próbujesz udowodnić że one są złe. Mówię wam, one nie są złe. Są to normalne stosunki między dwoma krajami."

także telewizja nie pomaga. Program na LNK pokazywał jak odrywano tablicę, zginano napis polski. Nie uczestnicy "reality show" mają zaprowadzać sprawiedliwość (polskie nazwy topograficzne są zabronione), to jest praca policji i sądów więc takie rzeczy nie powinny być tolerowane przez organizatorów programu. Dalej były przeprosiny ze strony kanału LNK. Ale czy trzeba było dojść do takiej sytuacji? Na szczęście ten bardzo słaby program nie był wspierany i oglądany przez litewskich widzów i był uznany za nonsens.

Polskie media pracują podobnie - np. na Litwie był pokazywany program z cyklu "Wydarzenia, które wstrząsnęły Litwą". Tym razem opisano historię jednego chorego psychicznie człowieka, który w 1998 roku wystrzelał całą wioskę. Był jedynym tam mieszkającym Polakiem. Rodziny zabitych mówiły, że władze litewskie chciały zagłaskać tę sprawę, bo prezydent Polski był wtedy gościem w kraju, przyjechał na rocznicę niepodległości. I dla porównania reakcji zapytali "co by było jeśli Litwin wystrzelałby polską wioskę?" Jaką wiadomość i pomysł chciały przekazać osoby przygotowujące "wiadomości"? Co na tym zyskały i co miały w głowach - ciężko zrozumieć.

Więc cały ten "wielki konflikt" jest stworzony przez brak profesjonalizmu niektórych polityków, przez ich nieuczciwość i chęć pozostania w centrum uwagi za wszelką cenę. Do tego dołączają się media, dla których przy ogromnej konkurencji najważniejsze jest, by sprzedać swój produkt, jak i nieprofesjonalizm niektórych dziennikarzy, którzy nie sprawdzają źródła lub nie zbadają sytuacji w pełni.

Na Litwie odrywano tablice, w Polsce litewski napis zamalowano biało-czerwoną farbą, pomnik litewskiego pisarza zniszczony - to wydarzenia, które spowodowały opisane czynniki. Ich działanie już dało "owoce", dlatego każdy z odpowiedzialnych powinien dobrze pomyśleć o tym co czyni i dwukrotnie się zastanowić.

Wygląda, że przy takiej sytuacji nic pozytywnego między Litwą i Polską nie ma? A jest. O tym - w następnym artykule.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dziękuję Panie Andrzeju za miłe słowa!
To też jest zasługa moderatorów tego serwisu, poprawiają mnie i pomagają :)
Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Już na uznanie zasługuje Tomasu że tak dobrze nauczyłeś się języka polskiego i że potrafisz napisać tak profesjonalny artykuł o Litwinach i Polakach! Zaczynamy zawsze od siebie. Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jarek Łazik
  • Jarek Łazik
  • 10.09.2011 13:14

Gdybyśmy żyli w normalnych czasach, to powtórzyłoby się akcję z 1920 i byłby spokój.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W Polsce nikt bezkarnie nie demontuje tablic z napisami dwu-języcznymi. Litwini sami stworzyli trudną sytuację a teraz próbują odwracać kota ogonem. Witold i nie tylko na pewno w grobie się przewraca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawdę mówiąc, obaj (nefryt i comitam) macie racje. Są i tacy i tacy. Kilka lat temu sam pracowałem w restauracji (w Wilnie), wtedy znałem po Polsku trzy słowa, i nie za bardzo podobało mi się, że wśród turystów był taki stereotyp że "w Wilnie wszyscy rozmawiają po Polsku" więc od razu gadajmy po Polsku, a tak nie jest. Z czasem nauczyłem się języka i teraz nie widzę problemu gadać z Polakiem po Polsku. A tak jak wy opisujecie, to każdy kraj ma takich którzy rozumieją i takich którzy nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
comitam
  • comitam
  • 08.09.2011 13:32

Nefryt chyba cie pogieło.Ja też byłem na litwie i ludzie są bardzo przyjaźni.A tak nawiasem na pomorzu śląsku czy kresach wschodnich mieszka masa ludzi o korzeniach innych niż polskie i czy kotoś podgrzewa nastroje ? Jak mawiają Czesi polityka to ku...wa i mają recje. Te stosunki rozwalają politycy z każdej opcji aby utrzymać się przy korycie. W Niemczech też są politycy antypolscy i co z tego.Kulturę się albo ma albo nie a tolerancji trzeba się nauczyc tak jak współistnienia.Jestem z Gdańka rodzice z Wilna.A Gdańsk jeszcze przed 1939 rokiem jak idzisiaj jest tyglem kultur wyznań i nikt nikogo nie dyskryminuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń
nefryt
  • nefryt
  • 08.09.2011 12:53

Jak wyjeżdżam na Litwę to mam wrażenie bycia dyskryminowanym.W sklepach,restauracjach etc.Nikt nie chce mówić po polsku mimo,że zna język.(zazwyczaj część rozmowy prowadzę po angielsku a finał po polsku dla sprawdzenia i wtedy okazuje się, że mówią płynnie,bo już jest interes).LLRA ostatnio zdobywała też głosy litwinów i rosjan,z tego co słyszałem Polacy nie mają korupcji we władzach i dlatego tak wygrali.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Serce
  • Jan Serce
  • 08.09.2011 12:27

Gosciu bardzo sie starales a wyszlo ci TENDENCYJNIE

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.