Facebook Google+ Twitter

Litwo! "Ile cię trzeba cenić ..."?

Co powoduje że stosunki polsko-litewskie są teraz w tak fatalnym stanie? Kto ma rację w tym sporze i kto do tego dopuszcza? Tutaj próba znalezienia przyczyn tego stanu rzeczy.

"Xxxxx! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie, Ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie, Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie". Myślę, że większość Polaków bardzo dobrze zna ten fragment z "Pana Tadeusza", lecz ja słowo Litwo celowo zastąpiłem iksami, gdyż myślę, że jest to fragment uniwersalny. Miejsce iksów każdy Ukrainiec na obczyźnie może wypełnić słowem Ukraino, a obecnie i wielu Polaków na obczyźnie, może tu napisać Polsko, bo ten tylko pozna smak tęsknoty, kto coś utraci i patrzy już z oddalenia. Myślę, że każdy Litwin po uzyskaniu niepodległości może już z poczuciem narodowej dumy napisać: Litwo! Tyś moją ojczyzną.

Minęły lata, obecnie jesteśmy dwoma wolnymi i niezależnymi krajami, i nagle wybucha kolejny spór, zdecydowanie psujący stosunki polsko-litewskie. Nagłówki polskich gazet krzyczą o prześladowaniu mniejszości polskiej na Litwie. Litwini nie ufają Polakom, rośnie wzajemna wrogość i to tego stopnia, że dochodzi już nawet do aktów agresji. Gdzie jest źródło tych agresji i dlaczego będąc we wspólnej Europie dochodzi do takich zdarzeń? Jeżeli prześledzimy szereg komentarzy ukazujących w polskich mediach stwierdzimy, że to Litwini nie potrafią zrozumieć problemów polskiej mniejszości i uszanować jej patriotyzmu. Najgorsze wydarzenia dzieją się jednak w stolicy Litwy Wilnie. Polacy jako przykład podają jak traktuje się mniejszości w Polsce. Prześledźmy jak mniejszości traktowane są w Polsce.

Polska Konstytucja i ustawa o języku polskim (Dz. U. 8 Listopad 1999r) stanowi o tym, że językiem urzędowym w Polsce jest język Polski. Polska jest krajem bardzo jednorodnym, a wszelkie mniejszości stanowią około 3 %. Prawo mniejszości do nauki swojego języka, oraz do nauki historii i kultury mniejszości w Polsce, jest zagwarantowane na zasadach Ustawy z 7 września 1991r. Polska uznaje prawa mniejszości tylko osobom posiadającym obywatelstwo polskie. Polski system kształcenia zapewnia każdej mniejszość naukę w języku tej mniejszości, oraz naukę historii i kultury swojego narodu. Tyle swym mniejszością zapewnia strona polska i podobno tyle samo żądamy od strony litewskiej. Dlaczego Litwini nie chcą zapewnić na swym terenie takich samych praw mniejszości polskiej? Lecz Litwini chcą takie same prawa zapewnić tylko, dlaczego strona polska żąda znacznie więcej.

Więc o co toczy się ten spór? Mniejszość litewska w Polsce to niecałe 1 procent ogółu ludności (mniej więcej 25-30 tys.), polska mniejszość na Litwie to już 6,4 procent ludności, a w samym Wilnie mniejszość ta stanowi większość. Jak Polacy by się czuli gdyby mniejszość niemiecka w Warszawie wynosiła ponad te 55 procent? Kto sobie na to pytanie potrafi odpowiedzieć, zrozumie też pewną sentencję "Podstawą wzajemnego współżycia jest zrozumienie racji drugiej strony". Taki stan to nie tylko okręg wileński, ale i parę okręgów należących kiedyś do II RP. Chociaż mniejszość polska na całym terenie litewskim wynosi tylko 6,4 procent, to stolica jest jednak tą mniejszością opanowana.

Mniejszość polska poczuła jednak siłę i poparcie niektórych polskich polityków i środowisk i żąda uznania języka polskiego za drugi język urzędowy, a jednocześnie w polskich szkoła nauki wyłącznie w języku polskim, łącznie z polską maturą. Ciekawe, co by powiedzieli nie tylko warszawiacy, lecz i wszyscy Polacy, gdyby mając u siebie taką mniejszość usłyszeli takie żądania mniejszości niemieckiej?

Istotą tego sporu jest niezrozumienie racji drugiej strony i wybujałe żądania z wielu stron. Tu w Wilnie ścierają się obecnie interesy wielu stron i każda z nich chce osiągnąć jakieś korzyści dla udowodnienie i utrzymania swoich wpływów.

Jak o to walczą już w części następnej?

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Panie Leszku,
odczytałam Pana artykuł, ale znalazłam w nim zawartość treściową naszej dyskusji - link - powtórzył Pan treść komentarzy z pewnym uściśleniem kwestii roszczeniowych ze strony polskiej. Spodziewałam się szerszego ujęcia problemu, wspartego na Pana doświadczeniach, rozmowach, o jakich Pan wspominał.
Tradycyjnie (bo zwyczaj ten znajduję też w innych Pana tekstach) kończy Pan zapowiedzią dalszego ciągu, więc może znajdę to, na co czekałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno!
Każdy z nas wcześniej czy później zainteresuje się swoimi korzeniami. Mój dziadek zmarł w 1953 roku i nie mogliśmy nawet wyjechać na pogrzeb, ponieważ telegram podpisany był przez lekarza który nie figurował w rejestrze lekarzy do tego uprawnionych. Co dziwne, rodzina mojego kolegi wyjeżdżająca 2 miesiące później na pogrzeb do NRF, takich trudności nie miała. Wyjechaliśmy w końcu lecz w 3 tygodnie po pogrzebie i to po wielu kłopotach. Nie mogłem już wtenczas tego zrozumieć bo przecież byli to nasi najlepsi przyjaciele, w przeciwieństwie do udających się do NRF - czyli wrogów. Lecz widziałem biedę na tych kiedyś polskich wioskach (siołach), pałace i lepianki ziemian - czyli dobrobyt II RP.

Gdy Pani przeczyta część następną, czyli: Wartości chrześcijańskie na Litwie", to prawdopodobnie troszkę inaczej spojrzy Pani na istotę obecnego sporu.
Na razie pozdrawiam i życzę cierpliwości.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.12.2012 08:32

Panie Leszku, Pana zainteresowanie swoimi korzeniami i krajem, w którym te korzenie tkwią, rozumiem. Sama jestem w identycznej sytuacji. Już 20 lat tropię ślady i zbieram wszelkie informacje dotyczące rodziny mojego ojca. Dzięki temu poznałam naszych wschodnich sąsiadów, a przede wszystkim prawdziwą historię, którą miniony system nieprawdopodobnie zakłamał. Jednak nie rozumiem, o co chodzi w rosnącym sporze, a pytania postawione wczoraj uważam za aktualne.
Również pozdrawiam, i to bardzo serdecznie - gra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno!
Ilu jest jeszcze w Polsce osób mogących z autopsji opowiedzieć o czasach II RP? Ja tez czasy II RP oraz czasy wojenne znam tylko z opowiadań ojca. Tak samo starzy Litwini przekazywali swoim potomkom opowieści, pamiątki rodzinne itd. Ja mam zdjęcie mojego ojca z babcią z roku 1929 przed domkiem w którym mieszkali. Domek - to bardzo dumna nazwa, a to był dom z desek a otwory drzwiowe zasłaniano kocami. W takich warunkach żyła ludność w okolicznych wioskach tak kolo Wilna jak i Grodna.
Grodno to też 25 procentowa mniejszość polska, a ludność na tym terenie pamięta jeszcze opowieści o dużym garnizonie wojskom.
W Wilnie istnieje przecież Dom Kultury Polskiej któremu nikt działalności nie zabrania, są zespoły taneczne i inne, a ja pamiętam ten dom, gdy zwiedzałem tam wystawę opozycjonistów, którą odwiedzali nie tylko Polacy lecz i Litwini. Napisy były tam w języku polskim jak i litewskim, i widać nikomu to nie przeszkadzało.
Lecz jest to już dłuższy temat a ja już nie mam czasu.
Pozdrawiam Panią.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.12.2012 19:34

Panie Leszku, mój wybór Indii i RPA nie był przypadkowy.
Na terenie pierwszego problemy językowe nie znajdują ostatecznego rozwiązania od ok. 4,5 tys. lat, a na terenie drugiego zaledwie lat 400.
My i Litwini byliśmy "razem" ok. 500 lat (konkretnie: od 1385 do 1918), przy czym dobrze jest pamiętać, że nasze ścisłe współistnienie miało miejsce głównie na Wileńszczyźnie, czyli w południowo wschodniej części Litwy. A to przecież jeszcze nie cała Litwa.

O ile wiem, na Litwie wolno Polakom, Białorusinom i Rosjanom propagować i rozwijać swoją kulturę, także uczyć swoje dzieci języka ojczystego. Oczywiście, wszystkie szkoły muszą realizować podstawę programową litewskiego Ministerstwa Edukacji i Nauki, lecz wolno im też wprowadzać dodatkowe elementy etniczno-kulturowe.
Zatem nie rozumiem, o co toczy się spór?
Czy Białorusini i Rosjanie również wnoszą apelacje i zgłaszają dodatkowe żądania?
Dlaczego Polacy chcą otrzymać więcej?
Czy w Polsce mniejszości narodowe otrzymują więcej uprawnień niż mniejszości na Litwie?

A może Polakom marzy się oderwanie Wileńszczyzny od Litwy...?...(sic!)
Jeśli przyjrzeć się mapie II RP to chyba o to chodzi: http://niepoprawni.pl/grafika/mapa-ii-rp-prl
Wówczas jednak wchodzimy w konflikt również z Białorusią i Ukrainą, a Niemcy się cieszą i zacierają ręce. Czy naprawdę tego chcemy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie!
Demokracja jest tylko że to na razie raczkujące niemowlę. Pana Grażyna podaje przykład Indii, z tym z tym że kultura i początki państwowość sięgają 2 W przed Chrystusem, a niektórzy badacze za jej początek uznają nawet V wieku przed Chrystusem.
Zauważ Pan jak zmienia się kultura w naszym Sejmie, i wystarczy porównać obrady tzw. Sejmu Kontraktowego i obecne obrady.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i gdzie ta demokracja jest , ni widu ni słychu . Pozostaje li tylko nadzieja ze będzie tak jak sobie lud życzy , nadzieja umiera ostatnia.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno!
W czasach II RP mieliśmy tylko dwa urzędowe języki polski i niemiecki, a mniejszość niemiecka też liczyła (jak się nie mylę) tylko 6 procent. Litwini doskonale pamiętają rolę jaką polska armia mniejszości polskiej odegrała w 1920 roku, w przyłączeniu właśnie tych ziem do Polski.
Gdyby ta mniejszość rozmieszczona była mniej więcej równomiernie to przypuszczam, że nie było by tego problemu. No i co istotne, ludności na Litwie jest 11 razy mniej niż w Polsce. To się kiedyś ułoży, lecz na to potrzeba czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.12.2012 21:20

Podjął się Pan problemu bardzo trudnego i zarazem ogromnie delikatnego.

Moim zdaniem tam gdzie mniejszości narodowe odnotowywane są w znaczącym procencie, zawsze istnieją napięcia. A jeśli jeszcze te mniejszości istnieją na danym terenie (w określonym państwie) przez kilkaset lat, to wcześniej czy później dochodzi do ostrych spięć. Mimo to państwa borykające się z dwoma, trzema, a nawet więcej językami oficjalnymi jakoś funkcjonują.

Mnie zadziwiają Indie, w których funkcjonują: hindi i angielski jako języki urzędowe + 21 innych języków oficjalnych. Jednak ludność części południowej "nie życzy" sobie hindi w urzędach, dlatego tam panuje angielski + miejscowe uznane za oficjalne.

Drugim takim językowo bogatym krajem jest RPA, gdzie istnieje aż 11 urzędowych języków (sic!): afrikaans, angielski i bantu w 9 odmianach. Byłam, widziałam te różnojęzyczne napisy wszędzie, nawet na znakach drogowych i słyszałam audycje radiowe oraz telewizyjne (można przełączyć na kanał z żądanym językiem). Moja urodzona tam siostrzenica biegle zna 4: polski, afrikaans, angielski i jeden z grypy bantu, przy czym pierwszy wyniosła z domu, a z pozostałych trzech miała lekcje w szkole. Nie mniej kontakty pozaszkolne ułatwiały ich przyswojanie.

To tylko tak tytułem zasygnalizowania językowego problemu istniejącego na całym świecie.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.