
Przedstawiciele piłkarskiej centrali, po wizytacji na stadionie zapowiedzieli, że jeśli ŁKS w ciągu dwóch tygodni nie spełni trzech warunków, to nie ma szans na licencję.
Pierwszy
- to podgrzewana płyta albo gwarancje, że do marca przyszłego roku będzie wykonana.
Drugi
- kryta trybuna na 1000 miejsc.
Trzeci
- odpowiednie oświetlenie boiska.
Kiedy ŁKS podpisywał stosowne dokumenty w sprawie budowy hali na jego terenach, magistraccy urzędnicy zobowiązali się do rozwiązania wielu spraw dotyczących infrastruktury klubu.
Jedną z nich miała być budowa ogrzewanej płyty boiska. W klubie przy al. Unii usłyszano zapewnienia, że inwestycja ruszy po ostatnim drugoligowym meczu. W ŁKS już wszyscy zapomnieli o sezonie, a budowlańców jak nie było, tak nie ma.
Dziś
Daniel Goszczyński
, właściciel pierwszoligowej drużyny, ma się spotkać z szefem łódzkiego sportu. Można przypuszczać, że ponownie usłyszy zapewnienia
Mieczysława Nowickiego
, że prezydent chce dla ŁKS jak najlepiej.
Ktoś powie, że skoro Goszczyński chce mieć drużynę, to niech sobie sfinansuje inwestycje. Problem jednak w tym, że obiekt nie należy do niego, toteż nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wydawał pieniędzy na nie swoją własność. Jeśli szybko nie uda się znaleźć wyjścia z tej patowej sytuacji, to ŁKS zostanie zmuszony do szukania stadionu, na którym będzie mógł rozgrywać mecze. Najbliższe są w Bełchatowie, Płocku i Warszawie.
Jan Hofman