Facebook Google+ Twitter

LM: Manchester United - Arsenal Londyn 1:0

Manchester United pokonał Arsenal tylko 1:0. Mimo ogromnej przewagi w posiadaniu piłki Czerwone Diabły nie były w stanie strzelić więcej goli. Goście powinni dziękować Almunii, bo to dzięki niemu przegrali tylko jednym golem.

 / Fot. http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Eduardo_da_Silva.jpg&filetimestamp=20071003074124Obrońca tytułu przeciwko "młodym wilkom" Wengera, Manchester, walczy o drugie z rzędu zwycięstwo w Lidze Mistrzów i potrójną koronę, a Arsenal o honor. Dla obu drużyn półfinał to wyjątkowe spotkanie, bo obie ekipy chcą coś udowodnić, ale tylko jeden zespół będzie mógł się cieszyć z awansu do finału tych elitarnych rozgrywek.

Obie drużyny wyszły na boisko, wiedząc czego chcą. Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego do ataku przeszedł Manchester United. Już w drugiej minucie groźną akcję Rooneya zatrzymał Manuel Almunia. Czerwone Diabły nie odpuszczały i w 3. minucie do piłki doszedł Cristiano Ronaldo, ale również nie wykorzystał dobrej okazji. Gospodarze kontrolowali grę od pierwszych minut. W 17. minucie po zamieszaniu pod bramką Almunii do piłki w polu karnym doszedł John O'Shea, który bez zastanowienia kopnął futbolówkę i mieliśmy 1:0!

Manchester nie odpuszczał. Tevez, który miał coś do udowodnienia w tym spotkaniu, czyhał na swoją szansę i otrzymał ją w 29. minucie, ale nie był w stanie pokonać dobrze broniącego hiszpańskiego bramkarza drużyny gości. Arsenalu praktycznie nie było widać w pierwszej połowie. Kilka sporadycznych i niegroźnych kontrataków to wszystko na co było stać podopiecznych Arsena Wengera. W 43. minucie swojej okazji nie wykorzystał Rooney, który kilka dni temu podpisał nowy kontrakt z Manchesterem.

Po zmianie stron na Old Trafford nie zmieniło się nic. Manchester wciąż kontrolował grę we wszystkich strefach boiska, ale szaleńcze kontry z pierwszej połowy spowodowały spadek sił w obu drużynach. Gra w drugiej części meczu rozkręciła się na dobre dopiero po wprowadzeniu na boisko przez Sir Alexa Fergusona Berbatova i Giggsa. O ile ten pierwszy nie wniósł do drużyny czegoś szczególnego, o tyle Ryan Giggs
chciał koniecznie pokazać się z dobrej strony, rozgrywając swój osiemsetny mecz w barwach Czerwonych Diabłów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Postawa Almunii ma swoje plusy i minusy:
+ za to, że Arsenal wciąż jest w grze. Jest jeszcze rewanż, a gdyby wszystko rozstrzygnęło się wczoraj to na Emirates Stadium nie byłoby co oglądać.
- za to, że (według kibiców The Reds) padła tylko jedna bramka. A gdyby obrona gości dobrze pracowała, to skończyłoby się 0:0 ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam nie wstrętny a bardzo dobry bramkarz ;)hehe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arsenal nie istniał w tym spotkaniu.
Szkoda, że taki niski wynik, ale gwarantuje to niezłe emocje w przyszłym tygodniu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Żeby nie ten wstrętny Almunia, to byłoby już po meczu, a tak to Arsenal jeszcze u siebie może powalczyć.

Przypominał mi ten mecz pojedynek Barcelony z Chelsea. Jedna drużyna chce grać w piłkę, a druga nie za bardzo.

AL nie stoi na straconej pozycji, na Emirates Stadium będzie bardzo ciekawie, ale jak Manchester zagra tak jak wczoraj, to nie daję większych szans Kanonierom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.