Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178982 miejsce

LM: Real za burtą, najszybsza bramka w historii

W rewanżowym spotkaniu 1/8 piłkarskiej Ligi Mistrzów Bayern Monachium wygrał z Realem Madryt 2:1. Ozdobą meczu była strzelona w dwunastej sekundzie najszybsza bramka w historii rozgrywek. "Królewscy" zatonęli w piłkarskim kryzysie.

Falstart "Królewskich"

Daniel van Buyten z Bayernu Monachium i Sergio Ramos z Realu Madryt w starciu o górną piłkę podczas rewanżowego meczu 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Fot. PAP/ EPA/Andreas GebertZnaczna część futbolowych kibiców nie zdążyła jeszcze włączyć telewizorów i wygodnie usadowić się w ciepłych fotelach, gdy Bayern objął prowadzenie. Ba, nawet niektórzy fani zgromadzeni na Alianz Arena w Monachium nie zdołali jeszcze odnaleźć swoich miejsc, a już cieszyć się musieli z fenomenalnego początku spotkania w wykonaniu podopiecznych Ottmara Hitzfelda. Tuż po pierwszym kopnięciu piłki ustawionej na środku boiska przez napastników Realu, fatalny błąd w przyjęciu popełnił Roberto Carlos. Zachowania takiego powstydziłby się nawet biegający po podwórku przedszkolak, nie mówiąc już o rozgrywającym 107. mecz w Lidze Mistrzów doświadczonym Brazylijczyku. Futbolówkę natychmiast przejął Hasan Salihamidzić, po chwili oddając ją w pole karne do Roy'a Makkay'a, który w świetnym stylu umieścił ją w siatce bezradnego i otumanionego Ikera Casillasa. Zegar wskazywał dwunastą sekundę gry.

Syzyfowa praca

Zamroczeni obrotem wydarzeń zawodnicy z Madrytu próbowali, sami chyba nie wierząc we własne siły, doprowadzić do wyrównania. Poczynania "Królewskich" przypominały jednak bardziej losy mitologicznego Syzyfa, aniżeli ataki najlepszego klubu dwudziestego wieku. Gospodarze zbudowali trwały mur obronny, o kilkadziesiąt metrów oddalony od bramki Olivera Kahna, a walenie weń głową zmusiło Fabio Capello do głębokich refleksji nad dalszym przebiegiem pojedynku. Drżący o posadę włoski "geniusz taktyczny" po pół godzinie delegował do gry Gutiego, do szatni odsyłając defensywnego pomocnika Emersona. Bayern grał swoje. Umiejętne kontrolowanie zachowań rywala przeplatane z nieoczekiwanymi zrywami pod pole karne Realu dawały Bawarczykom boiskowy spokój. Monachijską publiczność czarował szczególnie Makaay, a groźne strzały Podolskiego czy van Buytena nieznanym nawet sobie sposobem bronił Casillas. Kwintesencją ofensywnej wspinaczki gości był strzał Higuaina, po którym piłka przeleciała dobre kilka metrów ponad poprzeczką. Pierwszą składną i efektowną akcję "Królewscy" przeprowadzili w 41. minucie. Techniczny majstersztyk Raula i Gutiego nie wystarczył jednak na wyrównanie wyniku. Mimo olbrzymiej przewagi w końcówce i desperackich prób Ruuda van Nistelrooya czy Roberto Carlosa, Kahn nadal zachował czyste konto do końca pierwszej połowy.

Błyskawicznie strzelona przez gospodarzy bramka ustawiła losy pierwszych trzech kwadransów. Bayern spokojnie kontrolował przebieg gry, choć ostatnie minuty przebiegały pod dyktando graczy z Madrytu. Muszą oni jednak dziękować szczęściu (o ile o takowym można było w tej sytuacji mówić) i nieziemskim paradom własnego golkipera za najłagodniejszy wymiar kary.

Niezawodny Lucio

Początki drugiej części gry nie przyniosły kibicom wielu ciekawych akcji, efektownych zagrań czy goli. Kiedy Real podrywał się do coraz śmielszych ataków, rzut rożny bili piłkarze gospodarzy. Kilkadziesiąt sekund później Alianz Arena tonęła już w euforii. W 65. minucie po dośrodkowaniu Williego Sagnola drugą bramkę dla Bayernu strzelił Lucio. Brazylijski obrońca trafił do siatki Casillasa także w Madrycie. Co znaczy spokój i snajperski nos rosłego stopera dla Bawarczyków? To niech oceni historia.

Trafiony - zatopiony

Fabio Capello z każdą minutą coraz bardziej nerwowo kroczył wzdłuż linii bocznej boiska. Bo cóż począć ma kapitan tonącego okrętu, jakim w tej chwili niewątpliwie była drużyna Realu? Drużyna? A może raczej rozsypane puzzle gwiazd, cierpiących z bezsilności wobec poczynań bezbłędnego niemal przeciwnika?

Gorąco na murawie zrobiło się kilka minut przed zakończeniem spotkania. W 82. minucie wprowadzony wcześniej na plac gry Robinho wbiegł z piłką w pole karne i, zdaniem arbitra, sfaulowany został przez Lucio. "Jedenastkę" na gola pewnie zamienił van Nistelrooy, przywracając zespołowi nadzieję na ocalenie. Wobec świetnego spektaklu w wykonaniu zawodników, swoją rolę chciał również rozegrać sędzia Lubos Michel, wyrzucając z boiska Marka van Bommela i Mahamadou Diarrę.

Mimo usilnych prób gości, do ostatniego gwizdka wynik nie uległ już zmianie. Real wprawdzie trafił do siatki Kahna, lecz Sergio Ramos pomógł sobie ręką. Bayern zasłużenie pokonał na Alianz Arena zespół skazanego już chyba na medialne pożarcie Fabio Capello. "Królewscy" żegnają się z Champions League już w 1/8 finału, mnożąc falę niepowodzeń tego sezonu. Real idzie na dno, a działacze wciąż głowić się muszą nad sposobami odrodzenia potęgi najlepszego klubu w historii futbolu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

no nieźle - wybaczcie, ale wczoraj nie miałem okazji i czasu na dokładną analizę, w której sekundzie padła bramka. Opierałem się na źródłach internetowych:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A dokładniej po 10,3 sekundach:d Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bramka padła w 10 sekundzie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.03.2007 08:06

kurcze odpadł też Celtic :( a ja mam pytanie do Krzyśka i kibiców: dlaczego real nazywacie jeszcze Królewskimi skoro oni od kilku sezonów są słabi i nie potrafią niczego zdoby ????!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.