Moja ulubiona, stuletnia gaździna z Korbielowa (Beskid Żywiecki) nigdy nie była w stolicy ani nawet w Bielsku-Białej. "A właściwie dlaczego?" - spytałem raz po całym dniu spędzonym na nartach, pałaszując kapuśniak na świńskim ogonie, który zwykła serwować gościom swojego pensjonatu.
"Przecież wie pani o warszawce więcej niż Tusk, Kaczor i ja razem wzięci?". "Owszem, wielki świat mię zajmuje - odparła z charakterystyczną ironią - ale całe życie spędziłam w drodze z góry lub pod górę, więc na płaskim terenie od razu się przewracam".
Ten drobny kaprys organizmu sprawił, że całą swoją ludową mądrość gaździna czerpie z gazet, podkręconego na cały regulator radia i satelitarnej telewizji. Oprócz śliskich ścieżek władzy zna na wyimki kalendarium sportowe (jej prawnuk, ratownik GOPR-u, to znakomity snowboardzista) oraz wszystkie nowiny kulturalne, o których rozprawia z zapałem godnym lepszej sprawy. I otóż ona właśnie zauważyła, że śnieg - który akurat, jak w erze przedcieplarnianej, pokrył Warszawę - to cichy bohater mnóstwa świetnych książek i filmów.
Przypomniałem sobie to spostrzeżenie, wyruszając wczoraj do redakcji. W odróżnieniu od górskich rewirów gaździny stolica zasadniczo stoi na płaskim, co nie uchroniło mnie od trzykrotnego zaliczenia gleby - praca mistrzów ceremonii odśnieżania tu i ówdzie troszkę szwankuje.
Także z myślą o nich dziennik "Polska" prezentuje subiektywny ranking ośmiu arcydzieł literatury i filmu, w których mróz i śnieg odgrywają główną rolę. Równie ważną jak bohaterowie i najdziksze zakręty fabuły, a może nawet ważniejszą.
Przyjęliśmy porządek odliczania wstecznego, od ósemki w dół. Za ewentualne nadużycia z góry przepraszamy: zarówno one, jak i cały ranking są ubocznym efektem lekkiego wstrząsu mózgu, którego doświadczyliśmy podczas porannej rewii na lodzie.
Pełny ranking i cały artykuł przeczytasz na
Polskatimes.pl.
JS