Facebook Google+ Twitter

Łódź: Cmentarz pod szybkim tramwajem

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-29 14:13

Po niespodziewanej i bolesnej lekcji historii przyszła kolej na technologiczne nowinki. Trzy tygodnie upłynęły od znalezienia na budowie szybkiego tramwaju szczątków ludzkich, pochodzących z najstarszego łódzkiego cmentarza żydowskiego. Specjaliści głowią się teraz, jak uszanować zmarłych, a jednocześnie kontynuować ważną dla miasta inwestycję.

Inżynier Arieh Klein (w środku) specjalnie przyleciał z Izraela, by nadzorować wiercenia gruntu w miejscu dawnego cmentarza i nowej linii tramwajowej. / Fot. Dziennik ŁódzkiNajnowszy pomysł zakłada utworzenie 10-centymetrowej przestrzeni powietrznej między dawnym cmentarzem a podłożem, na którym ułożone zostaną tory. Zaproponowała to Gmina Wyznaniowa Żydowska w Łodzi po konsultacjach z inżynierem Ariehem Kleinem z Izraela. Decyzja w tej sprawie ma być podjęta w najbliższych tygodniach.

Żal było niszczyć...


Wraz ze znaleziskiem wróciła pamięć o przykrym epizodzie z lat 50., gdy doszło do zniszczenia żydowskiej nekropolii. Wykonano to na polecenie ówczesnych władz, które zapewniały o ekshumacji blisko 15 tysięcy zwłok. Jeśli była to prawda, to tylko częściowa. Hieronim Sikora, obecnie mieszkaniec Aleksandrowa Łódzkiego, był uczniem XIX Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi i jednym z wykonawców zupełnie niepedagogicznego zajęcia. Niszczenie żydowskich macew zajęło młodzieży dwa tygodnie.

- Nie było wyjścia, musieliśmy wykonać polecenie dyrekcji - podkreśla Hieronim Sikora. - Pomniki były piękne, aż żal było je niszczyć. Później ich szczątki zostały zabrane, jednak nikt nas nie poinformował, dokąd

Podobnie było w Pradze


W minionych tygodniach teren budowy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego na odcinku między Lutomierską i Limanowskiego zaroił się od gapiów i ważnych gości, ściągających z różnych stron świata. Najpierw zjawili się przedstawiciele Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi z przewodniczącym Symchą Kellerem. Z Londynu przyleciał Michael Schudrich, naczelny rabin Polski. Trzeba też było ściągnąć inżyniera Arieha Kleina z Izraela, specjalistę od badań gruntu. Nadzór nad pracami objął rabin Eliakim Schlesinger, przewodniczący londyńskiego Komitetu Ochrony Cmentarzy Żydowskich w Europie.

Po licznych naradach zapadła decyzja: ekshumacji nie będzie, gdyż teren kryje całe pochówki, a tych, zgodnie z żydowską tradycją, ruszać nie wolno. Wykop pokryty więc został warstwą ziemi, a odwierty, które zaplanowano na najbliższy tydzień, mają dać odpowiedź na pytanie, czy możliwe będzie przygotowanie specjalnej warstwy, która odgrodziłaby cmentarz od torowiska. Wcześniej podobna sytuacja miała miejsce w Pradze i tam również nie zdecydowano się na przenoszenie grobów.

Niespełna dwa tygodnie po odnalezieniu szczątków na teren budowy powrócili pracownicy firmy Unitor, odpowiedzialnej za ten odcinek.

Barbarzyństwo


Dla znawców historii Łodzi znalezisko na budowie ŁTR nie było zaskoczeniem. Stało się natomiast dowodem na kłamstwo, jakiego dopuściły się komunistyczne władze, zapewniające o przeprowadzeniu ekshumacji w 1952 roku.

- Mamy pewność, że tak się nie stało - podkreśla Symcha Keller. - Dla nas to wyjątkowo tragiczna chwila. Mamy do czynienia z barbarzyństwem nie tylko względem nas, ale przede wszystkim względem osób, których mieszkania stawiano na cmentarzu. Place zabaw, trawniki, kamienice - to wszystko powstało na nekropolii.

Podobne stanowisko reprezentują władze miasta. Wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski ocenia decyzje wówczas podjęte jako skrajnie nieodpowiedzialne. Jego zdaniem, doszło wtedy do zbezczeszczenia szczątków ludzkich.

Zbigniew Pokuta, główny specjalista Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi, zapoznał się z dokumentami, które sugerują, że mamy do czynienia ze wschodnim krańcem cmentarza. - Gdy byłem chłopcem, wiedza na temat istnienia tu cmentarza była rozpowszechniona - tłumaczy specjalista. - Wraz z kolegami traktowaliśmy ten rejon jako miejsce kultu.

O najstarszej żydowskiej nekropolii wiedział także Ryszard Bonisławski, dyrektor Centrum Informacji Turystycznej w Łodzi. - Przygotowywałem o tej sprawie program telewizyjny - wspomina Bonisławski. - Było to dwanaście lat temu, ale pamiętam, że wzbudził ogromne emocje wśród mieszkańców bloków wybudowanych na terenie nekropolii. O tym nie da się zapomnieć, nawet gdy zabrakło nagrobków. Cmentarz nie przestał przecież istnieć.

Mieszkać na cmentarzu


Lokatorzy bloków i kamienic z ulic Zachodniej i Rybnej zaczęli sobie przypominać inne znaleziska szczątków ludzkich, na które natrafia się w tym rejonie dość często. Jedno z ostatnich miało miejsce dwa lata temu. W pobliżu kamienicy przy ul. Rybnej 21 trwały prace elektryczne. Robotnicy odkryli kości. - Wmawiano nam wówczas, że to szczątki zwierzęce - wspomina Dorota Jaworowska, lokatorka tej kamienicy. - Nie dawało mi to jednak spokoju i teraz wiem, że miałam słuszne obawy.

Władysława Chojnacka od 50 lat mieszka w bloku przy ul. Zachodniej, który stoi na terenie cmentarza. Doskonale pamięta nekropolię, jeszcze z czasów przedwojennych. - Miałam osiem lat, jak wybuchła wojna - tłumaczy łodzianka. - Cmentarz był ogrodzony, nie wolno było tam chodzić. Gdy powstało getto, przeprowadziliśmy się z rodziną na ulicę Kilińskiego. Później wróciłam na Zachodnią i już tu zostałam.

Pani Władysława jest przekonana, że cmentarz nie dochodził do jej bloku. Takie błędne przekonanie nie dziwi Symchy Kellera. - Wiele osób, które się tu osiedliły po wybudowaniu osiedla, nie znało historii tego miejsca - wyjaśnia przewodniczący. - Część pochodziła spoza Łodzi, a władze komunistyczne o tym nie informowały.

Ryszard Bonisławski pamięta reakcje po emisji programu. - Niektórzy telefonowali i zwierzali się, że źle im się tam mieszka albo śpi - tłumaczy znawca Łodzi. - Nie dziwi mnie to...

Odkrycie przywołało także wspomnienia osób, które przed laty opuściły nasz kraj. Adam Broner odezwał się z Florydy. Przed wojną mieszkał w pobliżu nekropolii, przy nieistniejącej już ul. Wesołej. Jest gotów zaświadczyć, że cmentarz istniał w miejscu, gdzie stoją teraz budynki.

Lokatorzy obawiają się o przyszłość. Dorotę Jaworowską trapi przypuszczenie, że być może dawni właściciele terenu zechcą go odzyskać i kamienica, w której mieszka, zostanie zburzona.

Świadek egzekucji


Niektórzy Czytelnicy przypuszczają, że na odkrycie czekają kolejne szczątki ludzkie. Janusz Basiński jako 14-letni chłopiec był świadkiem rozstrzelania jedenastu żołnierzy niemieckich w pobliżu miejsca obecnego odkrycia, a konkretnie na przystanku MPK przy ul. Zgierskiej.

- Było to 20 albo 21 stycznia 1945 roku - wspomina łodzianin. - Rosjanie ustawili w szeregu żołnierzy niemieckich w wieku 40 - 50 lat. Jeden był młodszy. Z plutonu egzekucyjnego wystąpił żołnierz, który po kolei strzelał w głowę Niemcom. Jeszcze dziś widzę strach w ich oczach. Przez kilka lat moim pupilem był pies należący do tych Niemców...

Pan Janusz pamięta, że ciała nie zostały nigdzie zabrane. Przez kilka dni łodzianie systematycznie je ograbiali, a następnie zostały zakopane w miejscu egzekucji. Być może są tam do dziś.

Budowa ŁTR zafundowała nam nieoczekiwaną lekcję historii. Ważne, abyśmy wyciągnęli z niej odpowiednie wnioski.

Alicja Zboińska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.