Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182252 miejsce

Łódź: Przed nami kilka lat w korkach

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-10-21 10:47

Kierowcom coraz częściej puszczają nerwy, bo zamiast jechać, głównie stoją w gigantycznych korkach. Świecenie światłami, trąbienie, zajeżdżanie drogi, wyprzedzanie i gwałtowne hamowanie, obraźliwe gesty - to normalne obrazki z łódzkich ulic

fot. Dziennik ŁódzkiPo raz pierwszy w Łodzi równolegle rozkopano główne ciągi komunikacyjne: al. Włókniarzy, Kopcińskiego, Rąbieńską, trasy wylotowe – ul. Brzezińską i Strykowską – i kilka mniejszych ulic. Okazało się, że to za dużo, jak na miasto pełne samochodów i kierowców, którzy codziennie rano chcą dojechać do pracy, a po południu z niej wrócić.

– Każda inwestycja jest odrębnie przygotowywana. Od powstania planu do jej realizacji często mijają długie miesiące. Sama budowa trwa najkrócej – wyjaśnia Alina Giedryś, dyrektor Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi. – Najlepszym przykładem jest inwestycja w alei Włókniarzy. Wniosek o dofinansowanie złożyliśmy w maju 2004 roku, tuż po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, a prace zaczęły się w lipcu tego roku. To, że teraz w Łodzi tak wiele remontów i modernizacji odbywa się jednocześnie, jest efektem naszych starań o pieniądze z różnych źródeł – unijnych, państwowych i miejskich. Pukamy do wszystkich drzwi, walczymy o każdą złotówkę. Jak widać, ze skutkiem.

Ratunku, znów korek!


Beata Misiak, mieszkająca na Teofilowie, każdego dnia rano wyjeżdża spod bloku coraz wcześniej, ostatnio – aż o godzinę. A i tak ma kłopoty, by zdążyć na czas do pracy w centrum.

– Co z tego, że są objazdy remontowanej Włókniarzy, skoro tak niemiłosiernie zatłoczone?! – mówi Beata Misiak. – Obojętne, jak pojadę: Rojną do Rąbieńskiej, Wielkopolską, czy na wprost Limanowskiego do Włókniarzy, i tak stanę w mniejszym lub większym korku, a potem wlokę się Włókniarzy z prędkością średnio 45 kilometrów na godzinę.

Mieszkający w Aleksandrowie Łódzkim Andrzej Grabowski tylko na skrzyżowaniu ul. Limanowskiego i Włókniarzy, gdzie próbował skręcić w prawo, stał prawie 30 minut. Zirytowana żona, którą miał odwieźć do pracy, przesiadła się z auta do tramwaju.

– Posuwaliśmy się skokami, średnio cztery metry z częstotliwością co trzy minuty. A pora była wczesna, bo kilka minut po godzinie dziewiątej! – opowiada Andrzej Grabowski.

Przejechaliśmy tą samą trasą wczoraj około godz. 12.15. Aby skręcić z Limanowskiego we Włókniarzy potrzebowaliśmy kwadransa. I to tylko dlatego, że sunący przed nami kierowca tira z Krakowa wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Inaczej stalibyśmy tam jeszcze dłużej. Dojazd jedną nitką al. Włókniarzy do dworca Łódź Kaliska zabiera kolejnych 30 minut. Zwarta kolumna samochodów sunie w obie strony ze średnią prędkością 40 kilometrów. Szybciej się nie da, choć niektórzy próbowali.

– Tu jest gorzej niż w Warszawie! Jak wy jeździcie, przecież tramwajem byłoby szybciej! – krzyczała dziewczyna, uwięziona w czarnym fordzie.

Kierowca srebrnego audi wyprzedzał na zakazach, omijał jadące w rządku auta, a i tak stanął. Na światłach.

– Pracuję na Widzewie, mieszkam na Krzemienieckiej, jadę różnie, ale bywa, że i z godzinę. Szlag mnie trafia, bo ludzie nie potrafią jeździć w takich warunkach – irytuje się Andrzej Szewczyk. – Zapala się zielone, a my stoimy, bo jakaś ofiara się zagapiła albo jeszcze śpi. Wczoraj miałem ochotę udusić takiego gołymi rękami, wlókł się niemiłosiernie, a wyprzedzić nie było sposobu.

Dojazd z Widzewa do centrum też do łatwych nie należy. Od skrzyżowania Piłsudskiego z Niciarnianą co kilkaset metrów są światła. Ale tak ustawione, że nie ma mowy, by jednym ciągiem przejechać dwa lub trzy skrzyżowania. Próbowaliśmy uciec w ul. Przędzalnianą, ale tam wcale nie jest lepiej – światła oraz wielu podobnych do mnie właścicieli aut, usiłujących za wszelką cenę ominąć tłok. Wybierając Piłsudskiego na wprost zamiast Przędzalnianej – jedzie się jeszcze dłużej. Mimo że jezdnia jest szeroka (trzy pasy), a skręty w lewo i prawo – wydzielone.

Po południu mieszkańcy widzewskich blokowisk mają do pokonania jeszcze większe korki, więc wtedy najczęściej dochodzi do awantur, pyskówek i czasami rękoczynów.

– Byłem świadkiem jak dwaj kierowcy – dosłownie – wzięli się za łby. Bo jeden drugiemu zajechał drogę. W normalnych warunkach pewnie by się rozjechali każdy w swoją stronę, ale już nie wytrzymali – opowiada łodzianin Michał Głowacki. – Też dostaję szału, że jednocześnie rozkopali całe miasto.

Po południu lepiej omijać ul. Sienkiewicza na odcinku od Tymienieckiego do Nawrot. Tam najtrudniej się przebić w okolicach Galerii Łódzkiej, a otwarcie ul. Kilińskiego, po długotrwałym remoncie, niewiele zmieniło. Wjeżdżający w Sienkiewicza z Brzeźnej przeklinają drogowców, bo światła na wysokości ul. Abramowskiego tylko blokują ruch. A podobno miały pomóc. Identycznie jest na al. Kościuszki. Alternatywą dla jadących Kościuszki w stronę Górniaka miała być Wólczańska, którą można przeciąć al. Mickiewicza. W efekcie i Kościuszki, i Wólczańska są zatłoczone. Płynności ruchu nie poprawiło także ustawienie dodatkowych sygnalizacji świetlnych na wysokości Manufaktury. Zachodnia blokuje się najpierw przy skrzyżowaniu z Próchnika, później – z Legionów i Ogrodową. Następny korek jest kilkaset metrów dalej – u zbiegu z ul. Drewnowską, a później Wojska Polskiego.

Rozumiemy, ale...


Wielu kierowców rozumie, że remonty są konieczne, ba, nawet się ich domaga. Ale ze świecą trzeba szukać tego, kto zrozumie, że remonty – nawet duże inwestycje – zaczynają się od zerwania starej nawierzchni, a kończą – położeniem nowej.

– Skoro dostajemy tyle pieniędzy z Unii, to lepiej wykorzystać je na budowę bezkolizyjnych, wielopoziomowych skrzyżowań i rozjazdów. Takie rozwiązania stosuje cały świat, tylko nie Łódź – mówi Sławomir Tomaszewski. – Wystarczy spojrzeć na plan miasta, by zobaczyć, że nie mamy "koniczynek", które rozładowałyby zatory. A bez nich zmieni się tylko jedno: będziemy stać w korkach na gładkich, nowych drogach zamiast na dziurawych, i zatrzymywać się co sto metrów na kolejnych światłach.

W Zarządzie Dróg i Transportu tłumaczą, że Unia Europejska, wypłacając pieniądze, ściśle określa, na jaki cel mogą być wydane. Wszystkie programy operacyjne mają swoje priorytety.

– Były większe szanse na zdobycie funduszy na taką właśnie przebudowę, chociażby Włókniarzy, niż na ogromne projekty związane z wykupem gruntów. A to byłoby konieczne przy budowie bezkolizyjnych rozjazdów i skrzyżowań. Zrobiliśmy to, co najpilniejsze – zapewnia Alina Giedryś. – Zresztą, kiedy pojawi się autostrada A1 i zostanie wzmocniona drogą S14, aleja Włókniarzy – dziś droga krajowa – będzie miała rangę drogi miejskiej. Projekty umieszczone w Wieloletnim Programie Inwestycyjnym zakładają odciążenie centrum miasta, które w niektórych miejscach ma być zupełnie niedostępne dla samochodów. W zamian proponujemy dojazd komunikacją zbiorową. Planujemy też budowę chodników i ścieżek rowerowych.

Szansa na koniczynki


Pojawiła się jednak szansa na owe wymarzone przez kierowców bezkolizyjne skrzyżowania. W planach na lata 2007 – 2013 jest m.in. budowa obwodnicy Nowosolnej. – Centrum tej dzielnicy będzie wtedy obciążone jedynie ruchem lokalnym. Na obwodnicy zaplanowane są właśnie bezkolizyjne przejazdy. Inwestycja jest w fazie przygotowywania koncepcji – mówi Jerzy Krajewski, zastępca dyrektora ds. zarządzania drogami w ZDiT. – Planowana jest też, ale w drugiej kolejności, budowa trasy widzewskiej po śladzie ulicy Konstytucyjnej, która będzie poprowadzona od Opolskiej do Śląskiej, i dalej poprowadzi ruch na południe. Tam na pewno będą bezkolizyjne skrzyżowania, prawdopodobnie z ulicami Pomorską i Piłsudskiego.

To dopiero początek


Alina Giedryś podkreśla, że największe inwestycje jeszcze przed nami.

– To nieprawda, że wszystkie remonty skumulowały się właśnie teraz. To zaledwie początek, machina inwestycyjna dopiero się rozkręca.

Na lata 2007 – 2013 zaplanowano w każdym roku 4 razy więcej inwestycji niż teraz. Ulice w centrum zostaną rozkopane m.in. z powodu przygotowywania trasy Łódzkiego Tramwaju Regionalnego i unowocześnienia kanalizacji, a te na obrzeżach – budowy obwodnicy dla Nowosolnej i nowej Konstytucyjnej.

Szkielet dróg zewnętrznych (czyli A1, A2, S14 i S8) ma spowodować, że właśnie tam przeniesie się ruch TIR–ów i samochodów zmierzających do Gdańska, Katowic i Warszawy. A wewnętrzne obwodnice, którymi staną się aleja Włókniarzy i ulica Konstytucyjna, będą służyć dojazdom do pracy. – Taki jest nasz cel – mówi Alina Gabryś. – Najbliższe lata to dla nas ogromna szansa. Jeśli nie wykorzystamy pieniędzy, drugiej okazji może nie być. Dlatego już dziś prosimy łodzian o cierpliwość i przygotowanie się na wszelkie utrudnienia.

W takim razie wielu łódzkim kierowcom nie pozostaje nic innego, jak odstawić auta na parkingi i do garaży. Bo skoro już teraz prawie nie da się jeździć, to strach pomyśleć, co będzie się działo, jeśli plany drogowców wejdą w fazę realizacji.

* * * * *

Jedne się kończą, drugie zaczynają


# Dziś zakończył się remont ul. Brzezińskiej, od M1 do granic miasta, oraz ul. Strykowskiej – od Ołowianej do granic miasta.

# Do 31 października mają zakończyć się remonty ul. Pomorskiej od Ronda Solidarności do ul. Konstytucyjnej oraz wiaduktu na ul. Kopcińskiego.

# Do 30 listopada mają zakończyć się remonty al. Włókniarzy i torowiska tramwajowego na al. Wyszyńskiego.

# 23 października rozpocznie się remont ul. Hipotecznej, od Olsztyńskiej do Limanowskiego.

# Na początku listopada rozpocznie się remont zachodniej jezdni al. Politechniki, od ul. Felsztyńskiego do Obywatelskiej, oraz al. Rydza–Śmigłego.

Monika Pawlak, Agnieszka Chartlińska – Dziennik Łódzki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Daniel ten widok na Bandurskiego to normalka. Niestety...jak codziennie jadę tramwajem to to widzę. A masakra zaczyna się gdy autobus z przystanku przy Kaliskim chce się przedrzeć na lewy pas, by później skręcić we Włókniarzy...aż dziw bierze, że nie było tam do tej pory żadnego wypadku. No nic, pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość (co wcale nie jest łatwe) i czekać na kolejne etapy prac...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aż nie mogłem uwieżyć, że al. Bandurskiego (na zdjęciu) może być taka zakorkowana :-/ Ale naprawdę korki w Łodzi to tragedia... Ostatnio zwiała mi "13" więc wsiadłem w "83" i natrafiłem na korek na Legionów. Autobus stał w nim tyle, że przeczekałem w nim (20 minut) na następną "13"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.