Facebook Google+ Twitter

Łódź: tablice reklamowe zasłoniły plac

Za 600 tys. zł Urząd Miasta Łodzi kupił 50 tablic ogłoszeniowych, tzw. "city light posters". Następnie poustawiano je, jedna przy drugiej, na placu Wolności. Razem tworzą coś w rodzaju płotu, odgradzającego chodnik od ulicy

Tablice ogłoszeniowe na łódzkim placu Wolności, 29.04.2009 / Fot. Adam BrajterPlac Wolności miał być, jak to kiedyś określił główny architekt miasta (dyrektor wydziału urbanistyki i architektury, p. Marek Lisiak) "salonem Łodzi". Tymczasem do dziadowskiej, betonowej kostki rozpadającej się w oczach i w dodatku wiecznie brudnej, do plastikowych budek (do grudnia ub.r. stała też plastikowa "sławojka") oraz grupki żuli okupujących fontannę i nieliczne ławki dołączyła kolejna, wątpliwa atrakcja, w sam raz na łódzkie "salony". To szpaler, a właściwie szczelny kordon tablic reklamowych, skutecznie zasłaniający przechodniom widok na znajdujące się na placu zabytki architektoniczne: Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne, zabytkowy kościół pod wezwaniem Zesłania Ducha Świętego oraz wybudowany w 1827 roku, klasycystyczny budynek dawnego ratusza.

Nie przejęto się w ogóle faktem, że plac, jako całość, jest wpisany do rejestru zabytków i tego typu inicjatywy wymagają zgody wojewódzkiego konserwatora. Ten o postawieniu citylightów dowiedział się dopiero podczas ich montażu i odmówił wydania pozwolenia. Stanęły więc bez pozwolenia. Co ciekawe, miejski konserwator oraz plastyk miasta taki pomysł zaakceptowali, podobnie zresztą, jak radni i znany z wielu równie idiotycznych pomysłów Zarząd Dróg i Transportu. A co na to sam prezydent miasta? Ba, on jest właśnie pomysłodawcą takiego udekorowania placu!

Pierwotnie stojaki reklamowe miały stanąć wzdłuż Piotrkowskiej, ale tam wymagałyby sezonowego przestawiania (wiosną i jesienią montaż i demontaż ogródków gastronomicznych, raz na kilka lat czyszczenie bruku), a skoro mają stać już na stałe, postanowiono upakować je w jednym miejscu. Jaki sens ma stawianie takich tablic obok siebie - to już pozostanie tajemnicą pana prezydenta i jego ekipy. Gabloty mają wymiary 1,5x3m, na każdej - żeby nie było wątpliwości, dzięki komu tu się znalazły - znajdują się logo UMŁ oraz producenta, a jest nim Budotechnika sp. z o.o. z Pilchowic k. Gliwic.

Tablice ogłoszeniowe na łódzkim placu Wolności, 4.05.2009 / Fot. Marek JurkiewiczNa razie niektóre gabloty pozostają nieużywane, pozostałe reklamują przedstawienie w Teatrze Nowym, a w przyszłości - jak informuje łódzka "Gazeta Wyborcza" - mają się na nich pojawić prace łódzkich artystów oraz - uwaga! - zdjęcia zabytków. Zapewne chodzi o te zabytki, które zostały przez owe tablice zasłonięte? No cóż, prościej i taniej byłoby po prostu tych tablic nie stawiać, ale wtedy przecież nie zarobiłaby firma, od której te tablice zakupiono. A może na rzeczy jest coś jeszcze? Mnie ten "płot" z citylightów przywołał skojarzenia z ekranami przeciwhałasowymi - może pełnią one dodatkowo również taką funkcję? Jeśli tak, to na pewno znalazłaby się niejedna ulica bardziej ruchliwa i bardziej takich ekranów potrzebująca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ta sprawa strasznie zbulwersowała mnie i wielu moich znajomych. Jest to niesamowita głupota kupić plastikowe stojaki na plakat za ponad pół miliona złotych. Nie mowię, już gdzie one stoją, ale tyle kasy na zwykłe stojaki? Niczym nie różni się to od wieszania plakatów na przystankach komunikacji miejskiej. Znowu jakaś głupota albo przekręt.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.