
Na jego opakowaniu na próżno szukać składu. Są tylko chińskie znaczki, ponoć nazwy ziół.
- Miesięcznie przyjmujemy po trzy, cztery pacjentki, które zażywały te tabletki. Ich stan jest ciężki. Są skrajnie odwodnione. Ich leczenie nie jest łatwe - mówi dr Anna Rogulska, kierownik bloku żywienia szpitala w Pabianicach. - Konsekwencją brania tego preparatu mogą być zaburzenia neurologiczne, drętwienie mięśni, a nawet osteoporoza, bo takie specyfiki wypłukują sole mineralne i witaminy z organizmu.
Opakowanie chińskich tabletek odchudzających kosztuje 90 zł. Klientki, zwłaszcza młode, przyciąga to, że po miesiącu brania można schudnąć nawet kilkanaście kilogramów. Ale leczenie spustoszeń, jakich tabletki dokonują w organizmie, może potrwać nawet kilka tygodni. Przekonała się o tym studentka z Łodzi.
- Mama kupiła tabletki dla mnie, taty i dla siebie. Nigdzie nie było znaku Instytutu Zdrowia, tylko chińskie znaczki. Sprzedawca na bazarze powiedział, że to mieszanka tybetańskich ziół. Mama była zachwycona, bo już na początku brania tabletek zaczęła szybko tracić na wadze. Dlatego ja też zaczęłam kurację. Po dwóch dniach pojawiła się suchość w ustach, nie mogłam trzeźwo myśleć, a przygotowywałam się do obrony pracy licencjackiej. Nie miałam siły się uczyć. Po 10 dniach mama wylądowała w szpitalu z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Na szczęście okazało się, że to tylko zapalenie nerwu, które da się wyleczyć. Ja do dziś nie mogę ruszać głową i muszę brać silne leki przeciwbólowe. A suchość w ustach została - opowiada Ania, 22-latka z Łodzi.