
– Mieszkamy w strasznych warunkach. Nie możemy wrócić do domu. Jesteśmy przerażeni, nie wiemy, co robić. Czekamy na pomoc – napisał Dariusz Traczyk.
Dziesięcioro łodzian – 7 mężczyzn i 3 kobiety – wyjechało do pracy, bo obiecywano im duży zarobek. Prawdopodobnie osób w podobnej sytuacji jest więcej. Przetrzymywani na plantacji mężczyźni, z którymi mamy kontakt, twierdzą, że widzieli jeszcze 4 autokary pełne ludzi wyjeżdżających z Łodzi do Hiszpanii. Wszyscy trafili tam przez ogłoszenie w gazecie. Przedstawiciel biura spotykał się z chętnymi do wyjazdu na pl. Dąbrowskiego i obiecywał im, że będą zarabiać 60 euro dziennie. Mieli płacić 40 euro miesięcznie za mieszkanie. Przejazd autokarem opłacali sami. Większość z nich za ostatnie pieniądze. Nikt jednak nie podpisywał umowy o pracę.
Na plantacji w Hiszpanii ulokowano ich w 9– i 11–osobowych barakach. Od
razu kazano zapłacić za mieszkanie 40 euro za 2 tygodnie. Ci, którzy
nie dali, mieli odpracować. Pierwsze pieniądze obiecywane były po 2
tygodniach. Nie otrzymali ich do dziś.
– Powiedzieli nam, że pieniądze dostaniemy później. Nie mamy za co żyć, rośnie nam dług za wynajem mieszkania – mówi Dariusz Traczyk. – Od trzech dni nie mamy pracy. Siedzimy głodni i nie możemy nigdzie się ruszyć i nic załatwić. Nikt z nas nie mówi po hiszpańsku.
Krewni oszukanych łodzian otrzymują dramatyczne telefony z prośbą o pomoc.
– Jestem zrozpaczona. Nie wiem, co robić – mówi Bożena Traczyk, matka Dariusza. – Syn zadzwonił, bo jest zupełnie bezradny. Ja też nie umiem mu pomóc.
Więcej szczęścia miał 25–letni Grzegorz K., któremu udało się uciec z plantacji w Cullerze.
– Jak zobaczyłem, co tam się dzieje, wiedziałem, że nie mogę zostać. Ludzie byli traktowani jak zwierzęta – mówi łodzianin. – Na szczęście wziąłem z Polski więcej pieniędzy. Uciekłem w nocy.
Sprawę zna już łódzka policja.
– Zgłosiła się łodzianka, która powiedziała, że jej mąż, który wyjechał do pracy do Hiszpanii, został oszukany i nie może wróci do kraju – mówi Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji. – Prawdopodobnie sprawa zostanie przekazana do Komendy Głównej.
Anna Anioł
–
Express Ilustrowany