Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182246 miejsce

Łodzianie uwięzieni na plantacji w Hiszpanii

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2006-10-21 13:23

– Jesteśmy przetrzymywani przez Ormian i Rosjan w Hiszpanii na plantacji mandarynek pod Cullerą. Nie mamy pieniędzy i środków do życia. Żywimy się trawą i mandarynkami – alarmują swe rodziny łodzianie, którzy wpadli w sidła pośredników.

fot. Express Ilustrowany– Mieszkamy w strasznych warunkach. Nie możemy wrócić do domu. Jesteśmy przerażeni, nie wiemy, co robić. Czekamy na pomoc – napisał Dariusz Traczyk.

Dziesięcioro łodzian – 7 mężczyzn i 3 kobiety – wyjechało do pracy, bo obiecywano im duży zarobek. Prawdopodobnie osób w podobnej sytuacji jest więcej. Przetrzymywani na plantacji mężczyźni, z którymi mamy kontakt, twierdzą, że widzieli jeszcze 4 autokary pełne ludzi wyjeżdżających z Łodzi do Hiszpanii. Wszyscy trafili tam przez ogłoszenie w gazecie. Przedstawiciel biura spotykał się z chętnymi do wyjazdu na pl. Dąbrowskiego i obiecywał im, że będą zarabiać 60 euro dziennie. Mieli płacić 40 euro miesięcznie za mieszkanie. Przejazd autokarem opłacali sami. Większość z nich za ostatnie pieniądze. Nikt jednak nie podpisywał umowy o pracę.

Na plantacji w Hiszpanii ulokowano ich w 9– i 11–osobowych barakach. Od razu kazano zapłacić za mieszkanie 40 euro za 2 tygodnie. Ci, którzy nie dali, mieli odpracować. Pierwsze pieniądze obiecywane były po 2 tygodniach. Nie otrzymali ich do dziś.

– Powiedzieli nam, że pieniądze dostaniemy później. Nie mamy za co żyć, rośnie nam dług za wynajem mieszkania – mówi Dariusz Traczyk. – Od trzech dni nie mamy pracy. Siedzimy głodni i nie możemy nigdzie się ruszyć i nic załatwić. Nikt z nas nie mówi po hiszpańsku.

Krewni oszukanych łodzian otrzymują dramatyczne telefony z prośbą o pomoc.

– Jestem zrozpaczona. Nie wiem, co robić – mówi Bożena Traczyk, matka Dariusza. – Syn zadzwonił, bo jest zupełnie bezradny. Ja też nie umiem mu pomóc.

Więcej szczęścia miał 25–letni Grzegorz K., któremu udało się uciec z plantacji w Cullerze.

– Jak zobaczyłem, co tam się dzieje, wiedziałem, że nie mogę zostać. Ludzie byli traktowani jak zwierzęta – mówi łodzianin. – Na szczęście wziąłem z Polski więcej pieniędzy. Uciekłem w nocy.

Sprawę zna już łódzka policja.

– Zgłosiła się łodzianka, która powiedziała, że jej mąż, który wyjechał do pracy do Hiszpanii, został oszukany i nie może wróci do kraju – mówi Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji. – Prawdopodobnie sprawa zostanie przekazana do Komendy Głównej.

Anna Anioł – Express Ilustrowany

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Może do każdej grupy autokarów z rodakami dołączać od razu wóz z policjantami? A jeśli przepisy zabraniają, to chociaż z ochroniarzami? Po co rozpaczać po fakcie, jak można dmuchać na zimne?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.