Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1042 miejsce

Łódzka „ośmiornica”. Wyroki znów uchylone

Zakończył się właśnie kolejny proces dziesięciu członków zbrojnego ramienia łódzkiej „ośmiornicy”. W czwartek 28 stycznia Sąd Apelacyjny w Łodzi zdecydował o uchyleniu dotychczasowego wyroku. Przypomnijmy, od czego wszystko się zaczęło...

Sąd Apelacyjny w Łodzi (zdjęcie autorskie) / Fot. Patryk SzulcŁódzka „ośmiornica” powstała w 1993 roku, a na jej czele stanął Ireneusz J. ps. „Gruby Irek”. Specjalizował się w ściąganiu haraczy, potem próbował narzucić swoją zwierzchność handlarzom narkotyków i złodziejom samochodów. Między innymi dlatego 24 grudnia 1997 roku zginął od kul z karabinu snajperskiego Pawła J. ps. „Pasza”. „Gruby Irek” rozmawiał wtedy przez telefon, siedząc w swoim mercedesie – zaparkowanym tuż obok zgierskiej pizzeri „Trio”. Od tego czasu własne rządy zaczęli wprowadzać w mieście inni bossowie grupy – Tadeusz M. ps. „Tato” vel „Materac”, Mariusz K. ps. „Miksa” oraz jej kapitan Krzysztof J. ps. „Jędrzej”. Aż do zatrzymania przez policję w czerwcu 1999 roku kontynuowali oni wymuszanie haraczy, porwania dla okupu i oszustwa podatkowe na wielomilionową skalę.

Cud gangstera


W tamtym okresie dochodziło też do wielu krwawych zamachów na powiązanych z grupą „łódzką” gangsterów. W kwietniu 1999 roku przy ulicy Solnej w centrum Łodzi postrzelony został członek zbrojnego ramienia „ośmiornicy” – Włodzimierz G. ps. „Bokser”. Pocisk wszedł w jego czaszkę pod okiem, a wyszedł z tyłu głowy. Przestępca przeżył i trzy tygodnie później uciekł ze szpitala. Próbował potem zorganizować zamach odwetowy na 49-letniego obecnie Marka W. z Tomaszowa Mazowieckiego. Według opinii śledczych to właśnie ten człowiek zlecił zabójstwo „Boksera” 47-letniemu Robertowi R. z Pabianic – złotemu medaliście indywidualnemu i grupowemu na Mistrzostwach Europy juniorów 1989 w strzelectwie. Włodzimierz G. zeznawał, że bezpośrednim sprawcą usiłowania zabójstwa był sam Marek W. Ten początkowo przyznał się nawet do winy, ale ostatecznie odwołał swoje zeznania. To on jednak posiadał broń odpowiadającą kalibrem użytej przy zamachu. Nosił też buty w rozmiarze 44, takim samym jak ślady podeszwy zabezpieczone na miejscu zdarzenia. Tymczasem poszkodowany krótko po tych wydarzeniach zniknął. Zatrzymano go dopiero sześć lat później (listopad 2005 – przyp. aut.) w Gdyni, gdzie wynajmował część domu jednorodzinnego. Wychodził z niego zawsze tylnymi drzwiami, właścicielce płacił wyłącznie w gotówce, nie mówił jak się nazywa. Dużo natomiast ćwiczył na siłowni, którą sam przygotował w piwnicy.

Rosnąca skuteczność


Co ciekawe, zarówno Włodzimierza G. jak i wspomnianą parę killerów – Marka W. oraz Roberta R. – podejrzewano przez pewien czas o udział w zabójstwie przedsiębiorcy alkoholowego Pawła A. z Tomaszowa Mazowieckiego, a także zleceniu zabójstwa legendy przestępczości samochodowej z Wybrzeża – Nikodema S. ps. „Nikoś”. To drugie miało pochodzić głównie od członków mafii pruszkowskiej, silnie skonfliktowanej z Nikodemem między innymi przez jego współpracę z Henrykiem N. ps. „Dziad” - domniemanym szefem gangu wołomińskiego. Dla łódzkiej „ośmiornicy” natomiast był to odwet za wtrącanie się „Nikosia” w sprawę porwania biznesmena spod Opoczna. Egzekucję zrealizowano w 1998 roku w gdyńskiej agencji towarzyskiej „Las Vegas” przy ulicy Chwarznieńskiej.

Trup ściele się gęsto


2 lipca 1999 roku życie stracił zawodowy morderca Paweł J. ps. „Pasza” – Ukrainiec, służący niegdyś w Specnazie – odpowiedzialny za zabójstwo Ireneusza J. ps. „Gruby Irek”. Za sprawców również uważano wtedy nierozłączny duet Marka W. jako zleceniodawcy i Roberta R. jako wykonawcy. Prokuratura twierdziła, że na tym jednak ich działalność nie zakończyła się. Nieco ponad miesiąc później Robert R. miał bowiem jeszcze wykonać wyrok na Tomaszu R. ps. „Ryba” – gangsterze odpowiedzialnym za handel nielegalnymi papierosami, powiązanym z grupą „pruszkowską”. Podobno bywał nieobliczalny, a łódzcy bossowie obawiali się go i dlatego zlecili egzekucję. Killerowi udało się to zrobić szybko i skutecznie, kiedy „Ryba” wychodził z siłowni przy ulicy Elsnera w łódzkiej dzielnicy Widzew. Wystarczyło po jedynym strzale w głowę i klatkę piersiową. Zapłata za dobrze wykonaną „robotę” też była odpowiednia – czterdzieści tysięcy złotych.

Wojna już tylko na słowa


W okresie od października do grudnia 2001 roku organom ścigania udało się rozbić gang płatnych zabójców. To wtedy do aresztu śledczego trafili Marek W., Ireneusz S. ps. „Sisi”, a także kapitan „ośmiornicy” Krzysztof J. ps. „Jędrzej”. Szybko złapany został również Robert R. Procesy gangsterów trwały kilka lat – w międzyczasie „Jędrzej” zdążył uciec z sądu i trafić w ręce policji oraz detektywa Krzysztofa Rutkowskiego na Węgrzech. W 2006 roku Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Marka W., bronionego wówczas przez adwokat Joannę Agacką-Indecką, na dwadzieścia pięć lat, zaś Roberta R. na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Były sportowiec nie przyznawał się do winy, zgodnie z przyjętą przed jego adwokatów – Sławomira Szatkiewicza i Macieja Bednarkiewicza – linią obrony. Co więcej, nigdy nie postawiono mu nawet zarzutu udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Odwołania od wyroku trafiły do Sądu Apelacyjnego w Łodzi, który stwierdził braki formalne w postępowaniu. Doprowadziło to do uchylenia orzeczenia i ponownego procesu w Sądzie Okręgowym. Ten w styczniu 2014 roku uniewinnił Roberta R., a Marka W. – tym razem bronionego przez adwokata Szymona Byczkę – skazał na piętnaście lat więzienia. Pozostali ze wszystkich jedenastu oskarżonych za udział w zbrojnym ramieniu „ośmiornicy” otrzymali kary od dziesięciu miesięcy do piętnastu lat pozbawienia wolności. Apelacje wnieśli zarówno obrońcy jak i prokuratorzy.

W zakończonym 20 stycznia 2016 roku procesie przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi – dotyczącym przede wszystkim zamachów na "Boksera" i "Rybę" – Robert R. odpowiadał z wolnej stopy. Nieco ponad tydzień później sędzia Piotr Feliniak ogłosił, że wyrok Sądu Okręgowego zostaje uchylony, a sprawa trafia do niego raz jeszcze celem ponownego rozpoznania. Jednym z powodów jest to, że w uzasadnieniu sąd I instancji w dużej mierze przepisał uzasadnienie uchylonego już wcześniej wyroku.

Robert R. nie odniósł się do uchylenia orzeczenia w swojej sprawie, natomiast jego obrońca – Sławomir Szatkiewicz – zgodził się z oceną Sądu Apelacyjnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

W USA funkcjonuje zupełnie inny system prawny, więc można się domyślać, że byłby to proces dużo, dużo krótszy :)
A drugie uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania to nawet w Polsce niechlubny ewenement...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cały ten opis to jedna wielka kompromitacja wymiaru sprawiedliwości. Ciekawi mnie ile taki proces trwałby i jakie by zapadły wyroki np. w USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.