
Były poseł Stanisław Łyżwiński skończył wreszcie, po sześciu tygodniach, czytać akta śledztwa w sprawie afery praca za seks w Samoobronie. Prokuratura Okręgowa w Łodzi mogła dzięki temu formalnie zakończyć śledztwo. Akt oskarżenia zostanie podpisany w czwartek (28 lutego), a najpóźniej w piątek. Rafał Sławnikowski, naczelnik wydziału VI ds. przestępczości gospodarczej łódzkiej Prokuratury, nie chciał wprost tego potwierdzić. - W czwartek lub w piątek będziemy mogli przekazać oficjalną informację – powiedział.
Aktem oskarżenia dotyczącym seksafery objętych zostanie czterech mężczyzn związanych z Samoobroną. Najwięcej miejsca poświęcono w nim Łyżwińskiemu, na którym – w głównym wątku seksafery – ciąży siedem zarzutów. Były poseł podejrzany jest o gwałt, żądanie i przyjmowanie korzyści osobistych o charakterze seksualnym, wielokrotne usiłowanie seksualnego wykorzystania i wykorzystywanie Anety Krawczyk (dyrektorki swojego biura poselskiego w Tomaszowie Mazowieckim) oraz trzech innych kobiet, a także o nakłanianie Krawczyk do usunięcia ciąży i podżeganie do porwania biznesmena. Łyżwiński aresztowany został w końcu sierpnia ubiegłego roku. Nie przyznał się do winy. Grozi mu do 10 lat więzienia.
W roli oskarżonego wystąpić ma również Andrzej Lepper. Łódzka Prokuratura zarzuca mu seksualne wykorzystywania Krawczyk oraz usiłowanie doprowadzenia do obcowania płciowego działaczki swojej partii z Lublina. On również nie przyznał się do winy. Grozi mu 8 lat więzienia.
Zarzuty postawiono także dwóm byłym członkom Samoobrony. Franciszek I. z Myślenic podejrzany jest o poplecznictwo i podżeganie do składania fałszywych zeznań, a Pawłowi G. z Tomaszowa zarzucono poplecznictwo i grożenie Krawczyk śmiercią. Mogą zostać skazani na kary po 5 lat więzienia.
Największa polityczno-obyczajowa afera IV Rzeczypospolitej wyszła na jaw w końcu 2006 roku. 4 grudnia w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł zatytułowany „Praca za seks w Samoobronie”, napisany na podstawie zwierzeń Krawczyk. Opowiadała ona, że pracę w biurze poselskim dostała w zamian za uprawianie seksu z Łyżwińskim i Lepperem, że aby tę pracę utrzymać musiała oddawać się im także i później.
Po ukazaniu się artykułu prokuratura wszczęła śledztwo. W trakcie jego trwania Krawczyk zeznała, że ojcem jej najmłodszego dziecka, trzyletniej Weroniki, jest Łyżwiński. Później zaczęła się wahać, zmieniła wersję i oświadczyła, że ojcem dziewczynki równie dobrze może być Lepper. Badania DNA, jakie przeprowadzono, wykluczyły ojcostwo obydwu.