
Urządzenie, czyli komputer ze specjalnym oprogramowaniem, ma oczywiście kierownicę, dźwignię zmiany biegów, pedał gazu, hamulca i sprzęgła oraz zestaw przełączników: światła, kierunkowskazy itp. Wirtualna jazda wyświetlana jest na monitorze lub monitorach (może być tylko jeden, ale wówczas kierowca ma ograniczone pole widzenia - nie dostrzega tego, co dzieje się po bokach).
- To nie jest gra komputerowa, w której zdobywamy punkty za szybki przejazd czy efektowne poślizgi - mówi Jacek Jeznach, współtwórca szkoleniowego symulatora pojazdów i maszyn. - Głównym zadaniem symulatora jest zapoznanie kursanta z samochodem, z włączaniem biegów, puszczaniem sprzęgła, kręceniem kierownicą, obserwowaniem drogi, znaków itp. Osobie, która nigdy nie siedziała za kółkiem, zapoznanie się z tymi podstawami zajmuje często kilka godzin z obowiązkowych, płatnych jazd. Symulator zapewnia to samo bez płacenia za paliwo czy bez późniejszych wizyt w serwisach i napraw sprzęgła, skrzyni biegów itp.
Przejechaliśmy symulatorem kilka tras - każda ma określone zadania i stopnie trudności. Jest np. nauka ruszania i hamowania, jazdy w zakrętach, po mieście, poza obszarem zabudowanym, na placu manewrowym i w labiryncie. Wrażenia z podróży symulatorem są pozytywne, choć od urządzenia za około 12 tys. zł spodziewaliśmy się czegoś więcej. O ile zachowanie wirtualnego samochodu podczas jazdy jest bardzo realistyczne, o tyle np. praca dźwigni zmiany biegów ma już niewiele wspólnego z rzeczywistością. Najtańszy zestaw (program plus samochodowe akcesoria), który można podłączyć do komputera, kosztuje około 4 tys. zł.
(tj)
-
Express Ilustrowany