Facebook Google+ Twitter

Lokomotywka, czyli opowieść z okazji Dnia Dziecka

Pamiętam swój pierwszy rok pracy w szkole średniej. Pierwszy, a więc percepcja wyostrzona, jak to u zwierzęcia narażonego na bezustanne ataki. Tak odczuwałam, safari odmierzane koszmarnym sygnałem dzwonka, stop-klatka i kolejna odsłona.

lokomotywka:) / Fot. A.WojewodaBywały dni, że z trudem opierałam się pokusie, by nie wysiadać koło szkoły ale pojechać kilka przystanków dalej i znaleźć się nad morzem. Piasek, mewy, muszelki, a nie monstra zaniedbane wychowawczo. Sama nie wiem, jak tego dokonywałam, ale jednak, poważna i spokojna, otwierałam drzwi klasy... na przykład matematyczno-fizycznej. Widzę głęboko zamyśloną i konsekwentnie milczącą wybitną matematyczkę, drwiąco uśmiechniętego, drobnego chłopaczka, rysującego karykatury (prawdopodobnie moje) no i patrzącego na mnie uważnie wielkiego faceta, stukającego przy tym ołówkiem w ławkę: stuk stuk stuk, stuk stuk. Moje prośby, aby zaprzestał, skutkowały dwuminutową przerwą, potem znowu stuk stuk i utkwione we mnie nieruchome spojrzenie.

„Pani Agnieszko, to dziecko przyszło do nas po wiedzę. Teraz i tak jest dobrze, powinna pani zobaczyć, co on robił jeszcze rok temu”, pogodnie pomogła mi zrozumieć problem p. Dyrektor. Czyli ten wrogi mi sadysta jest dzieckiem, które przyszło po wiedzę? To zdanie zmieniło całkowicie moje nastawienie zarówno do tego ucznia, jak i do mojej pracy. Dziecko, które przyszło po wiedzę. Bo, w rzeczy samej, tak było. To nic, że to dziecko miało blisko dwa metry wzrostu i wygląd aktora charakterystycznego z ambitnych filmów niszowych, a za cel główny stawiało sobie psychiczne wykończenie młodej nauczycielki, czyli mnie. To było jednak dziecko. Na następnych zajęciach powierzyłam mu odpowiedzialną funkcję przynoszenia słowników, a następnie ich odnoszenia do biblioteki, tłumacząc toAction Man / Fot. A.Wojewoda tym, że jest silny, a papier swoje waży. Dzięki temu miałam choć chwilę spokoju, bo jak po nie szedł (a początkowo pokonanie dystansu klasa-biblioteka zajmowało mu sporo czasu) to nie mógł stukać. Potem wracał dużo szybciej, bo mu się łażenie po korytarzu znudziło, podobnie jak i stukanie. No i nie chciał tracić zajęć, bo zawsze coś się działo…

„Pani profesor, znalazłem obcięty palec”, usłyszałam kiedyś. Zobaczyłam również – w pojemniku po jogurcie, wśród ligniny, leżał sinawy kciuk. I prawdopodobnie dałabym się nabrać, gdyby nie to, że lepsze jest wrogiem dobrego, co praktycznie oznaczało, że uczeń pomalował ligninę na czerwono tuszem…Dla wielbicieli practical jokes krótkie wyjaśnienie. Należy po prostu zrobić dziurę w denku i umieścić w nim swój własny palec.Na innej lekcji z kolei, gdy omawialiśmy temat monarchii w Wielkiej Brytanii, jeden z uczniów siedział dostojnie w koronie, wykonanej spontanicznie z kartki papieru Spiderman / Fot. A.Wojewodazeszytowego.

Innym razem, prowadząc zajęcia na trzecim piętrze, musiałam się odwrócić na chwilę plecami do Dzieci, żeby zapisać na tablicy kilka zdań do tłumaczenia. Gdy na powrót ogarnęłam spojrzeniem klasę, jeden z uczniów stał przy oknie i z miłym uśmiechem powiedział, że musi pójść po wyrzuconą mu przez kolegę reklamówkę. Nie dając mi żadnej szansy na protest, lekko odbił się od podłogi, przesadził parapet i zniknął… Trupioblada, powoli podeszłam do okna. Na rękach miałam kajdanki, nogi spętane i obciążone kulą armatnią, a przed oczami migały mi notatki prasowe „A.W. nie zapewniła bezpieczeństwa na zajęciach Dziecku. Dziecko z niewiadomych przyczyn wypadło przez okno. Słupszczanie wyrażają oburzenie z powodu karygodnego zaniedbania A.W. Czy ta śmierć Dziecka była potrzebna? Dokąd zmierza polska szkoła?”. Prawdopodobnie moja twarz wyglądała strasznie, bo niestosownie rozbawiona całą sytuacją klasa zamilkła, gdy ja, grzechocząc łańcuchami, wreszcie osiągnęłam swój cel, czyli to nieszczęsne okno. Wyjrzałam, szukając martwego ciała, ale z resztką nadziei, że może stał się cud i miękkie płyty chodnikowe jakoś ten upadek zamortyzowały…

I tak było rzeczywiście. „Pani profesor, mam reklamówkę i już wracam, ale przyjdę schodami”, powiedziało Dziecko i zamiar swój wykonało. A było to możliwe dlatego, że klasa jednak znajdowała się na parterze. Przenosząc się bezustannie z sali do sali, źle określiłam położenie gabinetu. Tym niemniej, wykorzystałam to pedagogicznie. Wyjaśniłam, że nie będę tolerować takiego chamstwa. Wyłażenie oknem, nawet na parterze, nie mieści się w moim pojęciu kultury i mają się natychmiast uspokoić, bo nasze dobre relacje się skończą. Moja trupia fizjonomia widocznie wrażenie zrobiła, bo już do końca było poprawnie. Co nie znaczy, że idealnie. Ale….

Wrócę do tego: ”ale”, najpierw jednakże omówię praktyczną aplikację jednej ze cnót, czyli czystość. Bo w tej szkole panował prawdziwy lokomotywka:) / Fot. A.Wojewodakult czystych ławek. Uwieczniania na nich miłosnych wyznań, swastyk, przebitych serc i innych arcyważnych rzeczy zakazano z całą stanowczością. Ławki były tabu i mało który śmiałek odważał się je złamać. Dlatego kiedyś rozpętała się piekielna awantura. Koleżanka , mniejsza o nazwę nauczanego przedmiotu, wpadła do pokoju nauczycielskiego wielce zaaferowana. „Czy wiecie, co ten K. zrobił?! Co on zrobił?! I reszta też, co ona zrobiła, co oni zrobili?!”- koniugowała. W tej sytuacji jedyną sensowną rzeczą było udanie się na miejsce przestępstwa i dokonanie wizji lokalnej. A tam…Na nieskalanie czystej ostatniej ławce widniała przepiękna, staroświecka lokomotywka. Rysunek został wykonany z dużą precyzją, dbałością o detale, w pogodnych i żywych kolorach zieleni, żółci i czerwieni. Z pękatego komina unosił się dym, a pod nią lokomotywka:) / Fot. A.Wojewodawidniał napis: „Jak się nudzisz na…(tu widniała nazwa wykładanego przez koleżankę przedmiotu), dorysuj wagonik.” Na pozostałych ławkach widniały wagoniki, zgrabniejsze i mniej, większe i mniejsze, kolorowe lub tylko lekko naszkicowane długopisem, z pasażerami lub bez, cała masa wagoników ciągniętych przez lokomotywkę. Jedynie pierwsza ławka czekała na artystę-śmiałka, prawdziwego desperado, bezskutecznie zresztą.

Następnego dnia zbuntowany obrazoburca K. przywracał Sacrum jego Sacrum, posługując się spirytusem salicylowym, w czym pomagała mu reszta klasy. Na ławkach pozostały nieco niewyraźne zarysy i cienie, bo wiadomo, że tak do końca wirusa wolności wymazać się nie da. Wracam teraz do tego pozostawionego na chwilę „ale”. Choć moje relacje z Dziećmi nie zawsze były idealne, to jednak po moich lekcjach ławki pozostawały czyste, nie licząc drobnego maleńkiego serduszka i takich tam. Wiem, że się chwalę, przepraszam i idę dalej.

Tamte czasy mam już dawno za sobą, już od dobrych kilku lat nie pracuję w szkole średniej, tylko na uczelni wyższej, czy jednak… Czy mogę jednak złożyć życzenia z okazji Dnia Dziecka wszystkim Dzieciom, większym i mniejszym? Np. dwóm panom z trzeciego roku, nie powiem którego kierunku, którzy onegdaj przybyli na moje zajęcia ubrani w wystrzępione, niechlujne sutanny i tak trwali, mimo upału.
Panu, który chciał zdawać egzamin ubrany w koszulkę jakże stosowną, bo z napisem „Fuck off”. Poprosiłam go, by zgodnie ze wskazówką na bluzeczce i udał się do domu w celu zmiany garderoby, a on mocno trzasnął wówczas drzwiami.
Pani, która przyniosła na zajęcia materiały napisane w zupełnie innym języku, niż ten wykładany przeze mnie, a gdy zaintrygowana zapytałam o powódSalon Urody / Fot. A.Wojewoda, wyjaśniła: „Bo nie miałam czasu skserować, wzięłam cokolwiek, żeby Pani nie myślała, że ja jestem nieprzygotowana”
Panu, który po absolutnym udowodnieniu mi braku swojej jakiejkolwiek kompetencji językowej, słysząc, że musi przyjść po zaliczenie w innym terminie, wykrzyknął z oczami pełnymi łez: „Dlaczego mi Pani to robi?”
Pani, która prosiła, by dać jej szansę zaliczenia kilku nieobecności, bo ona w sumie nie chodziła, ale nie tak często, jak mi się wydaje, a ona nie wie, dlaczego nie ma jej na liście studentów i to prawdopodobnie jakieś niedopatrzenie. Okazało się, że pani w grupie jest, tyle że u koleżanki, wyższej ode mnie o dwie głowy blondynki.
Panu, który mimo wejścia we wczesne lata dojrzałe (a może właśnie dlatego?) na rodzinne spotkanie u swojej blisko stuletniej Babci stawił się ubrany w koszulkę
z napisem „orgasm guaranteed”, śmiejąc się radośnie, widząc zdumione spojrzenia małolatów.
I jeszcze mojemu Koledze, który dziesięć razy mnie banował na gg, a potem bana zdejmował, a potem znowu banował, bez żadnej akcji i reakcji z mojej strony, zanim wreszcie po miesiącu powiedział, że miał zły dzień.
Jeszcze składam …

No, kończę, już nie będę składać, dlatego moi pozostali Znajomi nie muszą się bać. Tylko sama sobie jeszcze złożę, oraz wszystkim Użytkownikom, zarejestrowanym pełnie, niepełnie lub wcale, którzy zechcą je przyjąć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

Ale to fajne+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.06.2008 17:23

+ troche odświeżę temat, ale się wgryzam w poszczególne wątki .

Komentarz został ukrytyrozwiń

+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja do dziś rada jestem, że po 2. latach Lic.Pedagogicznego odmieniło mi się.:)
Psikusy i owszem, ale ten koszmarny wrzask na przerwach... nie zniosłabym.

Agnieszko, dzielnie sobie radziłaś z rozbrykaną czeredą i pięknie to opisałaś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
No, miasteczko miłe, tylko trochę małe, w rzeczy samej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ pięknie opowiedziane i "dzieciece psikusy" i belferskie rozterki. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Nie mam racji:)

Choć, w rzeczy samej, dość głośny był przypadek zaśnięcia mocno sfermentowanego studenta na egzaminie...

Co nie znaczy, że ja tutaj sobie ironizuję, w rzeczy samej, gdzieżbym śmiała, zważywszy, że sama nie tak dawno, a co mi tam, studentką byłam.
pozdr.
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chodzi o foto nr 7.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, co do studentów, masz zupełną rację.
link enalia_67714.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

+)
Jakiekolwiek uzasadnienie byłoby z mojej strony banalne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.