Facebook Google+ Twitter

Los pacjenta zależy od tego, jak przychodnia policzy do 30

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2008-09-24 09:07

Nie wiadomo, jak i kiedy zakończyłaby się wędrówka po lekarzach Jadwigi O. z Gdańska Wrzeszcza, gdyby nie była ona wyjątkowo upartą i dociekliwą pacjentką. Kobieta omal jednak nie dostała zawału serca, gdy okazało się, że poszczególne przychodnie interpretują jak chcą, za nic mając pacjenta, przepisy i rozporządzenia Narodowego Funduszu Zdrowia.

Z początku wydawało się, że sprawa jest prosta. Cierpiąca od dzieciństwa na poważną chorobę reumatyczną Jadwiga O. zgłosiła się 18 września do specjalisty ortopedy w jednej z gdańskich przychodni. Lekarz uznał, że cierpiąca na silne bóle kobieta powinna poddać się serii zabiegów z zakresu fizykoterapii. Wystawił więc skierowanie do kolejnego specjalisty, tym razem od rehabilitacji, bo tylko on mógł "dobrać" pani Jadwidze konkretne zabiegi.

Co to oznacza na Pomorzu, wie każdy reumatyk, chory po urazie, operacji czy z chorobą zwyrodnieniową. Do specjalisty od rehabilitacji dostać się najtrudniej. Odległe terminy wizyt i gigantyczne kolejki. Pani Jadwiga nie traciła czasu - gdy okazało się, że w sopockim Szpitalu Reumatologicznym na ten rok już nie rejestrują, zgłosiła się do gdańskiej przychodni Intermedica przy al. Zwycięstwa.

W rejestracji gabinetu rehabilitacji wyznaczono jej wizytę u lekarza na 19 listopada, czyli za dwa miesiące. - Usłyszałam jednak, że zgodnie z zarządzeniem Narodowego Funduszu Zdrowia, moje skierowanie straci ważność po 30 dniach - mówi oburzona kobieta. - I że muszę postarać się o nowe. To jakiś absurd, bo na wizytę u ortopedy trzeba czekać kolejne tygodnie. Poza tym fikcyjne mnożenie wizyt tylko po to, by lekarz "przedłużył" skierowanie, to marnowanie pieniędzy podatników i tworzenie sztucznego tłoku w kolejkach do specjalistów.

Sprawdziliśmy w przychodni Intermedica.
Według rejestratorki, 19 listopada skierowanie pani Jadwigi rzeczywiście straci ważność. Jeżeli do tej pory nie postara się o nowe, o wizycie u lekarza rehabilitacji może tylko marzyć.
Chyba że trafi do innej przychodni, np. w Nadmorskim Centrum Medycznym w Gdańsku.

- Oczywiście, że znam treść tego zarządzenia - przyznaje dr Barbara Pawłowska, zastępca dyrektora NCM ds. medycznych. - Były prezes NFZ Andrzej Sośnierz wydał je w 2007 roku. Paragraf nr 10 zarządzenia nr 60 wyraźnie mówi, że skierowanie traci ważność, jeżeli nie zostanie zarejestrowane - w gabinecie, zakładzie rehabilitacji lub fizjoterapii w terminie 30 dni od daty wystawienia. Nie chodzi jednak o skierowanie do specjalisty rehabilitacji, a o wystawione przez niego zlecenie na zabiegi.

W tym przypadku skierowanie na zabiegi można porównać do recepty. I w jednym, i w drugim przypadku traci ono ważność i sens po miesiącu, bo po takim czasie stan zdrowia pacjenta ulega na ogół zmianie. Chodzi o to, by pacjent, który ma w ręku zlecenie na zabiegi, nie przechowywał go w książeczce RUM, tylko w ciągu 30 dni zgłosił się na "rozpisanie" zabiegów i rozpoczął kurację. Jak jednak wiadomo, rehabilitacja jest jedną z pięt achillesowych systemu, dlatego NFZ próbuje dojść, jakie jest rzeczywiste zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 24.09.2008 16:01

hmmm no w końcu pieniądze które dajemy do NFZ muszą jeszcze wykarmić całą rzesze urzędników , wychodzę z przekonania że wszystko co państwowe to złe. Sprywatyzować wszystko co się da , zminimalizować biurokrację obniżyć podatki do 8-10 % , niepotrzebnych urzędników wysłać na plantacje truskawek do Hiszpanii żeby robili coś potrzebnego i wszyscy na tym skorzystamy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.