Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10571 miejsce

Lot 4590. Startując po śmierć

Kapitan Christian Marty osiągnął prędkość decyzyjną. W słuchawkach usłyszał głos kontrolera. - Masz słup ognia za sobą. Pilot nie miał wyjścia. Poderwał maszynę do góry. Od tej chwili rozpoczęła się walka o życie.

Concorde w barwach Air France / Fot. Alexander JonssonNa paryskim lotnisku Charles de Gaulle dzień pulsował swoim własnym rytmem. Był poranek 25 lipca 2000 roku. Nikt nie spodziewał się, że schyłek dnia okaże się początkiem końca legendarnego samolotu Concorde.

Kapitan Marty na płycie lotniska dokonywał rutynowej kontroli maszyny. Tego dnia miał być odpowiedzialny za bezpieczeństwo 109 osób, które znajdą się na pokładzie podczas lotu do Nowego Jorku. Większość pasażerów pochodzi z Niemiec. Lecą na wakacje. Po przylocie do USA mają odbyć rejs luksusowym jachtem. Kilkoro z nich na tą podróż życia zbierało ponad 20 lat.

Podczas kontroli pilot natrafił na drobną usterkę. Nie jest ona groźna. Jej naprawa powoduje jednak godzinne opóźnienie. To jedno z wielu niepozornych zdarzeń, które będzie brało udział w łańcuchu krytycznych wydarzeń.

Kiedy mechanicy zajęci są naprawą usterki, na wieży kontroli lotów pojawia się Gilles Logelin. To właśnie ten kontroler lotów będzie odpowiedzialny za prawidłowy start Concorde.

O godzinie 16.35 samolot jest gotowy do lotu. W kokpicie, oprócz kapitana Marty, znajduje się także Jean Marcot oraz inżynier pokładowy Gilles Jardinaud. To oni za chwilę będą odpowiedzialni za poderwanie maszyny z pasa 26. Chwilę wcześniej z tego pasa wystartował DC-10 linii Continental Airlines do Newark. Później okaże się, jak ważny był to element w całym łańcuchu zdarzeń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Z Concorda zrezygnowano m.in. wskutek rozwoju telekomunikacji. Teraz różni przedsiębiorcy nie muszą w ciągu paru godzin przemieszczać się na inny kontynent, bo mogą sobie zrobić telekonferencję widząc się nawzajem na monitorach
. Do tego projektowano go w czasach gdy nikt nie myślał o ekologii i hałasie.
Tu-144 miał problemy ze statecznością, a katastrofa wystąpiła bo władze ZSRR wysłały niedokończony samolot na pokazy "nie chcąc być gorsze". W ZSRR - państwie tak wielkim ten samolot bardzo był przydatny na co dzień.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bodaj w rocznicą był w Tv arte poświęcony cały wieczór Concordowi i jemu rosyjskiemu- sowieckiemu rywalowi.
ten drugi też się przecież rozbił na pokazie, więc bez pasażerów.

Zrezygnowano z Concorda bo to okrutnie "nieżyciowy" samolot, hałaśliwy i nieekonomiczny w ogólnym rozrachunku, pochłania paliwo, a w sumie korzyść z prędkości niewielka.
Jednak jakby na to nie patrzeć było to duże, wielkie osiągnięcie techniki i takim pozostanie, mimo wszystko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Robert prace nad następcą Concorda trwają. Francuzi nawet jakiś czas temu pokazali projekt tego samolotu: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=vw5g3M_EBP4 Podobno ma osiągać prędkość 4 200km/h.

@ chech wiesz, bałem się po prostu aby dyskusja nie zeszła na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej;)
Masz racje to nie było pierwsze pęknięcie gumy w oponie tego typu samolotu. Kiedyś przeczytałem, że w sumie do momentu katastrofy odnotowano 50 przypadków pęknięcia kół.

Komentarz został ukrytyrozwiń
chech
  • chech
  • 22.08.2012 11:26

Ok Panie Dawidzie - to było tak w skrócie. Guma uderzyła w spodnią część skrzydła gdzie znajduje się zbiornik paliwa. Stało się to nie pierwszy raz, i dlatego samoloty te przeszły modernizację polegającą na wzmocnieniu poszycia w tym wrażliwym miejscu - powyżej goleni podwozia. Widocznie nie pomogło. Co więcej ten samolot jest (był) bardzo solidnie zbudowany z racji prędkości z jakimi latał, zmagał się z barierą termiczną (nagrzewanie poszycia) oraz barierą dźwięku (fale uderzeniowe, drgania,) Ponadto wypadek zdarzył się przy stosunkowo niskiej prędkości podczas startu. Więc pytanie pozostaje, - guma - brzoza, brzoza - guma? pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mocny i rzeczowy materiał. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze powróci era takich maszyn naddźwiękowych jak Concorde!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to napiszmy inaczej: - skoro uderzenie 4,5 kg gumy wywołało tak daleko idące skutki, to jakie były by efekty zaczepienia o drzewo? (W końcu waży więcej niż 4,5 kg...)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Wojtek
  • Wojtek
  • 21.08.2012 17:18

@chech...Brawo ! trafna uwaga. Skrzydła samolotu nie służą do ścianaia drzew. Gdyby tak było ...latamy na piłach łańcuchowych !

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ chech, ale w tekście nigdzie nie ma mowy o tym, że fragment ogumienia przebił kadłub samolotu. Napisane jest, że "W efekcie jedno z kół po lewej stronie pęka, a 4,5-kilogramowy pas gumy uderza w część skrzydła. Nie przebija go. Wywołuje jednak wibracje w zbiorniku paliwa w efekcie, których odrywa się fragment poszycia baku skrzydłowego"

Komentarz został ukrytyrozwiń
chech
  • chech
  • 21.08.2012 15:41

4,5 kg gumy w zupełności wystarczyło by przebić kadłub samolotu i siać śmierć i zniszczenie. Niestety brzoza o masie ok 0,5t nie jest już tak niebezpieczna wg Macierewicza. Dziwne?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.