Facebook Google+ Twitter

„Lot 93” - bilet w jedną stronę

Film o wydarzeniach z 11 września 2001 r. trudno jednoznacznie ocenić. Obraz nie jest wielkim dziełem, ale też chyba nie miał nim być. Zaskakuje brak patosu i propagandy patriotyzmu, do którego Amerykanie zdążyli już przyzwyczaić.

Fot. Materiały dystrybutoraBył kiedyś taki gatunek filmu, który przyciągał tłumy ludzi, chcących obejrzeć na wielkim ekranie nie tyle tragiczne wydarzenia (od tego są wiadomości), ile podziwiać bohaterskie czyny, poświęcenie w imię wyższego dobra, bezkompromisowość i bezinteresowność. I w taki właśnie klimat idealnie wpisuje się „Lot 93”. Film katastroficzny.


Historia znana jest chyba wszystkim. Feralnego 11 września 2001 roku porwany został samolot lecący z Newark do San Francisco (lot 93). Pasażerowie odebrali wiadomość o samobójczych misjach grup terrorystycznych, które zniszczyły już WTC oraz budynek Pentagonu, zdecydowali się więc podjąć próbę odbicia swojego samolotu z rąk porywaczy i niedopuszczenia do jego rozbicia o kolejny cel. W wyniku tej próby, zamachowcy nie zrealizowali swojego planu i nie uderzyli w wybrany punkt w Waszyngtonie (Biały Dom albo budynek Kongresu). Rozbili samolot gdzieś w Pensylwanii. Wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie, zginęli.


Tę właśnie historię starali się przedstawić twórcy filmu, bazujący na faktach, rozmowach telefonicznych ofiar z ich rodzinami i domysłach. Wszystko to miało być podstawą do ukazania bohaterstwa przeciętnych Amerykanów, ale pozbawionego (o dziwo) płomienych mów patriotycznych i lśniącej flagi w tle. W filmie przeważa strach i poczucie bezradności. Mocno rzuca się w oczy chęć ocalenia własnego życia, która dominuje nad często wpajaną cnotą bezinteresownej obrony większości istnień. Bo pasażerowie tego samolotu walczą o swoje życie, a nie o życie tych, którym ten samolot zagrażał. Przecież naturalne jest, że człowiek chce się ratować.


Zaskakuje brak patosu i propagandy patriotyzmu, do którego Amerykanie zdążyli już przyzwyczaić odbiorców swoich produkcji i osiągnęli w tym temacie mistrzostwo, zostawiając daleko w tyle, rozmiłowanych w tej dziedzinie Rosjan. Wszystkie relacje i zachowania cechuje raczej minimalizm i szczerość. Reakcje bohaterów wydają się spontaniczne i autentyczne. Pasażerowie to nie klony Supermena i Mistera America, a zamachowcy to nie krwiożercze bestie Islamu, tylko zestresowani ludzie, przerażeni rozwojem wypadków oraz świadomością konsekwencji. Można się oczywiście przyczepić do poziomu gry aktorskiej i powtarzanego przy różnych okazjach: „kocham Cię”, które pod koniec projekcji zaczyna drażnić. Ale są to drobiazgi, bo generalnie film ma prawdziwy wymiar, nie został przerysowany.


 

Obraz nie jest wielkim dziełem, ale też nie miał nim być. Mimo tego stawia wysoko poprzeczkę następcom, którzy zechcą robić kolejny film o wydarzeniach 11 września 2001. Pobudki, dla których został nakręcony, mogą być kwestią sporną, szczególnie w dobie wszechogarniającej komercji, ale założę się, że każdy kto zobaczy ten film, zada sobie pytanie o to, jak by się zachował w takiej sytuacji. Schematyczny wniosek? Może, ale mimo wszystko…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Byłam. Widziałam. Był świetny. Wszyscy płakali.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Muszę na to iść do kina:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.