Facebook Google+ Twitter

Lotos Gdynia - Wisła Kraków: O mistrza zagrają w Krakowie

Kolejny dreszczowiec obejrzeli kibice w gdyńskiej hali GOSiR. Na parkiecie po raz trzeci górą była Wisła Kraków, ogrywając Lotos Gdynia 83:79. Ostatnie, decydujące starcie odbędzie się w Krakowie.

Chamique Holdsclaw przyćmiła swą grą koszykarki Lotosu Gdynia / Fot. Daniel KurOd samego początku wiślaczki były bardziej zdeterminowane. Dynamiczniej poruszały się po parkiecie, odważnie grały pod koszem. Minimalna wygrana Białej Gwiazdy w Krakowie mocno podbudowała psychicznie cały zespół. Wynik otworzyła Amerykanka Chamique Holdsclaw, kolejne punkty dorzuciła De Forge i Canty i już na samym początku spotkania Wisła prowadziła 8:2. Jedyną skuteczną bronią gdynianek była gra na wysoką Ewelinę Kobryń. Brak pomysłu na grę w pierwszej kwarcie i duża liczba strat sprawiły, że pod koniec tej części wiślaczki zdołały odejść Lotosowi na jedenaście punktów. Ostatecznie pierwszą kwartę krakowianki zamknęły wynikiem 26:19.

W drugiej odsłonie sygnał do ataku dała Magdalena Leciejewska, zdobywając już na początku drugiej odsłony pięć punktów. Nie było jednak mocnych na świetnie dysponowaną tego dnia Holdsclaw. Dzięki jej dobrej postawie na parkiecie, wiślaczki przez dłuższy czas utrzymywały kilku punktowy dystans nad Lotosem. W gdyńskim zespole warto pochwalić postawę Eweliny Kobryń, która w pierwszej połowie zdobyła 13 punktów. Nie wiele to jednak znaczyło przy zdobyczach koszykarek Wisły Kraków. Holdsclaw uzyskała 18 punktów, grając z 57 proc. skutecznością rzutów za 2 punkty. Także gra Anny De Forge jest godna odnotowania. To właśnie na niej przez większość sezonu spoczywała gra krakowianek, a w meczach finałowych nie grała najlepiej. W tym meczu nastąpiło wielkie przebudzenie, bo zdobywając w pierwszej połowie 14 punktów znacznie przyczyniła się do prowadzenia po drugiej kwarcie Wisły 45:40. Cieniem samej siebie z pierwszych spotkań finałowych w Gdyni była Nykesha Sales. Do przerwy oddała ledwie trzy rzuty, z czego dwa niecelne, a także popełniła aż trzy straty.

Początek trzeciej kwarty to znów koncertowa gra Wisły. Rzuty Wielebnowskiej i De Forge pozwoliły zwiększyć prowadzenie do siedmiu punktów. Mnóstwo błędów i strat zaczęła popełniać słabiej dziś dysponowana Ruth Riley. Na szczęście dla Lotosu skuteczniejsza była Ewelina Kobryń, której rzut na pięć minut przed końcem trzeciej odsłony pozwolił zmniejszyć straty do trzech punktów. Na tablicy widniał wynik 51:48 dla Wisły. Chwilę później skuteczne wejście pod kosz Pauliny Pawlak pozwoliło dojść rywalki na dwa punkty. Szybka jednak odpowiedź Holdsclaw i Skerović i znów wynik 57:51kibiców z Krakowa. Na dwie minuty przed końcem kwarty, rzutem rozpaczy Pauliny Pawlak za trzy (do końca akcji Lotosu zostały ledwie dwie sekundy) zdobyła 56 punkt. Po dwa punkty dorzuciły Sales i Riley i na 40 sekund przed końcem kwarty Lotos przegrywał już tylko 61:60. Jednak rzut za dwa Wielebnowskiej pozwolił skończyć trzecią odsłonę wiślaczkom z wynikiem 63:60.

Ostatnie dziesięć minut upłynęły pod znakiem nieustających ataków Lotosu i skutecznej gry Wisły. Pierwsze punkty w tej kwarcie padły dopiero po minucie gry, a egzekutorem była nie kto inny jak Holdsclaw. Kolejne punkty rzuciła Leciejewska dla Lotosu, szybko odpowiedziała jej Canty. Taktyka gdynianek z grą na wysoką Kobryń zaczęła być nieskuteczna. Reprezentantka Polski przestała trafiać w czystych sytuacjach, a dobrze kryta popełniała straty. Na sześć minut do końca meczu, kolejne dwa punkty zdobywa Holdsclaw i mamy rezultat 69:62. Wtedy o czas poprosił trener gdynianek Roman Skrzecz. Po przerwie za trzy po raz drugi w tym meczu trafiła Paulina Pawlak, a gdy pod koszem faulowana była White (co skutkowało rzutami osobistymi), o czas poprosił trener Elmedin Omanic. Stan meczu 69:65. Amerykanka trafiła dwukrotnie i do odrobienia zostały ledwie dwa punkty, a do końca meczu pięć minut. Szanse na wyrównanie miała Leciejewska, ale chybiła przy rzucie z dystansu. Krakowianki nie miały problemu ze skutecznością i dosyć szybko odskoczyły na pięć punktów. W klarownych sytuacjach nieskuteczne okazują się Leciejewska i Sales. Rolę egzekutorki przyjęła więc Paulina Pawlak, która swoimi rajdami pod kosz wyprowadziła gdynianki na pierwsze w tym meczu prowadzenie 74:73. W gdyńskiej hali euforia, mistrzostwo znów było bardzo blisko. Na minutę przed końcem gdynianki prowadziły, a w tej kwarcie faulowały zaledwie dwa razy przy pięciu faulach Wisły, co stawiało Lotos w lepszej sytuacji.

Jednak końcówka należała do krakowianek. Rzuty osobiste De Forge i niecelny rzut Pawlak dały Wiśle jednopunktowe prowadzenie na 40 sekund do końca. Kolejną akcję koszykarki z Krakowa skutecznie wykończyły. Do końca zostało 20 sekund co zmusiło Lotos do rzutu za trzy punkty, jak się okazało niecelnego. Dwa punkty z osobistych zdobyła Skerwovic, a Wisła prowadziła 79:74. Lotos odpowiedział trójką Sales. Koszykarki z Gdyni zmuszone były jednak faulować rywalki. Z osobistych Holdsclaw zdobyła kolejne dwa punkty ustalając rezultat na 81:77. Próba White za trzy była niecelna i na 9 sekund przed końcem meczu dwukrotnie z linii rzutów osobistych trafiła bohaterka spotkania Holdsclaw. Amerykanka zdobyła w tym meczu 28 punktów. Dobrą skutecznością popisała się również De Forge zdobywając 22 punkty. Wynik spotkania 83:79. Historia sprzed roku się powtarza, o tym kto zostanie mistrzem Polski zdecyduje siódme spotkanie w Krakowie.

Porażka Lotosu w głównej mierze tkwiła w dużej ilości strat. W całym meczu było ich 18. Na konferencji prasowej trener Lotosu Roman Skrzecz przyznał, że był to podstawowy mankament w grze gdynianek. - Gratuluje wygranej zespołowi gości. Wisła wydostała się z trudnego położenia, My przespaliśmy trzecią kwartę, będziemy jednak walczyć do końca - skwitował opiekun zespołu z Gdyni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Muszę się przyznać Marcinie do błędu. Od małego chodzę na koszykówkę w Gdyni i głupio się przyznać do takich bubli. Szczerze mówiąc od zawsze myślałem, że to nazwisko przez "ń" się pisze. Jakoś nigdy w żadnych materiałach, relacjach, statystykach, a nawet na koszulce Eweliny tego nie zauważyłem..... ale dziękuję za zwrócenie na to uwagi. Widać człowiek uczy się całe życie:)

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.05.2007 12:40

To się powtarza już w ktoryms tekscie - nie ma takiej zawodniczki jak Kobryń. Jest Kobryn.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Się dzieje ostatnio he he ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.