Facebook Google+ Twitter

"Łowcy głów" – czyli Rabunku! Przemocy!

Korporacyjny headhunter sam staje się zwierzyną dla wytrawnego przeciwnika. Od piątku 25 maja "Łowcy głów" w kinach. Już dziś w Wiadomosciach24.pl recenzja tego oblanego litrami czerwonej krwi i czarnego humoru kryminału.

 / Fot. Materiały prasoweW ostatnim czasie, po kilku latach przerwy, można zaobserwować powrót do trendu (prze)estetyzowania wizerunku przemocy w kinie głównego nurtu. O ile dla widzów uważnie śledzących filmy akcji na początku lat 90. przemoc na ekranie nie była niczym nowym, bo po filmach typu „Człowiek pogryzł psa”, „Leon zawodowiec”, czy „Wściekłe psy” trudno było się spodziewać nowych wrażeń, to na przełomie wieków nastąpił rozłam na filmy tak krwawe, że aż nieoglądane dla większości normalnych widzów, przez co popadające w nisze i na te, które wpisują się w łagodny trend popularny, dokonujące swoistej autocenzury. Po filmach takich jak „Piła”, czy „Hostel” i ich licznych kontynuacji i powieleń filmowcy przestali traktować problem przemocy serio – albo brnęli w masakrę dla zwolenników kina gore, albo uważali z pokazywaniem przemocy tak, żeby nie podpaść pod ucinającą sporą audiencję zbyt zawyżoną kategorię wiekową w Ameryce (przemoc „Matrixa”, „Władcy pierścieni”, „Incepcji”, „Avatara”, etc – jest umowna mimo tego, że reżyserzy tych dzieł wcześniej przelewali hektolitry krwi w różnych „Brudnych pieniądzach”, „Martwicach mózgu”, „Memento”, czy „Obcych”).

Kilka filmów z ostatniego czasu takich jak „Drive” bądź seriali pokroju „Dexter” i „Breaking Bad” odważnie przełamuje podobne bariery. To, co oglądamy w kinie i na ekranie telewizorów, jednocześnie dostarcza nam krwawej rozrywki znanej z czasów rzymskich, jak i zadaje pytanie o sens przemocy w ogóle. Nie liczy się serwowany obraz zbrodni, ale wnikanie w duszę mordercy i pokazywanie, że w sumie każdy mógłby nim być, a niektórzy w sposób wirtualny są nimi faktycznie. Czasami makabra doprowadzona jest też do postmodernistycznej granicy absurdu – takiego, w którym bohater, ukrywając się przed pościgiem, pływa we krwi zmasakrowanych ofiar wypadku drogowego, albo ociekając fekaliami toczy śmiertelny pojedynek z morderczym psem, który zaraz potem kończy nadziany na widły maszyny rolniczej.

Właśnie takie poetyckie sceny towarzyszą norweskim „Łowcom głów” Mortena Tylduma, którzy wprawdzie nie są hollywoodzcy, ale z tradycji amerykańskich thrillerów korzystający garściami (flaków). Podstawą scenariusza filmu jest powieść kryminalna Jo Nesbø, ale od wątków znanych z powieści skandynawskich bliżej twórcom do wspomnianych przeze mnie wzorców – amerykańskiego „Drive”, którego reżyser (Refn) jest poniekąd Skandynawem. W odróżnieniu od kilku innych twórców, których wymieniać tu już nie będę Tyldum tak jak Refn ucieka jednak od gry gatunkami, dostateczną radość sprawia mu strącenie swojego bohatera do piekła na ziemi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.