Facebook Google+ Twitter

LŚ: USA w finale! Brazylia pokonana!

Reprezentacja Stanów Zjednoczonych sprawiła prawdziwą niespodziankę. Amerykanie pokonali w pierwszym meczu półfinałowym Final Six Ligi Światowej w Rio de Janeiro, ekipę gospodarzy - Brazylię, 3:0 i to oni zagrają w wielkim finale!

Przed spotkaniem mówiło się, że USA będzie stać na wygranie jednego, może dwóch setów. Nikt nie przypuszczał, że siedmiokrotni zwycięscy Ligi Światowej przegrają ten półfinał, zwłaszcza, że grali u siebie.

Kapitalne otwarcie


Kadr ze spotkania Brazylia-USA. / Fot. PAP EPAPojedynek rozpoczął się od fenomenalnej akcji w wykonaniu obu zespołów, którą wygrali Brazylijczycy blokując Claytona Stanleya. Amerykanie jednak się nie przejęli tym za bardzo. Grali bardzo dobrze na wybloku i świetnie w obronie. Dotykali praktycznie wszystkie piłki. Co chwilę oglądaliśmy kapitalne wymiany. Canarinhos zaczęli od skutecznej gry blokiem, a przekonał się o tym między innymi William Priddy.

Na blok Brazylijczyków nadział się, po raz trzeci już Stanley i USA przegrywało 5:7. Po przerwie technicznej Amerykanie wyprowadzili dwie skuteczne kontry i wyszli na prowadzenie. Po kolejnym kontrataku wykończonym przez Davida Lee było 12:10. Gospodarze wzmocnili jednak zagrywkę i zdobyli trzy punkty w jednym ustawieniu.

Po serwie André Nascimento piłka "zatańczyła" na taśmie i spadła tuż na siatką, zaskakując Amerykanów. Po tym asie zawodnicy zeszli na przerwę techniczną przy dwupunktowym prowadzeniu Brazylii. Po błędzie dotknięcia siatki przez Marcelinho mieliśmy remis 18:18. Po chwili Amerykanie pierwszy raz zablokowali André i o czas poprosił Bernardo Rezende.

Po przerwie reprezentacja Stanów Zjednoczonych utrzymywała prowadzenie. Bardzo dobrze grał Riley Salmon, który kończył wszystkie ataki. Po autowym ataku ze środka Gustavo Endresa USA prowadziło 24:22. Partię atomowym atakiem z lewego skrzydła zakończył William Priddy.

Fatum gospodarzy?


As serwisowy Dante Amarala rozpoczął drugą odsłonę. Brazylijczycy jakby trochę podrażnieni wyszli na prowadzenie 3:1. Amerykanie szybko doprowadzili do wyrównania, a duża w tym zasługa Claytona Stanleya, który złapał pojedynczym blokiem Gibe. I właśnie ten element zaczął dobrze funkcjonować w grze ekipy zza oceanu. Po kontrze wykończonej przez Stanleya było 7:5.

Gdy linię podczas ataku z szóstej strefy przekroczył Giba, USA miało już trzy punkty przewagi. Po kolejnej kontrze wykończonej przez Stanleya, wygrywali 11:7. Amerykanie utrzymywali czteropunktową przewagę, do czasu gdy na boisku pojawił się Samuel Fuchs, który zmienił André. Młody Brazylijczyk od razu "złapał" na pojedynczym bloku Stanleya.

O czas poprosił Hugh McCutcheon. Pomogło, bo po ataku Rileya Salmona, Amerykanie prowadzili na drugiej przerwie technicznej 16:13. Rodrigão zmienił Gustavo. Po fenomenalnym plasie Williama Priddy'ego praktycznie zza antenki, było już 19:15. Na boisku pojawił się Bruno Rezende, a także Scott Touzinsky, który wszedł jednak tylko an zagrywkę.

Jego zadaniem było wykonanie mocnego serwisu. Piłka po jego zagrywce zahaczyła o taśmę i spadła tuż za siatką, kompletnie myląc gospodarzy. Amerykanie wyczyniali dzisiaj cuda w obronie. Canarinhos starali się jak mogli, ale przewaga była dość spora. Nie pomogły asy serwisowe Giby i Bruno. Seta zakończył Clayton Stanley, USA prowadziło już 2:0 i sensacja wisiała w powietrzu.

Zasłużone zwycięstwo


Na boisku pozostał Bruno, a także Samuel i Rodrigão. Amerykanie rozpoczęli od skutecznego, potrójnego bloku na Gibie, a po chwili w aut uderzył Samuel i było 2:0. USA prezentowało całkowicie inna siatkówkę, niż w dwóch poprzednich spotkaniach. Widocznie dobrze dał im jeden dzień odpoczynku. Jednak po błędzie Lloya Balla to Brazylia prowadziła 8:7.

Ich gra wydawało się, że zaczyna wyglądać coraz lepiej. Po bloku na Stanleyu wygrywali 10:8. Amerykanie nie dali jednak za wygraną i doprowadzili do remisu (14:14). Wtedy na zagrywce pojawił się wcześniej wspomniany Stanley. Po jego świetnych jego trzech asach serwisowych USA prowadziło 18:14. Anderson zmienił Samuela Fuchsa.

Świetne radził sobieł Riley Salomon, który jak profesor obijał blok rywali. Canarinhos jak przystało na mistrzów świata, nie dali za wygraną i po asie serwisowym Dante przegrywali już tylko jednym oczkiem. Brazylijczycy w końcu zablokowali Salmona i mieliśmy remis (22:22).

Chwilę później w ataku pomylił się Priddy i gospodarze mili pierwszą piłkę setową. Nie zdołali jednak jej wykorzystać i obserwowaliśmy grę na przewagi. Po ataku w aut Dante, USA prowadziło 26:25. Presji nie wytrzymał Anderson, który również nie trafił w "pomarańczowe" i Amerykanie oszaleli z radości.

Porażka Brazylii w półfinale Ligi Światowej jest sporą sensacją. Nikt nie sądził, że ktoś jest im w stanie zagrozić. Zwłaszcza Amerykanie, którzy z trudnością wywalczyli awans do tej fazy turnieju. W tym spotkaniu pokazali jednak to co charakteryzuje drużyny światowej klasy. Zagrali fenomenalnie w obronie i na kontrze. Świetnie grał Lloy Ball, Clayton Stanley, William Priddy, David Lee, Riley Salmon, Ryan Millar i Richard Lambourne, czyli cały podstawowy skład. Nikt nie zawiódł. To zwycięstwo stawia już teraz USA w gronie faworytów Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Ten mecz natomiast z pełną odpowiedzialnością mogę nazwać najlepszym spotkaniem w tym roku. Nie brakowało tu niczego. Wspaniałe obrony, mocne ataki, spektakularne bloki. jednym słowem, to co kibic siatkówki lubi najbardziej.

Brazylia - USA 0:3
(23:25, 22:25, 25:27)

Składy:

Brazylia: Marcelinho, Gustavo Endres, André Heller, Giba, Dante Amaral, André Nascimento, Sergio (libero) oraz Bruno Mossa de Rezende, Samuel Fuchs, Anderson i Rodrigão.
Trener: Bernardo Rezende

USA: Lloy Ball, Ryan Millar, David Lee, William Priddy, Riley Salmon, Clayton Stanley, Richard Lambourne (libero) oraz Tom Hoff i Scott Touzinsky.
Trener: Hugh McCutcheon

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.