Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Wydarzenia > Polska > Lubelszczyzna: Pożar od pioruna w Romanówce

Pozycja materiału w rankingach:

80708 miejsce

Dział: Polska

Ocena: 0pkt

Oceń:

Lubelszczyzna: Pożar od pioruna w Romanówce


W Romanówce, gm. Wojciechów w pow. lubelskim, w wyniku uderzenia pioruna spłonął dach stodoły oraz przyczepa rolnicza. Zniszczeniu uległy też zgromadzone w budynku stodoły słoma i siano.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:FIRE_01.JPGDzisiaj, w godzinach popołudniowych, przez gminę Wojciechów w pow. lubelskim przeszła kolejna gwałtowna burza. Zakończyła się tragicznie dla właścicieli jednego z gospodarstw w Romanówce. Od pioruna zapaliła się stodoła stojąca w zwartej zabudowie. Kilka budynków stanowiło jeden kompleks gospodarczy.

Straty właścicieli są dość poważne. Spłonął dach, zaś murowane ściany, pomimo zachowanej przez strażaków ostrożności (wysoka temperatura ognia plus zimna woda), również będą wymagały naprawy. Problemem była zwarta zabudowa i bardzo duże niebezpieczeństwo przerzucenia się ognia przez dachy na kolejne budynki.

Niestety, pomimo natychmiastowej akcji gaśniczej, spaleniu uległ dach jednej stodoły, zniszczona została jej zawartość. Jak podają strażacy, spłonęła również przyczepa rolnicza. Oczywiście słoma i siano uległy totalnemu zniszczeniu - zalane przez wodę z silnej ulewy i samochodów gaśniczych prawdopodobnie nie zostaną już wykorzystane. Dzięki sprawnej akcji gaśniczej JRG PSP z Bełżyc i pięciu jednostek OSP z gminy Wojciechów, uratowano jednak sąsiednie dwie stodoły i kilka budynków gospodarczych oraz budynek mieszkalny.

Na miejscu zostały dwie jednostki OSP, które mają zapobiec ewentualnemu ponownemu wybuchowi ognia. Pozostaną na pogorzelisku do rana. Szybka i skuteczna pomoc strażaków była możliwa dzięki nowym studniom głębinowym przy OSP Wojciechów (trzy tankowania) oraz przy Domu Biesiadnym w Wojciechowie. Z tej drugiej korzystały wszystkie jednostki kilkakrotnie. Na gorąco oszacowano, że z tej ostatniej studni tankowano około dwudziestokrotnie. W akcji wzięło udział ponad trzydziestu ratowników.
Andrzej Moroz OFFline profil autora

Autor: Andrzej Moroz

Napisz do autora

Artykuły (20) Galerie (1) Średnia ocen (4.45)

Wiek: 49 | Miejscowość: Wojciechów Lubelski | Kraj: Polska

O mnie: Psychopedagog. Widzę świat lepszym, niż jest! Ale to pomaga mi na niego patrzeć bardziej pozytywnie :)

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 2

Sortuj komentarze:

Andrzej Moroz 27.06.2009 11:46

Ocena: Ocena pozytywna 21 Ocena negatywna 22

Tej samej nocy ogień jednak nie dał za wygraną człowiekowi. Od 2.00 konieczne było "wlanie" czterech kolejnych zbiorników wody w zgliszcza i słomę. Zadanie dokończyła OSP Wojciechów. Od 2.30 do 3.00 przez gminę przeszla kolejna burza z ogromną ulewą. Tym razem jednak - i na szczęście - obyło się bez pożarów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Moroz 25.06.2009 23:43

Ocena: Ocena pozytywna 31 Ocena negatywna 29

Byłem dzisiaj świadkiem zadziwiającej ludzkiej beztroski. W trakcie dogaszania w/w. pożaru, ratownicy otrzymali zgłoszenie o drugim pożarze w nieodległych Olszynkach (część Wojciechowa). Do zgłoszenia z miejsca dogaszanego już pożaru natychmiast wyjechał nasz wóz bojowy. To nie była duża odległość, około 2,5 - 3 km, ale za to gruntową, rozmiękłą drogą. Razem ze "starszyzną" z jednostki pojechaliśmy za nim osobowym Renault Kangoo. Znamy ten teren doskonale. Mieszkam 400 metrów dalej. Właściwie tylko z jednego miejsca w okolicy, z komina uchodził dym. Zero "prawdziwego", pozarowego zadymienia. Ciężki samochód został na asfalcie, do którego odjechaliśmy. Ja osobówką ruszyłem w górę - mamy tutaj takie wąwozy i wysokie skarpy, więc wysyłanie ciężkiego wozu w takich warunkach z ryzykiem, że może mieć kłopoty z zawróceniem w grząskim terenie byłoby nierozsądne. Kiedy my objeżdżaliśmy boczne drogi gruntowe, dopytując mieszkańców o pożar, strażacy z wozu bojowego usiłowali dowiedzieć się o miejscu pożaru od innych ludzi. Po chwili wiedzieliśmy, że to było fałszywe wezwanie. Ktoś zrobił sobie bardzo niestosowny żart. Na szczęście nie było już potrzeby intensywnego zaangażowania w miejscu prawdziwego pożaru! Zresztą tam pozostało kilka jednostek. Krótka narada i wróciliśmy... Pozostało jednak pytanie: dlaczego ludzie są tacy nieodpowiedzialni! W tej sytuacji nic się nie wydarzyło. Odrywanie jednak jednego zespołu i kierowanie go w trudny teren to nie był już żart. To było nieodpowiedzialne oderwanie załogi z miejsca, w którym była naprawdę potrzebna.

Mundury już schną. Samochody napełnione wodą i umyte - w gotowości czekają w garażach. Ratownicy w domach. A w telewizji zapowiadają kolejne gwałtowne burze.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.