Pozycja materiału w rankingach:
Ciekawe kampanie na rzecz wspomagania badań nad chorobą czy też uświadamiające nam jej istnienie są zawsze w cenie. Niestety inwencja często zawodzi pomysłodawców, którzy chcą dobrze, ale skutek ich działań jest często odwrotny.

Takim oto przypadkiem możemy nazwać choćby ostatnią facebookową akcję pań, które, chcąc uświadamiać społeczeństwo o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą rak, postanowiły wpisywać na swojej tablicy informację o tym, gdzie lubię wieszać/zostawiać swoją torebkę. Zabawa polega na tym, iż w statusie na portalu widnieje wpis np. ''lubię na stole'', a płeć przeciwna, która z powodów oczywistych w akcję nie została zaangażowana, pozostaje w sferze domysłów nad tym, co owa pani lubi na tym stole robić.Zobacz także:
Artykuły
(137)
Galerie
(63)
Średnia ocen
(4.18)
Miejscowość: Toruń | Kraj: Polska
O mnie: Więcej niż pasjonatka muzyki. Ja nią żyję. Piszę o niej dla wielu tytułów. Staram się promować młodych utalentowanych muzycznie artystów w sieci, między innymi na Twitterze - http://twitter.com/#!/AgaSays oraz swoim blogu... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
men 13.12.2010 00:20
Od początku wiedziałem, że chodzi o torebke. Łatwo się było domyśleć.
Adam Podgórski 18.10.2010 22:12
Niestety, bardzo czesto mądre problemy giną w tłoku glupich kampanii i happeningów.
Alicja Pływaczyk 18.10.2010 09:26
Pani Joanno :)
Jestem podobnego zdania i dlatego blondynkę umieściłam w cudzysłowie.
Nie wnikam czyim wytworem są dowcipy o blondynkach, ale i w dowcipach można dostrzec, że panowie, których poziom świadomości o blondynce nie wykracza poza dowcip - mogą zostać zaskoczeni :)))
BLONDYNKA W BANKU
Przychodzi pewnego razu blondynka do banku i prosi o kredyt gotówkowy na miesiąc.
Urzędnik pyta się ile chce pieniędzy i jakie ma zabezpieczenie.
Blondynka chce 35 tys. złotych kredytu na wyjazd na wakacje.
W ramach zabezpieczenia zostawi swoje Lamborgini.
Urzędnik węsząc dobry interes daje jej kredyt na żądaną sumę pieniędzy i zabiera samochód.
Po miesiącu blondynka wraca oddaje 35 tys. kredytu i 14 złotych odsetek. Odbiera samochód.
Zdziwiony urzędnik mówi, że sprawdzili ją i okazuje się, że ma konto w ich banku na 3 mln dolarów,
więc dlaczego brała kredyt gotówkowy. Na to blondynka odpowiada:
- A gdzie ja bym znalazła płatny parking na miesiąc za 14 złotych.
BLONDYNKA I PRAWNIK
Blondynka i prawnik siedzą obok siebie w samolocie.
Prawnik pyta, czy nie zechciałaby zagrać z nim w ciekawa grę.
Blondynka mówi, ze jest zmęczona, odwraca się do okna i próbuje zasnąć.
Ten jednak nalega i wyjaśnia, że "gra" jest bardzo prosta i wesoła.
Mianowicie będą zadawać sobie pytania i jeśli któreś nie zna odpowiedzi - płaci 5$.
Ona odmawia i znowu próbuje zasnąć, ale prawnik nie daje jej spokoju i proponuje inny układ:
jeśli ona nie będzie znała odpowiedzi - płaci 5$, jeśli natomiast on nie będzie znał - płaci 5000$.
To przykuwa jej uwagę, poza tym i tak zdaje sobie sprawę, że on nie da jej spokoju,
dopóki nie zagra w jego grę, wiec zgadza się.
Prawnik zadaje wiec pytanie pierwszy:
- Jaka jest odległość pomiędzy ziemia, a księżycem?
Blondynka bez słowa sięga do portfela i wyjmuje banknot 5$.
Ok - mówi prawnik - twoja kolej...
- Co to jest, wchodzi na górę na trzech nogach, a schodzi na dwóch?
Prawnik jest zaskoczony, wytęża umysł i nic, dzwoni do znajomych,
wysyła maile, przeszukuje internet i nic.
Po godzinie poddaje się i wypisuje czek na 5000$.
Ona przyjmuje, odwraca się i próbuje zasnąć.
Prawnik jest jednak ciekaw odpowiedzi i pyta:
- Co to jest, co wchodzi na górę na trzech nogach, a schodzi na dwóch?
Blondynka odwraca się i wyciąga banknot 5$.
Joanna 16.10.2010 16:06
Pani Alicjo, szkoda , że tak nisko ocenia pani poziom świadomości blondynek, osobiście znam kilka pań o tym odcieniu włosów o wybitnej inteligencji i zawsze wydawało mi się, że sexistowskie kawały o blondynkach to wytwór mężczyzn ;-)
Alicja Pływaczyk 14.10.2010 17:50
;)
Strach pomyśleć o reakcji "blondynki" ze znanych dowcipów, która trafi na tę kampanię.
Zamiast profilaktyki będzie szukała miejsca na torebkę.
ziuta ziucinska 14.10.2010 17:32
Właśnie mija rocznica mojej choroby. Jestem już zdrowa. A jednak taka akcja "solidarności" wg mnie ujmuje wszelaką wagę problemowi. Taka zabawa udająca, że ma sens. I jeszcze pseudo-szczytny cel. To takie zmarnowanie pomysłu i tyle. Skierowanie uwagi na skojarzenia dotyczące autorek, zamiast promowanie czegoś "z głową". To żałosne. Nic dodać, nic ująć. Żałosne trwonienie energii, zainteresowania i akcji.
Katarzyna Anna Głuszak 13.10.2010 07:36
zgadzam się z autorką - otrzymując te wiadomości na fb ani nie podaję dalej, ani nie wstawiam w opis, gdzie trzymam torebkę.
Popieram potrzebę popularyzacji problemu nowotworów, ale ta akcja z torebką choć wieloznaczna i zwracająca uwagę, akurat w tym kontekście jest pozbawiona najmniejszego sensu, staje się kolejnym głupawym łańcuszkiem. Tyle dobrego, że bez adnotacji klasycznej łańcuszkowej adnotacji : "jak nie prześlesz do znajomych, umrzesz/będziesz mieć pecha/ nie znajdziesz faceta"
Olga Karolewicz 13.10.2010 03:21
Czytanie ze zrozumieniem nie boli. Gdzie w poniższym zdaniu jest mowa o solidaryzowaniu się kobiet?
"Moja kolezanka zasugerowala abysmy my kobiety, zrobily cos specjalnego na FACEBOOK w celu zwiekszenia swiadomosci na temat walki z rakiem piersi"
Jednak "chodziło" o zwiększenie świadomości. "Lubię na małym, czerwonym stołeczku w sypialni, jeśli jest mokra" - to zwiększa moją świadomość na temat walki z rakiem piersi jak mało który wpis na facebooku.
Olga Karolewicz 13.10.2010 03:01
Do Ona20.
Każdy sposób jest dobry? Jeśli napiszę: "lubię na komodzie" to to jest SPOSÓB na propagowanie kampanii antyrakowej?
W rozpowszechnianym, "torebkowym" mailu NIE MA żadnej informacji na temat choroby lub profilaktyki; PRZYPOMNIEĆ to sobie można o tym, że nie wyłączyło się żelazka a o mammografii należy pamiętać i ją robić regularnie (i umieścić wpis w okienku facebookowym: Była na mammografii, popieram kampanię antyrakową, lubię w korytarzu); mężczyźni zwracają uwagę na te wpisy i co z tego, skoro spławia się ich, nie mówiąc o co chodzi i zasiewa się gąszcz erotycznych aluzji. "Lubię w wannie"? Szczerze wątpię, że torebkę.
anna blaszczyk 12.10.2010 20:05
każdy potrafi krotykować, nikt nie zacznie działać. doskonalym przydkladem jest chociazby autorka tekstu- łatwiej napisac ze to bez sensu, zamiast naisac dobry artykul zeby uswiadomic kobiety i zachecic je do badan. ale moze to i dobrze? jak bedzie wiecej informacji nt "infantylnosci" akcji to tez zawsze metoda promocji.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +6666)