Facebook Google+ Twitter

Lubię na kanapie, czyli słowo o kampanii społecznościowej

Ciekawe kampanie na rzecz wspomagania badań nad chorobą czy też uświadamiające nam jej istnienie są zawsze w cenie. Niestety inwencja często zawodzi pomysłodawców, którzy chcą dobrze, ale skutek ich działań jest często odwrotny.

 / Fot. logo"Liegende auf der Couch". 1919 r. / Fot. Otto MuellerTakim oto przypadkiem możemy nazwać choćby ostatnią facebookową akcję pań, które, chcąc uświadamiać społeczeństwo o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą rak, postanowiły wpisywać na swojej tablicy informację o tym, gdzie lubię wieszać/zostawiać swoją torebkę. Zabawa polega na tym, iż w statusie na portalu widnieje wpis np. ''lubię na stole'', a płeć przeciwna, która z powodów oczywistych w akcję nie została zaangażowana, pozostaje w sferze domysłów nad tym, co owa pani lubi na tym stole robić.

Kiedy kilka dni temu przeczytałam takowy wpis po raz pierwszy przez myśl przeszło mi wpierw dość jednoznaczne skojarzenie. Bo co można sobie pomyśleć czytając wpis ''lubię na kanapie'', gdy obok widzę profilowe zdjęcie wyginającej się zachęcająco dziewczyny... Uwaga, walczę z rakiem? Zapewne nie.

Obserwując rozwój akcji zauważyłam falangę męskich wpisów pod takowymi statusami, głównie z pytaniami ''Naprawdę, nie wiedziałem'' bądź ''A ja lubię w samochodzie''. Czy można tu winić męską cześć świata za proste myślenie i jednoznaczne skojarzenia, kiedy ma się do czynienia z czymś tak prostackim i nieprzemyślanym?

Bo panie, zamiast wyjaśniać o co im chodzi, bawią się z panami w kotka i myszkę, pisząc gdzieniegdzie enigmatycznie "a oni nie wiedzą o co chodzi". Zastanawia mnie głęboko fenomen takiego rodzaju kampanii na rzecz raka, czasem bezmyślnie powielanych metodą łańcuszka przez tysiące osób. Choroba to ostatnia rzecz, o jakiej można by pomyśleć, czytając takiego rodzaju wpisy. Kogo tu mamy uświadamiać? Czym? Tym, gdzie lubię wieszać swoją torebkę? Szkoda, że w XXI wieku wciąż brak pomysłu na jakąś błyskotliwą kampanię zwiększającą naszą świadomość na chorobę, która zabija miliony osób na całym świecie...

Zobacz również: A ty gdzie to lubisz?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (42):

Sortuj komentarze:

men
  • men
  • 13.12.2010 00:20

Od początku wiedziałem, że chodzi o torebke. Łatwo się było domyśleć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety, bardzo czesto mądre problemy giną w tłoku glupich kampanii i happeningów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Joanno :)
Jestem podobnego zdania i dlatego blondynkę umieściłam w cudzysłowie.
Nie wnikam czyim wytworem są dowcipy o blondynkach, ale i w dowcipach można dostrzec, że panowie, których poziom świadomości o blondynce nie wykracza poza dowcip - mogą zostać zaskoczeni :)))

BLONDYNKA W BANKU
Przychodzi pewnego razu blondynka do banku i prosi o kredyt gotówkowy na miesiąc.
Urzędnik pyta się ile chce pieniędzy i jakie ma zabezpieczenie.
Blondynka chce 35 tys. złotych kredytu na wyjazd na wakacje.
W ramach zabezpieczenia zostawi swoje Lamborgini.
Urzędnik węsząc dobry interes daje jej kredyt na żądaną sumę pieniędzy i zabiera samochód.
Po miesiącu blondynka wraca oddaje 35 tys. kredytu i 14 złotych odsetek. Odbiera samochód.
Zdziwiony urzędnik mówi, że sprawdzili ją i okazuje się, że ma konto w ich banku na 3 mln dolarów,
więc dlaczego brała kredyt gotówkowy. Na to blondynka odpowiada:
- A gdzie ja bym znalazła płatny parking na miesiąc za 14 złotych.

BLONDYNKA I PRAWNIK
Blondynka i prawnik siedzą obok siebie w samolocie.
Prawnik pyta, czy nie zechciałaby zagrać z nim w ciekawa grę.
Blondynka mówi, ze jest zmęczona, odwraca się do okna i próbuje zasnąć.
Ten jednak nalega i wyjaśnia, że "gra" jest bardzo prosta i wesoła.
Mianowicie będą zadawać sobie pytania i jeśli któreś nie zna odpowiedzi - płaci 5$.
Ona odmawia i znowu próbuje zasnąć, ale prawnik nie daje jej spokoju i proponuje inny układ:
jeśli ona nie będzie znała odpowiedzi - płaci 5$, jeśli natomiast on nie będzie znał - płaci 5000$.
To przykuwa jej uwagę, poza tym i tak zdaje sobie sprawę, że on nie da jej spokoju,
dopóki nie zagra w jego grę, wiec zgadza się.
Prawnik zadaje wiec pytanie pierwszy:
- Jaka jest odległość pomiędzy ziemia, a księżycem?
Blondynka bez słowa sięga do portfela i wyjmuje banknot 5$.
Ok - mówi prawnik - twoja kolej...
- Co to jest, wchodzi na górę na trzech nogach, a schodzi na dwóch?
Prawnik jest zaskoczony, wytęża umysł i nic, dzwoni do znajomych,
wysyła maile, przeszukuje internet i nic.
Po godzinie poddaje się i wypisuje czek na 5000$.
Ona przyjmuje, odwraca się i próbuje zasnąć.
Prawnik jest jednak ciekaw odpowiedzi i pyta:
- Co to jest, co wchodzi na górę na trzech nogach, a schodzi na dwóch?
Blondynka odwraca się i wyciąga banknot 5$.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Joanna
  • Joanna
  • 16.10.2010 16:06

Pani Alicjo, szkoda , że tak nisko ocenia pani poziom świadomości blondynek, osobiście znam kilka pań o tym odcieniu włosów o wybitnej inteligencji i zawsze wydawało mi się, że sexistowskie kawały o blondynkach to wytwór mężczyzn ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

;)
Strach pomyśleć o reakcji "blondynki" ze znanych dowcipów, która trafi na tę kampanię.
Zamiast profilaktyki będzie szukała miejsca na torebkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
ziuta ziucinska
  • ziuta ziucinska
  • 14.10.2010 17:32

Właśnie mija rocznica mojej choroby. Jestem już zdrowa. A jednak taka akcja "solidarności" wg mnie ujmuje wszelaką wagę problemowi. Taka zabawa udająca, że ma sens. I jeszcze pseudo-szczytny cel. To takie zmarnowanie pomysłu i tyle. Skierowanie uwagi na skojarzenia dotyczące autorek, zamiast promowanie czegoś "z głową". To żałosne. Nic dodać, nic ująć. Żałosne trwonienie energii, zainteresowania i akcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

zgadzam się z autorką - otrzymując te wiadomości na fb ani nie podaję dalej, ani nie wstawiam w opis, gdzie trzymam torebkę.

Popieram potrzebę popularyzacji problemu nowotworów, ale ta akcja z torebką choć wieloznaczna i zwracająca uwagę, akurat w tym kontekście jest pozbawiona najmniejszego sensu, staje się kolejnym głupawym łańcuszkiem. Tyle dobrego, że bez adnotacji klasycznej łańcuszkowej adnotacji : "jak nie prześlesz do znajomych, umrzesz/będziesz mieć pecha/ nie znajdziesz faceta"

Komentarz został ukrytyrozwiń
Olga Karolewicz
  • Olga Karolewicz
  • 13.10.2010 03:21

Czytanie ze zrozumieniem nie boli. Gdzie w poniższym zdaniu jest mowa o solidaryzowaniu się kobiet?

"Moja kolezanka zasugerowala abysmy my kobiety, zrobily cos specjalnego na FACEBOOK w celu zwiekszenia swiadomosci na temat walki z rakiem piersi"

Jednak "chodziło" o zwiększenie świadomości. "Lubię na małym, czerwonym stołeczku w sypialni, jeśli jest mokra" - to zwiększa moją świadomość na temat walki z rakiem piersi jak mało który wpis na facebooku.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Olga Karolewicz
  • Olga Karolewicz
  • 13.10.2010 03:01

Do Ona20.
Każdy sposób jest dobry? Jeśli napiszę: "lubię na komodzie" to to jest SPOSÓB na propagowanie kampanii antyrakowej?
W rozpowszechnianym, "torebkowym" mailu NIE MA żadnej informacji na temat choroby lub profilaktyki; PRZYPOMNIEĆ to sobie można o tym, że nie wyłączyło się żelazka a o mammografii należy pamiętać i ją robić regularnie (i umieścić wpis w okienku facebookowym: Była na mammografii, popieram kampanię antyrakową, lubię w korytarzu); mężczyźni zwracają uwagę na te wpisy i co z tego, skoro spławia się ich, nie mówiąc o co chodzi i zasiewa się gąszcz erotycznych aluzji. "Lubię w wannie"? Szczerze wątpię, że torebkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
anna blaszczyk
  • anna blaszczyk
  • 12.10.2010 20:05

każdy potrafi krotykować, nikt nie zacznie działać. doskonalym przydkladem jest chociazby autorka tekstu- łatwiej napisac ze to bez sensu, zamiast naisac dobry artykul zeby uswiadomic kobiety i zachecic je do badan. ale moze to i dobrze? jak bedzie wiecej informacji nt "infantylnosci" akcji to tez zawsze metoda promocji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.