Facebook Google+ Twitter

Lubisz stać w kolejkach i pisać podania? Idź na studia! Prawda o polskich uczelniach

Uniwersytet - to brzmi dumnie. Szkoda, że jedynie brzmi. Wybierając się na studia wyższe, każdy maturzysta liczy na to, że w końcu poczuje się dorosły, samodzielny i traktowany jak inteligentny człowiek. I na "liczeniu" niestety się kończy.

Studenci w kolejce do dziekanatu na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej / Fot. Andrzej Banas/Gazeta KrakowskaWracając myślami do ubiegłego roku akademickiego i rozpoczęcia nauki w krainie nazywanej "uniwerkiem", przychodzi mi do głowy przede wszystkim jedno wspomnienie - kilkugodzinna kolejka do przesympatycznych pań z dziekanatu, które z wielką radością wydawały legitymacje i co najlepsze w tym wszystkim, legitymacji większości czekających osób wcale nie miały. Pomyślałam wtedy jednak, że to tylko takie małe niedociągnięcie spowodowane sprawami organizacyjnymi, bo przecież to już nie jest liceum. Teraz już wiem, jak bardzo się wtedy myliłam...

Studia nauczą człowieka przede wszystkim cierpliwości. Szczególnie takiej, która przyda się później w różnego typu urzędach. Osoba nie mająca styczności ze studiowaniem, nie zdaje sobie nawet sprawy, ile tej wyżej wymienionej cechy musi mieć w sobie student. Jest ona potrzebna do załatwienia czegokolwiek, ponieważ żeby być zauważonym w dziekanacie, należy najpierw napisać podanie, najlepiej chyba byłoby gdyby posiadało ono dwa zdjęcia i załącznik o treści "i tak wiem, że to nie przejdzie". Oczywiście na jego rozpatrzenie, jak w każdej porządnej instytucji, powinny być dwa tygodnie, chyba że sprawa jest pilna, wtedy tylko jeden.

Warto również wiedzieć, że idąc z pytaniem do dziekanatu należy przeczytać wszelkiego rodzaju informacje, bo może akurat gdzieś tam, malutką czcionką, znajduje się wzmianka na temat tego, co nas interesuje. Jest to szczególnie ważne, ponieważ w ten sposób można oszczędzić sobie, jakże sympatycznego komentarza: "proszę mnie nie pytać o takie rzeczy, wszystko jest napisane". Teoretycznie wszystko rzeczywiście jest w regulaminie. Ale tylko teoretycznie. Do tego spisu praw i obowiązków studenta dołączone są setki, porozrzucanych w różnych miejscach załączników, o których nie mają pojęcia nawet wykładowcy.

Ale studia to nie tylko szkoła cierpliwości. To również instytucja, gdzie nie ma miejsca na choroby i problemy osobiste. Tłumacząc swoją nieobecność tym, że dopadła nas choroba, jednak nie na tyle poważna aby iść z nią do lekarza, ot takie zwykłe przeziębienie, dostajesz od wykładowcy komunikat, że musisz zajęcia odrobić lub co gorsza, wyczerpałeś limit jednej nieobecności już wcześniej i jedynym ratunkiem dla Ciebie jest tylko i wyłącznie zwolnienie lekarskie. Należy jednak pamiętać, że w niektórych przypadkach, gdy wykładowca dokładnie sam nie wie jak poradzić sobie z nieobecnością studenta, może stwierdzić, iż Twoja choroba, którą usprawiedliwia zwolnienie lekarskie, nie jest wystarczająco poważna, można by rzec - niewystarczająco chora, aby ją uwzględnić. Ale żeby nie było za pięknie, nawet zwolnienie z powodu pobytu w szpitalu nie jest wystarczająco przekonujące, ponieważ okazując coś takiego, trzeba liczyć się z tym, że wykładowca odeśle Cię do dziekana, ten zaś będzie kazał napisać Ci podanie, które złożyć należy oczywiście w dziekanacie. I czekać. Czekać na odpowiedz z dziekanatu, która najczęściej brzmi następująco: "Proszę się zgłosić do dziekanatu, podanie jest źle napisane. SPRAWA PILNA" lub po prostu dostaje się uprzejme pytanie: "Czy Pani/Pan dalej studiuje?".

Wszystkim licealistom radzę, aby na zajęciach z języka polskiego bez przerwy ćwiczyli pisanie podań, bo to najważniejsza i najbardziej przydatna umiejętność w świecie uniwersyteckim.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

To, że pierwsze roczniki stoją w długiej kolejce do dziekanatu po legitymację jest regułą. I przynajmniej u mnie jest kartka, że w tym dniu obsługiwani są wyłącznie studenci I roku. Zdarza się to raz w roku z uwagi na to, że studentów na pierwszym roku jest sporo. Potem ruch pod drzwiami dziekanatu zdecydowanie się przerzedza. A to, że trzeba być cierpliwym, to raczej dobra cecha. Studentów jest na każdej uczelni cała masa, a ludzi w dziekanacie kilkadziesiąt razy mniej i poniekąd trzeba ich zrozumieć. Pisanie podań, to nie tylko domena studentów, także nie rozumiem krytyki. A to, że wykładowcy nie ufają studentom w ich "choroby" jak nie ma papierka, uczy ich doświadczenie, choć zdarzają się tacy, którzy zrozumieją studenta. Nie jest tak źle, jak się wydaje. Trzeba po prostu odrobiny pokory, cierpliwości i przede wszystkim uśmiechu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech. Chciałbym miec takie problemy jak studenci. Niestety prawdziwe problemy zaczynają się po opuszczeniu Alma Mater.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że najbardziej narzekają studenci, którzy mają wszystko pod nosem. Nie muszą dojeżdżać kilkadziesiąt km na wykłady, na każdy egzamin, po wpis do indeksu. Nie istotna choroba, pogoda, czas, może zwolnienie z pracy. Przy tym kolejki w dziekanacie to żaden problem. W tym przypadku studia faktycznie hartują i uczą cierpliwości. Ja nie narzekam, choć łatwo nie było. Ale bardzo chętnie ten 5-letni etap przeżyłabym jeszcze raz, pod warunkiem, że praca zrekompensowała by mi poświęcony czas i stracone pieniądze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko jest kwestią uczelni. Długotrwałe oczekiwanie do jaśnie wielebnej pani w dziekanacie to nie reguła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polska biurokracją stoi od wieków. A w dziekanatach wciąż panują udzielne księżne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.