Facebook Google+ Twitter

Lublin zakodowany - relacja z ostatnich dni festiwalu

Arvo Part zamknął drugą edycję festiwalu tradycji i awangardy - Kody w Lublinie.

Wiedeńska Orkiestra Warzywna / Fot. Wojciech Kornet, materiały organizatoraZanim dojdziemy do kompozycji Arvo Parta, które zabrzmiały wczoraj, zostały do omówienia dwa dni kameralnych kodowych występów.

Po pierwsze - ostatni dzień na Wirydarzu u Dominikanów, a tam niemałe niespodzianki. W czwartek pod sceną tłoczyły się rodziny z dziećmi, ciekawe "Wyliczanek polskich" wrocławskiego zespołu w składzie: Paweł Romańczuk, Jędrzej Kuziela, Piotrek Łyszkiewicz, Tomasz Orszulak oraz Chóru „La Musica” z Lublina. Przedziwne, jak w akompaniamencie małych instrumentów, klarnetu, gitary etc. brzmieć potrafią tradycyjne, dziecięce wyliczanki - niepokojąca muzyka, odwołująca się do bajkowych kompozycji, pasowała doskonale do skandowanych, wyśpiewywanych, wyczytywanych wierszyków, których bohaterami były diabły, wiedźmy, cmentarzyska... "Wyliczanki polskie" grały na konwencji, wydobywając z oczywistych i utartych motywów nowe znaczenia.

Innym interesującym projektem był "Ogród warzywny" Wiedeńskiej Orkiestry Warzywnej. Godzinny performance, bo to chyba lepsze określenie na ten występ, składał się z odwołań do najróżniejszych gatunków muzycznych, zagranych na instrumentach prosto z warzywniaka. "Ogórkofony" czy "Marchewkowe ksylofony", fantazyjne połączenia kabaczków z selerami, liście, główki i bulwy posłużyły dziewięciu muzykom za instrumentarium. Dowcip doprawili zabawnymi zapowiedziami, rozdali też publiczności wszystkie warzywa (wtedy uwierzyłam, że to jednak gra) i pikantną zupę.

Wyliczanki Polskie / Fot. Wojciech Kornet, materiały organizatoraPiątkowe koncerty odbyły się w Bazylice Dominikanów, z przepięknym wystrojem i świetną akustyką. Gra świateł na ścianach podkreślała najpierw nostalgiczne - choć przerywane zabawnymi komentarzami muzyków - pieśni islandzkie w wykonaniu Steindóra Andersena, Hilmara Örna Hilmarssona oraz kwartetu smyczkowego. Poza wrażeniem, że panom nie do końca chce się grać ten koncert, było naprawdę przejmująco - Steindór ma znakomity głos, pasujący do żałobno-melancholijno-depresyjnych "rimurów", Hilmar z kolei potrafi pogodzić je z elektronicznymi podkładami, godząc tradycję ze współczesnością w najbardziej dosłowny i trafiony sposób.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.