Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

42038 miejsce

Lubuskie. Wielka woda przychodzi ze św. Janem Chrzcicielem

Podzwonne dla powodzi: tegoroczne wystąpienia wód z rzek obnażyły mizerotę zabezpieczeń przeciwpowodziowych. - Na prace melioracyjne potrzebujemy rocznie ok. 36 mln zł, otrzymujemy... 8 mln – bronią się melioranci.

O dwóch potężnych uderzeniach fali powodziowej w Lubuskiem na bieżąco informowały Wiadomości 24 pl. Maj, czerwiec, sierpień i wrzesień – miesiące, w których zmagano się z podnoszącym się systematycznie stanem wód w rzekach. Spotęgowane to było również przez falę potężnych opadów deszczu.

Od dawna wiadomo, że Odra i z nią sąsiadujące rzeki wylewają regularnie dwa razy w roku. Odra występuje z brzegów po topnieniu śniegu w Karkonoszach i dochodzi do powodzi wiosennej. Po letnich deszczach Odra wylewa najczęściej w końcu czerwca. Tradycyjnie mówi się wówczas o powodzi św. Jana.

Dolina Odry dysponuje najdłuższym w Europie ciągiem wałów przeciwpowodziowych o łącznej długości 160 km. Ale wał zbudowany jest z piasku i dlatego może być łatwo przerwany lub przy długim naporze wody może przemoknąć. Już w latach 1416-26 miały miejsce pierwsze prace przy budowie wałów koło Wiesenau. W roku 1591 elektor brandenburski Johann-Georg zarządził, by miejscowa szlachta powinna organizować w ramach wspólnej komisji regularnie przeglądy wałów.

Dziś po stronie polskiej jest 800 km wałów przeciwpowodziowych, 43 przepompownie i stacje pomp, 5 zbiorników regencyjnych. - Potrzebujemy rocznie na utrzymanie i konserwację, w tym na opłatę za energię elektryczną ok. 35 – 36 mln zł. Otrzymujemy rocznie zaledwie 8 do 9 mln zł, czyli jedną czwartą – wylicza w specjalnej rozmowie dla Wiadomości 24 pl, Zygmunt Muszyński, dyrektor Lubuskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Zielonej Górze.

- Przy tegorocznych zagrożeniach powodziowych, gdzie stacje pomp pracowały praktycznie non-stop, grzały się do czerwoności, musieliśmy wydać na energię połowę funduszy, jakie otrzymaliśmy na 2010 rok od wojewody – dodaje dyrektor.

Na plan dalszy zeszły więc wszelkie konserwatorskie prace, wykaszania, udrożniania.

- Od początku 2007 roku, od tej wielkiej powodzi do chwili obecnej nie było takiego zagrożenia przeciwpowodziowego – zauważa Muszyński. - Dlatego wszyscy co roku dokonywali cięć
w przekazywanych funduszach. Sądzili, że na melioracji można zaoszczędzić.

Powóź w 2007 roku nie była powodzią lokalną. Po raz pierwszy od przełomu politycznego w Polsce, akcja ratunkowa na Odrze była organizowana w wymiarze ponadgranicznym

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.