Facebook Google+ Twitter

Lubuskie: żyją w biedzie, ale nie chcą u siebie wydobywania ropy

Kilkunastu mieszkańców wsi Ługi (gm. Otyń) założyło komitet protestacyjny wobec poczynań potentata naftowego: nie chcą odwiertów pod ich oknami. Ale jak twierdzą niektórzy, larum głównie podnoszą ci z miasta, którzy osiedlili się na wsi, bo im nawet pianie koguta przeszkadza.

 / Fot. LennartBolks, własność publicznaIrlandzka firma naftowa Liesa Energy pozyskała koncesję polskiego ministra środowiska na dokonywanie odwiertów w poszukiwaniu i rozpoznaniu złóż węglowodorów na obszarze m.in. w okolicach Nowej Soli, na terenach, na których w latach 70. ubiegłego wieku polscy nafciarze natrafili na ropę i gaz. Wydobycia na szerszą skalę Polacy zaniechali, uznając je za nierentowne przedsięwzięcie.

Teraz ze złożami będzie zmagać się wyodrębniona z LE spółka San Leon Energy. Ta przygotowuje się na odwierty do głębokości nawet 2 tys. metrów, co gwarantuje sukces w pozyskaniu gazu i ropy. PGNiG swoje prace wiertnicze zakończyło na 900 metrach, potem odwierty zamknęło. Dziś wszystko uległo ruinie.

- Jak byli nafciarze, cała okolica z nich żyła! Niektórym wtedy w głowach się poprzewracało, bo z samych wynajmowanych kwater mieli trzykrotnie tyle, co na „państwowym” by zarobili – wspomina „dobre czasy” jeden z mieszkańców wsi Ługi.

Teraz część mieszkańców wsi stanęła okoniem. Założyli komitet protestacyjny i chcą walczyć, by nafciarze odsunęli się od ich pobliskich domów.

- My nic nie mamy, aby poszukiwano tutaj ropy czy gazu i nie chcemy wiertni pod naszymi oknami – precyzuje Marzena Stanek, członkini komitetu.

Liderem komitetu jest małżeństwo Barbara i Bogusław Konieczni, nowi mieszkańcy wsi, przybyli z Zielonej Góry. Tu wybudowali okazałą rezydencję otoczoną zewsząd wysokim ogrodzeniem. To właśnie jedynie przed ich rezydencją w odległości ponad 400 m ma być ulokowany odwiert.

- Będzie wielki hałas! - mówi lider protestujących. - Nie podoba mi się też, że jest taka bliska odległość od domów.

Protestem są zaskoczeni w San Leon, wcześniej nie było żadnych ku temu przeciwwskazań. - Spotykaliśmy się z mieszkańcami, wójtem gminy i sołtysami miejscowości, gdzie przeprowadzone będą odwierty, dopełniliśmy wszelkich formalności i nie napotykaliśmy żadnych trudności – zapewnia Wiadomości24, Karolina Romanek, przedstawiciel firmy.

John Buggenhagen, dyrektor badań San Leon dodaje, że według obowiązujących norm, odległość od domów mieszkalnych do obszaru wiertniczego nie może być mniejsza niż półtora wysokości masztu używanego do przeprowadzenia odwiertu. - W przypadku naszym wystarczyłoby więc 50 metrów – mówi. - Hałas wydobywający przy odwiercie jest niewielki, głośniej buczą jedynie agregaty prądotwórcze, ale i ten hałas nie jest z takiej odległości uciążliwy.

Konieczny z kolei wyciąga z rękawa ostateczne atuty: brak zabezpieczenia inwestycji w służby ratownicze niezbędne w razie awarii, a przede wszystkim fakt, że to przedsięwzięcie zlokalizowano w Obszarze Chronionego Krajobrazu „Dolina Śląskiej Ochli”.

- Na obszarze tym rzeczywiście obowiązują obostrzenia – przytakuje Katarzyna Romanek z San Leon. - Zabronione są tam prace jedynie dotyczące pozyskiwania kruszyw. Nie dotyczy to odwiertów, za pomocą których możemy ze skał wydobywać materiał na powierzchnię.

Konieczny nie ustępuje. - Pierwotnie odwiert miał być w innym miejscu, z dala od wsi – mówi. - Teraz zmieniono lokalizację. Firma przyznaje, że tak było faktycznie, ale to dlatego, że obecna lokalizacja jest korzystniejsza. - Taki klasyczny odwiert to inwestycja kosztująca 3,5 mln euro – mówi Romanek. - Technicznie pewnie można by przenieść miejsce wierceń, lecz ponieśliśmy już spore wydatki.

San Leon wykarczował ponad hektar lasu, utwardził plac, poprowadził odwodnienie i przygotował miejsce na montaż wiertni.

Tego zamieszania nie mogą pojąć mieszkańcy sąsiadującej z Ługami wsi Czasław. W praktyce to do nich najbliżej zlokalizowany będzie ów odwiert, nazwany nawet „Czasław 1”. - Niech sobie tam wiercą – zauważa Krystyna Sienicka, której dom jest ze wszystkich gospodarstw najbliższej placu wiertniczego. - Nic złego się nie stanie, a lepiej może być.

Sołtys wsi Ryszard Guz dorzuca: - Były zebrania w kwietniu i nikt się planom nafciarzy nie przeciwstawiał i nie rozumiem, skąd nagle znaleźli się ci, którym to wadzi. W naszej wiosce wszyscy są za wierceniami – akcentuje.

Mirosław Skórski, radny gminy z okręgu Czasław-Ługi, który osiedlił się w Czasławiu, przybywszy z Zielonej Góry i stąd dojeżdża do swojej firmy w mieście, wypowiada się nieco dyplomatycznie. - Moim zdaniem mają sporo racji ci, co protestują – stwierdza. - Nie po to się wybudowali na wsi, aby teraz spokój ich będzie zakłócany. Pragną tylko ciszy. Lecz dla innych jest to możliwość otrzymania jakiejś pracy i polepszenie warunków życia. Problemu by nie było, gdyby wieże wiertnicze stanęły w innym miejscu.

W Czasławiu jak dotąd na palcach jednej ręki można policzyć tych, co zdobyli się na remont poniemieckiego domu. W większości żyją tak od osadnictwa w 1945 r. Po większości budynków nie ma już żadnego śladu, bo uległy rabunkowej rozbiórce, by móc sprzedać cegłę i przeżyć kolejny dzień.

Czasław więc cieszy się z pojawienia nafciarzy. Co więcej, już są małe efekty ich obecności. San Leon utwardził prawie 14 km leśnej drogi, przez którą od Czasławia na skróty można dojechać do rogatek Nowej Soli przy trasie S-3. W dzieciństwie, będąc tu na wakacjach, jeździłem konnym zaprzęgiem z dziadkiem tą piaszczystą drogą na targ do Nowej Soli, by sprzedać plony rolne. Pamiętam więc dobrze, w jakim stanie do tej pory droga była.

Tymczasem Konieczny pod pismem protestacyjnym zebrał 172 podpisy i rozesłał je do urzędów, inspektoratów, redakcji lokalnych pism, w końcu do ekologów.

- Tak się zastanawiam, na jakiej podstawie ci wszyscy ludzie się podpisali – zastanawia się Jan Ociepa. - Na zebrania przychodziła garstka mieszkańców.

Inny mieszkaniec Ługów dodaje, że ma własną teorię „zdobywania” podpisów i o tym tu i ówdzie się mówi: - To jest niesmaczne. Szum jedynie robią ci z miasta – przekonuje. - Im nawet pianie koguta przeszkadza. Niech najpierw sobie odpowiedzą, co oni konkretnego zrobili dla tej wioski, oprócz mącenia w co poniektórym w głowach?

Wójt gminy Otyń, Teresa Kaczmarek niespodziewanie znalazła się w kleszczach. Jest nie tylko gospodarzem terenu, lecz także mieszkanką Ługów. Przez kilka dni odwlekała, jak mogła, spotkanie z Wiadomościami24.

- Dotychczas opinie samorządu były pozytywne – mówi w końcu. - Dotyczyły jednak one, że wierceń nie będzie się przeprowadzało na obszarze chronionego krajobrazu. Ludzie mogą być zdenerwowani. A tak, prawdę mówiąc, przedsięwzięcie jest na gruntach Skarbu Państwa, i my jako lokalny samorząd nie dysponujemy możliwościami powstrzymania prac nafciarzy, jak i występowania z jakimiś drastycznymi żądaniami – zauważa.

Rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego w Zielonej Górze, Mirosława Dulat informuje, że o wszelkich zamiarach San Leon w tutejszym urzędzie wiedzą. - Prace te nie będą zasadniczo oddziaływały na lokalne środowisko – mówi, by potem przekazać oficjalne stanowisko, w którym to: „Urząd Marszałkowski uznaje wszelkie prace związane z rozpoznaniem bazy surowcowej województwa lubuskiego, gdyż złoża kopalin są jednym z istotnych elementów rozwoju regionu” - czytamy.

Romanek z San Leon zapewnia ponadto, że obecność nafciarzy na tym terenie to mnóstwo wymiernych korzyści dla gminy: - Nasi pracownicy płacą tu za noclegi, zatrudniamy już kilkunastu ludzi, korzystając też ze sprzętu lokalnych przedsiębiorców – wylicza. - W przypadku wydobywania stąd ropy do budżetu gminy wpływać będzie 35 zł od tony wydobytego materiału, 60 procent tej kwoty zostaje w gminie, reszta przechodzi na Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska.

Pan Krzysztof z Ługów wyjawia, że protest Koniecznego podpisał: - Niech nafciarze nie myślą, że tutaj z głupkami mają do czynienia – tłumaczy. - Firma ta jest bogata i powinna być przygotowana na to, że dla wsi też musi coś z tego kapnąć.

- My wierzymy w demokrację! Występujemy w imieniu innych! - dobitnie akcentuje Stanek z komitetu protestacyjnego.

Wieś usytuowana jest między lasami, dojazd do której jest uciążliwy: na skróty - to polnymi i leśnymi drogami, dłużej zaś – to popękanym z dziurami wąskim asfaltem. O wiele lepsza droga wiedzie do siedziby gminy, po której do pracy dojeżdża wójt Kaczmarek. Ługi, będącą dziś wioską, jeśli nie na końcu świata, to z pewnością na końcu asfaltu, a stąd można tylko jechać w las...

Tymczasem w innej części Lubuskiego, w gminie Szczaniec, w pobliżu Świebodzina także zawiązał się komitet protestacyjny. Inicjatorem jest tamtejszy radny Jarosław Wendorff, który wydał wojnę budowie turbin wiatrowych: „Stop wiatrakom! Cicha śmierć. Wiatraki zabijają ludzi” - napisał w kolportowanych po gminie ulotkach. Wójt gminy, Ryszard Walkowiak załamuje ręce, jest w szoku i nie ukrywa, że na zainstalowaniu turbin skorzystaliby wszyscy. Szczaniec jest gminą o typowo rolniczym charakterze. Nie ma żadnego zakładu produkcyjnego. Zamiar budowy tutaj biogazowni – skutecznie zablokowali mieszkańcy.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.10.2012 09:43

Panie Jelinek, jestem mieszkanką Wsi Ługi - tą napływową, tą z miasta. Nie przeszkadza mi szczekanie psów, całodzienne piłowanie drewna przez sąsiadów - czy żurawie i bociany przelatujące nad moim domem. Mój podpis oczywiście znajduje się pod protestem. Złożony został z całą świadomością i znajomością tematu - właśnie po to aby odgłosy, o których pisałam wcześniej nie zostały zagłuszone przez agregaty pracujące przy wiertni, a żurawie nie odleciały przez fetor panujący przy wydobyciu. Aktywnie uczestniczę w każdym zebraniu wiejskim i np. cytowanego Pana Jana Ociepy, który twierdzi, ze wypowiadają się osoby nie uczestniczące w zebraniach - nie widziałam ani razu. Z kolei, Pani Karolina z Firmy Liesa Energy, która twierdzi, ze podczas zebrań Firma nie napotkała na żadne protesty - niestety nie mówi prawdy. Już na pierwszym zebraniu organizowanym w lipcu b.r., które prowadziła osobiście Pani Karolina - mieszkańcy głośno wyrażali swój sprzeciw w sprawie lokalizacji odwiertu. Chcieliśmy aby na kolejnym zebraniu - planowanym tydzień później - pojawił się ktoś z kierownictwa Firmy. Pani Karolina zadeklarowała nam obecność swoich przełożonych - osób kompetentnych do podejmowania jakichkolwiek decyzji i uprawnionych do negocjacji (dodam, że zadaniem Pani Karoliny było tylko i wyłącznie przedstawienie mieszkańcom Wsi prezentacji Firmy. Merytorycznie - kilku mieszkańców znacznie przewyższało swoją wiedzą w zakresie odwiertów wiedzę Pani Karoliny). Niestety - pomimo wcześniejszych deklaracji Pani Romanek, kierownictwo firmy nie wyraziło zainteresowania poznaniem stanowiska mieszkańców Wsi i na zebraniu nie pojawił się nikt z przedstawicieli Firmy (nawet Pani Karolina Romanek). Podsumowując: to co pan pisze jest stekiem bzdur. Naprawdę bardzo dawno nie spotkałam tak nierzetelnie napisanego artykułu i na miejscu Pana przełożonych zastanowiłabym się nad dalszą współpracą z Panem. Być może Pan lub ktoś z Pana rodziny/znajomych jest jedną z tych osób, o których Pan pisze w swoim "artykule"- tych, w jakiś sposób czerpiących korzyści ze zlokalizowania odwiertu we Wsi Ługi - stąd ta stronniczość i brak znajomości tematu......

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marzeno - nie ma potrzeby obrażania portalu. Jeśli autor napisał rzeczy niezgodne z faktami, to cała odpowiedzialność spada na niego. Proponuję Pani napisanie artykułu jak wygląda faktyczna sytuacja razem z opisaniem działalności Waszego komitetu. Wiele osób na pewno z ciekawością to przeczyta. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie Jelinek, pana pseudodziennikarski artykuł napisał Pan sobie chyba na kolanie z zebranych na prędce plotek, zawiera on bowiem szereg kłamstw i niedomówień. A już na pewno nie wolno Panu powoływać się na moje słowa i przytaczać je skoro w ogóle Pan ze mną nie rozmawiał. Powinien Pan wiedzieć, że to jet karalne.
Dla sprostowania: Firma Liesa Energy jest firmą wyodrębniona z firmy San Leon a nie odwrotnie. Aktualnie firma niestety będzie rozpoczynała prace nad odwiertem - pionowy chyba o głębokości 2,6 km a następnie poziomy 1,6 km - konia z rzędem temu, kto potrafi kontrolować poprawność, przejrzystość i bezpieczeństwo prac prowadzonych pod ziemią i na tych głębokościach. Oprócz tego, że odwiert jest zagrożeniem dla mieszkańców ze względu na jego położenie i bliską odległość od zabudowań to dodatkowo jest usytuowany na zbiorniku wody pitnej z którego korzysta miasto i gmina Zielona Góra oraz gmina Otyń. Mam cichą nadzieję Panie Jelinek, że Pan też!!!!! Może pomyślałby Pan wtedy zanim zacznie skrobać takie bzdury. Po rzetelne informacje serdecznie Pana zapraszam do siebie. Można się ze mną skontaktować chociażby poprzez facebook-a. W ogóle Pana nie pozdrawiam - Marzena Stanek Przewodnicząca Komitetu Protestacyjnego - rodowita Ługowianka - przez duże "Ł". A jeżeli chodzi o klepanie biedy to mam serdeczna nadzieję, ze ten marny, kłamliwy portal nie daje Panu zarabiać.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Darek
  • Darek
  • 06.09.2012 21:23

@Krzysiek M. 03.09.2012 10:41
Piszesz bez ładu i składu .Co do Warszawy ,to ona wcale nie płaci Janosikowego.Warszawa oddaje to wszystko co od całej Polski dostała i dostaję!!!A tak w ogóle to Warszawa nie nadaje się na stolice Polski poniewaz tam żyją darmozjady i ci cwaniacy co as wplątani w politykę .

Komentarz został ukrytyrozwiń
Krzysiek M.
  • Krzysiek M.
  • 03.09.2012 10:41

kolejny przypadek gdzie gmina może zarobić naprawdę niezłe pieniądze i zacząć się rozwijać, a zamiast tego wybiera stanie w miejscu. to jest po prostu oszustwo w ramach obowiązującego prawa. przecież na te biedne gminy łożą co roku bogate samorządy. mieszkańcy krakowa, warszawy, wrocławia, opola, itp. nie po to płacą podatki, żeby wójt X, czy mieszkaniec wsi Y twierdził, że on nie chce inwestycji, on woli kasę z janosikowego. to jest jakaś socjalistyczna mentalność. właśnie dlatego, trzeba zmian w przepisach. posłowie powinni czym prędzej zmienić ustawę o janosikowym, bo inaczej takie inwestycje z ropą czy gazem z łupków będą blokowane, bo jeden czy drugi kowalski będzie wolał ciszę i spokój... tylko, że cudze pieniądze... warszawa stoi w korkach, bo musi płacić 900 mln rocznie na janosikowe, a niektóre gminy mogą nie realizować projektów inwestycyjnych, bo... kasę i tak dostaną!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Grzybiarz
  • Grzybiarz
  • 02.09.2012 07:19

Pisałem z pamięci o wsi ze złożami ropy naftowej i gazu ziemnego (Grzybiarz Dzisiaj 07:04 )
OCZYWIŚCIE CHODZI MI O WIEŚ Baranówko .
Tu jest o tym złożu co pisałem w poprzednim poście:

Złoże Barnówko-Mostno-Buszów

Komentarz został ukrytyrozwiń
Grzybiarz
  • Grzybiarz
  • 02.09.2012 07:04

Jest taka wieś -Baranówek w Zachodniopomorskim.Również tu wydobywa się ropę i wywozi cysternami!Ale to jest w lesie , jednak smród skutecznie zniechęca do zbierania TU GRZYBÓW!JEST TO MIEJSCE WYBITNIE . ŻE TAK POWIEM -GRZYBNE , OBFITUJE W GRZYBY.swego czasu to pełne pociągi z np.Pyrzyc były zapełnione grzybiarzami , i każdy powracał z pełnymi koszami grzybów.
Byłem w ubiegłym roku w tym lesie na grzybach.Grzybiarzy jak na lekarstwo, a grzybów nie ma w takiej obfitości co przed kilkunastu latami gdy wydobywanie z tego miejsca ropy dopiero się rozpoczynało.
KTO O ZDROWYCH ZMYSŁACH ŚMIE KRYTYKOWAĆ LUDZI , KTÓRZY POBUDOWALI SIĘ W ZACISZU A TERAZ POD NOSEM(około 400 metrów ) OD ICH POSESJI chce im zgotować zgiełk, niczym z przemysłowej części i miasta i ten okropny smród -tej ropy naftowej!!!
Kto odpowiada za ten stan rzeczy, że nie uprzedził tych "mieszczuchów" o przestrzennym planie zabudowy tych terenów?Przecież gdyby ich uprzedzono , mogli się wybudować w całki im innym miejscu-w zaciszu i żyjąc w zgodzie z ze wszystkimi!
Wydobywano by sobie ta ropę , było by to z zyskiem dla tej NIESCZESZCZONEJ wsi i w zgodzie ze wszystkimi jej mieszkańcami .
Panie Jelinek niech Pan nie wpisuje się we wredną retorykę .To niech sobie Pan mieszka przy tej ropie w odległości 400 metrów.Niech Pan tak tendencyjnie nie przedstawia tego tematu , a w złym świetle stawia to małżeństwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Nicki
  • Nicki
  • 01.09.2012 16:00

Trzeba nagłaśniać poczynania prostackich oszołomów z niby miasta. Bo niby ci zielonogórzanie, to raczej z wsi do miasta się przenieśli a potem spowrotem na wieś. A teraz chcą pokazać jacy oni miastowi. Prawdziwy człowiek miasta nie przeprowadzi się na wieś. Takim ludziom cisza przeszkadza, lubią hałas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.