Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18547 miejsce

L.U.C. – Haelucenogenoklektyzm

Ktoś niedawno wyraził opinię, że hip-hop w Polsce się skończył. Przeminął jak sezonowa gwiazda, podobnie, jak swojego czasu disco polo. Posłuchajcie albumu L.U.C.’a „Haelucenogenoklektyzm, czyli przypowieść o zagubieniu w czasoprzestrzeni".

L.U.C. - Haelucenogenoklektyzm, czyli przypowieść o zagubieniu w czasoprzestrzeni

Ktoś niedawno wyraził opinię, że hip-hop w Polsce się skończył. Że przeminął jak sezonowa gwiazda, podobnie jak swojego czasu disco-polo. Słucham albumu L.U.C.’a „Haelucenogenoklektyzm, czyli przypowieść o zagubieniu w czasoprzestrzeni”, bo tak brzmi pełny tytuł i z całą stanowczością stwierdzam – końca hip-hopu nie widzę!

 

Ale czy solowa płyta L.U.C.’a, lidera Kanału Audytywnego to jeszcze hip-hop? Czy tylko my, słuchacze, daliśmy sobie wmówić za pośrednictwem gadających głów z telewizji, że hip-hop to jest to, co widzimy zazwyczaj na VIVIE czy słuchamy w Radio ESKA? Nie chcę i nie lubię kategoryzować ani dzielić muzyki na gatunki. Muzyka albo jest dobra, albo zwyczajnie słaba. W przypadku „Haelucenogenoklektyzmu” mamy do czynienia po prostu z nowoczesną perełką oscylującą wokół hip-hopu, trip-hopu i szeroko rozumianego eksperymentu.

 

Wielu z Was zapewne połamało sobie język na tytule albumu. To czynnik charakterystyczny dla projektów L.U.C.’a. Dość wspomnieć, że jego macierzysta grupa, Kanał Audytywny, nagrała dwa albumy – „Płyta Skirtotymiczna” oraz „Neurofotoreceptoreplotyka Jako Magia Bytu”. Przyjemność dociekania, co znaczą te tytuły (a wbrew pozorom ich znaczenie jest bardzo proste) pozostawiam czytelnikom.

 

Sam „Haelucenogenoklektyzm” to pełna psychodelii i nowoczesnych brzmień płyta, którą powinniśmy chwalić się za granicą. L.U.C. wielokrotnie w wywiadach wspominał, że jego pomysły ciężko zaszufladkować i na tym solowym albumie słychać całą masę inspiracji. Deklamacja przywołuje momentami niezapomniany psycho-rap rodem z Kalibra 44. Warstwa tekstowa to zupełne novum na polskim rynku.

Ta płyta zdecydowanie nie nadaje się ani na imprezę, ani na wycieczkę rowerową po lesie. Tylko tutaj dowiecie się, jak założyć rodzinę z kaloryferem czy posłuchacie rozważań początkującego działkowca. Czasami ciężko wręcz nadążyć za wyziewami L.U.C.’a. Mają zdecydowanie głębsze odniesienie i każdy zapewne zinterpretuje je na własny sposób.

Warto śledzić wszelkie wywiady z twórcą, gdyż tu i ówdzie wyjaśnia niektóre niuanse płyty. Artysta łączy słowa, znaczenia. Każdy utwór jest jak równiutko ukrojony kawałek tortu, z wszelkimi jego składnikami, które następnie słuchacz skonsumuje i przetrawi. Niektórzy uważają tę płytę za przeintelektualizowaną. Być może. Ja jednak mam dość mentorskiego, a w gruncie rzeczy sztucznego tonu głosów ulicy i osiedlowego, imprezowego życia. Ta płyta to miód dla zmęczonych opowieściami o laskach, policji i kumplach od gramofonu uszu. L.U.C funduje porcję kosmosu – „elektrony, elektrony, drapią, syczą z każdej strony”.

 

Jeżeli chodzi o muzykę, to mamy tutaj do czynienia z prawdziwym rarytasem. Zacznijmy od kolaboracji. Odkąd pierwszy raz usłyszałem tę płytę, nie mogę wyjść z podziwu, jak L.U.C’owi udało się namówić do współpracy czołówkę rodzimej, nowo brzmieniowej sceny. Jeśli kogoś nie zdziwi Igor Pudło ze Skalpela, Rahim, Smolik czy Natalia Grosiak, to dodam, że pojawia się także... Leszek Możdżer! Efekt jest piorunujący. Hip-hop co i rusz miesza się z jazzem, jazz z szybkim 2stepem, a 2step momentalnie przechodzi w ostre uderzenie niemal z pogranicza rocka, by za chwilę zamknąć dany utwór kojącym dźwiękiem trąbki – „to ja sen, chwytam Cię za rzęsę”. Po prostu rewelacja!

Ta płyta to zaprzeczenie koszmarnej tezy, że hip-hop to muzyka prosta, dla takich samych, prostych ludzi. Tutaj jak nigdzie sprawdza się powiedzenie Michała Urbaniaka, że hip-hop jest we wszystkim i wszystko jest w hip-hopie.

 

Od nas, słuchaczy, zależy, czy takie płyty jak „Haelucenogenoklektyzm” nie będą tylko wyjątkiem. Powinniśmy wywierać presję i na media, i na samych twórców. Więcej! Niektórzy powiadają – powiedz mi, jakiej muzyki słuchasz, a powiem ci kim jesteś. Kto jest wrażliwy, ma otwartą głowę i nie chce być w przyszłości posądzony o ignorancję w tym temacie, powinien jak najszybciej sięgnąć po ten album. Tym bardziej, że nagrano go nad Wisłą. Takie perełki zdarzają się naprawdę rzadko. Polecam gorąco.

Album ukazał się nakładem wytwórni Kayax.

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zgadzam się w pełni z autorem tekstu. Płyta jest świetna :) Trzyma najwyższy poziom jak wcześniejsze produkcje Kanału Audytywnego. Oby więcej takich płytek!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.