Pozycja materiału w rankingach:
Zdaniem wielu socjobiologów, niewierność (czytaj zdrada) jest korzystna, ponieważ prowadzi do urozmaicenia genetycznego. Tym samym doskonali przyszłe pokolenia. W wielu kulturach zdrada przybiera szczególną postać.
Wśród prymitywnych mieszkańców Ameryki Południowej zdrada traktowana była jako przestępstwo. Lecz tylko wtedy, gdy dokonana została przez kobiety. Natomiast popełniona przez mężczyzn, kończyła się - co najwyżej - rodzinnym sporem. Należy jednak podkreślić, że wśród Indian Ameryki Południowej "skok w bok" był dość powszechny.
Indianie kolumbijscy - Amani - stosowali dość niecodzienne metody. Niewierną żonę zamykano w ciemnym pomieszczeniu. Znajdowało się ono w pobliżu miejsca, w którym zawarła ona związek małżeński. Pilnowało jej kilku strażników, aby zapobiec ucieczce kobiety. Po kilku dniach w odosobnieniu, odwiedzali ją wszyscy mężczyźni z wioski i kontaktowali się z nią seksualnie. Bardzo często kobieta przypłacała to życiem. Jeśli jednak nie wyzionęła ducha, następował kolejny okres całkowitej izolacji od reszty społeczeństwa. Oznaczało to śmierć głodową kobiety. To surowe prawo było rygorystycznie przestrzegane. Nawet wobec kobiet, którym mężczyźni wybaczyli "chwile słabości". Żaden mężczyzna nie był w stanie uchronić żony od zwyczajnego gwałtu (a następnie śmierci), ponieważ tylko w ten sposób mógł ponownie zawrzeć związek małżeński z inną kobietą. Częstym przypadkiem było także morderstwo kochanka wiarołomnej żony. Nie sprawiano im pogrzebu, tylko ciała pozostawiano na pożarcie sępom w miejscu odwiedzanym przez wszystkich mieszkańców wioski. Sposób ten miał odstraszyć od podobnego postępowania.
Prymitywni mieszkańcy południowej Brazylii (plemię Tereno) dopuszczali się bardziej drastycznych metod, będących karą za zdradę. Mężczyźni mieli prawo do zabicia kochanka żony, jeśli tylko potrafili go złapać na gorącym uczynku. Podobnie mąż mógł postąpić w odniesieniu do wiarołomne żony. Należy przyznać - niecodzienny sposób załatwiania spraw rodzinnych. Zobacz także:
Artykuły
(140)
Galerie
(51)
Średnia ocen
(4.84)
Wiek: 29 | Miejscowość: Masłowice | Kraj: Polska
O mnie: www.mlodziezdlaeuropy.eu
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz Mazur 29.11.2007 20:24
...a ja wolałem określenie "ludy prymitywne"...i takiego sformułowania użyłem - ale każdy ma prawo "woleć", co rzewnie mu się podoba;-) Pozdrawiam
Adam Degler 29.11.2007 08:55
Wolałbym określenie "ludy pierwotne", bo pisanie o ludach prymitywnych tchnie szkołą etnograficzną sprzed co najmniej wieku...
Tomasz Mazur 25.11.2007 11:43
"czy naprawdę uważasz że system kar- bo na tym się przecież skupiłeś w swoim artykule - to najistotniejsze kwestie, związane z tematyką "zdrady" wśród Indian Ameryki Południowej ?" - Wojtku - poruszyłem temat zdrady w kontekście kar - bo tak naprawdę kara - to wypadkowa zdrady. Temat wydał mi się interesujący - nie z punktu widzenia zdrady - bo to w jakimś stopniu zjawisko "patologiczne", ale właśnie poprzez system kar - często nawet kończących się śmiercią. Wolałem nie wtajemniczać czytelników - jak wygląda sama zdrada - bo to - przynajmniej dla mnie ani ciekawe, anie godne uwagi - choć wtedy mógłbym się zgodzić z Twoją sugestią, że byłoby to potraktowanie odbiorców "jak produktów konsumpcyjnych popkultury" - choć przyznaj - termin ten mało "smakowity".
Dziękuję jednocześnie za uwagi do artykułu;-)
Pozdrawiam;-)
Katarzyna Lisowska 21.11.2007 22:10
Jeżeli chodzi o korelację klimatu i zachowań społeczności, to od dawna zaobserwowałam, że tereny pustynne rodzą ludy dumne i wojownicze: np. Berberowie na Saharze, Apacze i Navaho w Arizonie, mieszkańcy hinduskiego Rajastanu i pewnie jeszcze wiele innych.
No a tam, gdzie owoce same się zwieszają nad głową, to luz i spokój :)
Autor usunął profil 21.11.2007 21:30
Tomku - jestem pod wrażeniem rzeczowej obrony swojego tekstu. Podobała mi się nawet bardziej niż sam artykuł. Przyznaję, iż po Twoich obszernych wyjaśnieniach jestem skłonny zmienić opinię o artykule. Ale - nie dlatego coś nie ma sensu, że szokuje, tylko dlatego że jest wyrwane z szerszego kontekstu. Drugie ale - czy naprawdę uważasz że system kar- bo na tym się przecież skupiłeś w swoim artykule - to najistotniejsze kwestie, związane z tematyką "zdrady" wśród Indian Ameryki Południowej ?
Co do nagłej zmiany nastawienia - nie ma żadnego nastawienia. Poprzedni artykuł mi się podobał, i skomentowałem go tak, jak go odebrałem. A ten mi się mniej podobał i również napisałem dlaczego.
Pozdrawiam ;-)
Tomasz Mazur 21.11.2007 18:38
Dodatkowo Wojtku - przy moim artykule "Kobieta w życiu Indian Ameryki Południowej" pojawia się twój komentarz: "Bardzo ciekawe. Obyczaje i wierzenia ginących kultur, są częścią dziedzictwa gatunku ludzkiego. Należy je chronić przed pożarciem przez cywilizację. Nasze bogactwo to nasza różnorodność".
Forma artykułu, przedstawienie faktów(także szokujących - przynajmniej mnie) - cała jego struktura jest podobna do tego powyżej...jedyne czym się różni - to tematyką. Przyznaję - nie rozumiem - skąd tak nagła zmiana nastawienia...???
Tomasz Mazur 21.11.2007 17:49
Wojtku - ja nie przeczę, że życie Indian południowoamerykańskich nie jest mi obcym - bo jest!!!...i zawsze będzie. O tym, że ich życie to praktycznie jeden wielki rytuał też wiem...a także to, jak bardzo głęboką rolę odgrywa sfera duchowa w spokojnym żywocie tych ludzi - też nie musisz mnie przekonywać.
Tekst miał na celu zobrazowanie tylko wybranych rytuałów z ich życia - stworzyłem pewien cykl 4 artykułów, które w jakimś sensie się uzupełniają - czyli moim zdaniem - "epatowanie szokującymi zachowaniami społecznymi" Indian miało sens. Oczywiście to nie są moje "wymyślunki" ...tylko potwierdzone fakty...Przyjmując Twój sposób rozumowania można stwierdzić, iż wszystkie opracowania przedstawiające nam kulturę, rytuały, mentalność, sposób życia - etc. innych cywilizacji także jest pozbawionych sensu. Dlaczego - bo wiele z nich - NAS - europejczyków także szokuje.
Ponadto - moim zamysłem nie było nikogo traktować jako "produktu konsumpcyjnego popkultury" - broń Panie Boże przed takimi myślami;-)...Chcę także przypomnieć - iż portal na którym publikujemy nie jest czasopismem naukowym - a zatem grono czytelników stanowią osoby(jak chociażby ja), które zwyczajnie od czasu do czasu chcą poczytać w "luźnej formie" o sprawach ważnych i mniej ważnych. Jeśli dokładnie interesuje Cię - "dlaczego, po co, kiedy i jak" - odsyłam do czasopism oraz opracowań popularnonaukowych. Ewentualnie służę pomocą - z przyjemnością polecę kilkanaście..a może i więcej różnorodnych publikacji. Zauważ także, iż materiały, które publikujemy nie mogą przyjmować "wersji książkowych" - mam tutaj na myśli ilość materiału.
Zasygnalizowałem - moim zdaniem - najistotniejsze kwestie, związane z tematyką "zdrady" wśród Indian Ameryki Południowej.
I tak na koniec...czytając Twój komentarz - wnioskuję (ponieważ pojawia się w nim takie stwierdzenie), zwyczajnie nie zrozumiałeś tekstu. Proszę Cię zatem - jeśli oczywiście możesz - wskaż kwestie, które dla Ciebie są nie zrozumiałe. Jeśli tylko będę potrafił - służę pomocą.
Dziękuję jednocześnie za komentarz.
Pozdrawiam;-)
Andrzej Pieczyrak 21.11.2007 00:43
Plusik za tekst skłaniający do zadumy. Dura lex,sed lex mawiali starożytni... i sporo w tym mieli racji. Gdy istnieje prawo... (nawet brutalne) to chyba lepiej... niż gdy istnieją jedynie luki w prawie :-(
Autor usunął profil 20.11.2007 23:39
Życie Indian południowoamerykańskich, jest dla nas - europejczyków - życiem obcym. Dlaczego ?
Dlatego, że jest niezmiernie zrytualizowane. W każdej swerze. W swerze zdobywania i spożywania pokarmu, w swerze seksualnej, w swerze śmierci - itd. Każda z tych swer jest przesiąknięta głęboką, animistyczną duchowością - typową dla pierwotnych kultur zamieszkujących strefę tropikalną lub subtropikalną. Może w toku dalszej dyskusji zastanowimy się nad korelacją geografi (a w tym klimatu) i zachowań danych społeczności. Zmierzam do tego, iż epatownie jakimiś szokującymi - z punktu widzenia człowieka o zupełnie innej menatalności - zachowaniami społecznymi, wyrwanymi z głębszego, pozwalającego zrozumiec cokolwiek, kontekstu - jest pozbawione sensu. Tomku, nie napisałeś nam - Twoim czytelnikom - dlaczego, po co, kiedy i jak. Potraktowałeś nas jak produkty konsumpcyjnej popkultury - kilka brutalnych newsów z życia "barbarzyńców " - i tyle. Dlatego minus
Katarzyna Lisowska 20.11.2007 23:17
Brrr. Nie oceniać takich postaw według naszych kryteriów- to ciężkie wyzwanie. Przychodzi z pomocą przywoływany już w innym watku łaciński źródłosłów pojęcia "tolerancja" - znosić z zaciśniętymi zębami.
Donald Pottier i jego jet car, czyli...6 tys. KM. Zobaczcie sami!
(odsłon: +887)