Facebook Google+ Twitter

Ludzie nas krzywdzą, nie rzeczy

Krzywdy nie znikają. Nie można o nich zapomnieć, można tylko starać się je przebaczyć. Co jest trudniejsze - przebaczenie czy przyjęcie przebaczenia?

Temat krzywdy poruszyłam już kiedyś w jednym z tekstów ("Krzywda i co dalej"). Temat jest tak rozległy, że można wiele razy do niego wracać i za każdym razem odkrywać coś nowego. Do kilku refleksji skłoniła wieczorna audycja radiowa „dwójki” sprzed kilku dni. W „Alfabecie filozoficznym” Bożena Markowska i Robert Piłat rozmawiali o krzywdzie i zadośćuczynieniu.

Krzywda nie znika


Krzywda to „szkoda, która powstała przez przemoc i naruszyła cudzą godność” – podał na potrzeby audycji roboczą definicję krzywdy prof. Robert Piłat, filozof. I nie chodzi tu wyłącznie o tę przemoc fizyczną, chociaż takie pewnie jest pierwsze skojarzenie. Często znacznie bardziej dotkliwa jest przemoc psychiczna. Swoista władza krzywdziciela nad skrzywdzonym, którą można opisać plastycznie tragicznym dość stwierdzeniem: jesteś w moich rękach i mogę zrobić z tobą wszystko! Krzywda jest tym większa, im większa bezradność wobec arogancji krzywdziciela.

Krzywda nie znika. To kolejne zdanie – klucz, które otwiera korytarz licznych interpretacji. Krzywdy nie można schować, zakopać, zniwelować, udawać, że nic się nie stało. O tym, jak wiele podobnych prób podejmowano przez wieki nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
Skoro wszelkie próby ominięcia krzywdy skazane są na niepowodzenie, co można zrobić? Zmierzyć się z nią! Zapomnieć się nie da, nieszczęścia bowiem mają to do siebie, że wpisują się tak samo mocno w naszą pamięć, jak chwile szczęścia. Przebaczenie – to jedna z możliwych odpowiedzi na krzywdę.

Przebaczenie – wyzwanie dla… krzywdziciela


Tu ciekawą perspektywę odsłania prof. Piłat, który podkreśla w przebaczeniu istotną rolę obu stron: krzywdziciela i skrzywdzonego. Zwrócę uwagę na dość interesujący aspekt: przebaczenie można odrzucić. Może przecież zdarzyć się tak, że ktoś przyjął do wiadomości fakt naszego przebaczenia, jednak nie uznał go. Nie przyjmuję twojego przebaczenia, ponieważ uważam, że mój czyn był niewybaczalny. Możesz mi przebaczyć, ale ja nie przebaczam sobie – nadal będę żył/a w poczuciu winy.
Wydaje mi się, że czasem bardziej tragiczna dla człowieka może być niezdolność do przyjęcia przebaczenia.

Upływ czasu jest podstawowa trudnością, z którą musi się zmierzyć przebaczający i ten, któremu przebaczają. Mam tu na myśli prosty schemat: po cóż mam przebaczać, skoro to i tak nie cofnie się „tamtego” (zła, cierpienia, bólu, straty). Nawet, jeśli przebaczę – brak, którego doświadczyłem pozostanie brakiem, a zło, które wyrządził krzywdziciel nie stanie się nagle dobrem. Owszem, są takie przypadki, kiedy to po latach niektórzy mogą pozwolić sobie na refleksję: dobrze się stało, to, czego doświadczyłem było potrzebne, przyczyniło się do jakiegoś dobra.

Tekst pozostawiam niedokończony. Każdy od początku do końca może tu wpisać swoją własną interpretację, historię o krzywdzie, oby też o przebaczeniu. Zagadnienie krzywdy, tak samo jak i temat zła zawsze pozostaje jakoś „niedomknięty”. Są kwestie, o których nie sposób opowiedzieć krótko, w punktach i do końca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

> xlaoju

zdecydowanie warto!! Audycje radiowe "Alfabet filozoficzny" tez polecam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.03.2008 10:33

Dokładną analizę tego zagadnienia można przeczytać w książce Piłata 'krzywda i zadośćuczynienie'. warto!

Komentarz został ukrytyrozwiń

tytuł :)
a "złośliwość rzeczy martwych" ???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.