Facebook Google+ Twitter

Łukasz Kubot. Śladem Wojciecha Fibaka?

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-12-09 18:31

Łukasz Kubot – kandydat do tytułu najlepszego sportowca Dolnego Śląska, najwyżej sklasyfikowany polski tenisista, zajmuje 119. miejsce w rankingu ATP. Jest reprezentantem Polski w Pucharze Davisa.

– Moja mama gotuje najlepiej na świecie – mówi Łukasz Kubot. Jej zupę pomidorową mógłbym jeść bez końca. Kiedy musi naładować baterie, przyjeżdża do rodzinnego Lubina. Bo jak sam mówi – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Tu mieszkają jego rodzice i młodsza siostra Paula, którą Łukasz nazywa swoim skarbem. Zawsze odwiedza także dziadkówFot. Gazeta Wrocławska

Tylko tenis


Łukasz – zawodnik jest samotnikiem. Prawie nigdy nie spotyka się ze znajomymi. – Nie mam na to czasu. Cały dzień spędzam z trenerem, a wszyscy moi koledzy to także moi przeciwnicy. Kiedy mam trochę wolnego czasu, to żeby pozbyć się adrenaliny, której po treningu mam za dużo, wolę się wyciszyć. Oglądam wtedy filmy (ulubiony film – „Nic śmiesznego” Marka Koterskiego), słucham muzyki (ulubione piosenkarki – Anita Lipnicka i Madonna). Ale w życiu Łukasza jest także ktoś specjalny. Swoją sympatię poznał na turnieju w Pradze. Jest Słowaczką i choć nie jest zawodową tenisistką, bardzo dobrze zna się na tym sporcie, bo kiedyś sędziowała zawody. Łukasz nie wie, czy to jest związek „na poważnie”. – To jeszcze nie czas na definitywne decyzje, może po 30., kiedy skończę karierę. Na razie najważniejszy jest dla mnie tenis.

Emerytura 30-latka


Na czas po zakończeniu kariery Łukasz zostawił sobie także studiowanie. W tej chwili nawet studia zaoczne byłyby olbrzymim problemem. – Chciałbym studiować na Akademii Wychowania Fizycznego, wybiorę kierunek menedżerski. Wprawdzie na razie absolutnym życiowym priorytetem w życiu Łukasza Kubota jest sport, ale to nie znaczy, że nie myśli o przyszłości. Jego drugą ukochaną dyscypliną jest piłka nożna (ojciec Łukasza jest trenerem piłki nożnej w Zagłębiu Lubin) i to właśnie z nią wiąże zawodowe plany. – Nie umiem wysiedzieć w jednym miejscu i na pewno nie dam się posadzić za biurkiem. Dzięki tenisowi mam mnóstwo sportowych kontaktów i znam cztery języki. Myślałem o tym, żeby zostać menedżerem sportowym.

Kto wygrywa, ten zarabia


Zwycięstwa w turniejach tenisowych oznaczają spore pieniądze, ale bycie zawodowym tenisistą to także olbrzymie wydatki. Na początku kariery trzeba wiele zainwestować. – Trzeba opłacać przeloty, hotele, odnowę biologiczną, trenera. Początkowo jeździłem na małe turnieje, gdzie wygrane są niewysokie, ale musiałem zbierać punkty. Dopiero w tym roku trochę się odkułem i udało mi się coś odłożyć na przyszłość. Poza tym, należę do PZT Prokom Team, którzy mnie dofinansowują.

Dzień jak co dzień


Dzień Łukasza Kubota jest niesamowicie pracowity. Wstaje o 7 rano i je śniadanie. Musi być obfite i pożywne, bo to dla sportowca najważniejszy posiłek dnia. Chwilę odpoczywa i już biegnie na pierwszy 2,5-godzinny trening. Po obiedzie mała przerwa i czas na drugi, nieco krótszy trening. Potem czas na tzw. ogólnorozwojówkę, czyli siłownię lub bieganie zakończone masażem lub odnową biologiczną. Przedostatni punkt w grafiku to kolacja i wreszcie sportowiec ma czas tylko dla siebie. Jeśli akurat Łukasz jest na turnieju, to jedyną modyfikacją jest zastąpienie rannego treningu meczem. Żeby tak intensywnie żyć i pracować, trzeba mieć silną psychikę. Dlatego Łukasz korzysta z porad psychologa i sumiennie wykonuje zalecane przez niego techniki pracy nad sobą. – Mecz to w 80 proc. pojedynek psychiczny. Może się pojawić jakiś lęk, wahanie i trzeba wiedzieć, jak sobie z nim poradzić.
Rok 2006 był bardzo dobry dla 24-letniego tenisisty z Lubina. Jako pierwszy polski singlista od 11 lat wziął udział w imprezie wielkoszlemowej. W turnieju głównym US Open zaprezentował się bardzo dobrze, przegrywając dopiero w 1/16 finału z rozstawionym z numerem 7 Rosjaninem Nikołajem Dawidienką.

Marzenia
Kariera Łukasza Kubota rozwija się w zawrotnym tempie i, jak nietrudno się domyślić, największym marzeniem sportowca jest awans do pierwszej setki w rankingu ATP i zostanie jednym z najlepszych zawodników na świecie. Ale wspaniałe osiągnięcia nie pojawiły się znikąd. Sportowiec gra w roku w 34-35 turniejach (1 turniej – 1 tydzień), czyli przez ponad 3/4 roku jest poza domem, na ogół za granicą. •
Maria Gutterwil

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.