Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

237 miejsce

Łukasz Matecki: "Zło jest atrakcyjne dla sztuki"

Aktor, Łukasz Matecki, znany m.in z serialu "Na Wspólnej", prywatnie ojciec Feliksa Mateckiego, Wojtusia z "Emki", w szczerym wywiadzie. Mowa m.in o graniu negatywnych postaci i wymagających rolach mundurowych.

Łukasz Matecki w obiektywie Aleksandry Popławskiej / Fot. Fot. Aleksandra PopławskaMożna śmiało stwierdzić, że aktorstwo w Pana przypadku zostaje w rodzinie, (Śmiech). Zaczynając od początku, jak przygoda z tym zawodem rozpoczęła się dla Pana?

-Przygoda z aktorstwem rozpoczęła się u mnie dość późno. Zazwyczaj jest tak, że o teatrze marzy się od najmłodszych lat. U mnie wyglądało to trochę inaczej. Nie znałem teatru. Bardziej niż teatrem, interesowałem się muzyką. Lubiłem też kino. Chodziła mi po głowie reżyseria, ale nie bardzo wiedziałem jak się do tego zabrać. Do spróbowania swoich sił na Wydziale Aktorskim, namówił mnie kolega, który tam studiował. Te studia potraktowałem jako etap na drodze do ewentualnego zostania w przyszłości reżyserem. Podszedłem do egzaminów, dostałem się na wydział aktorski i po 4 latach studiów zostałem z tym aktorstwem jak Himilsbach z angielskim:-).

Używając stwierdzenia, że aktorstwo jest dla Pana zawodem rodzinnym, miałam oczywiście na myśli fakt, że Felek również zajmuje się aktorstwem. Czy to Pan namówił syna do skosztowania tego zawodu?

-Broń mnie Panie Boże:-). To był przypadek. Parę lat temu całą rodziną zostaliśmy zaproszeni na zdjęcia próbne do reklamy pewnego biura podróży. Pojechaliśmy kręcić do Turcji. Felek na castingu zrobił bardzo dobre wrażenie. Był świadomy, pewny siebie, i co jest bardzo istotne w tej pracy, powtarzalny, choć miał wtedy zaledwie 5 lat. Sami byliśmy zdziwieni, że sobie tak świetnie radzi. Od tego momentu reżyserzy castingów zaczęli się do nas zwracać z różnymi propozycjami. Zagrał też w teatrze, u boku Magdy Boczarskiej, gdzie grał jednego z jej synów, wraz ze swoim bratem Wincentym. Reżyserowała ten spektakl wybitna specjalistka od pracy z dziećmi, Dorota Kędzierzawska. Chłopaki bawili się świetnie pracując przy tym spektaklu i można powiedzieć, że Felek na dobre złapał bakcyla występowania przed publicznością. Pojawił się też casting do "M jak Miłość", na który Feliks również został zaproszony i po przejściu kilku etapów – dostał tę rolę. Potem zaczęły pojawiać się inne propozycje. Selekcjonujemy je bardzo uważnie. Odrzucamy takie, które mogłyby narazić na szwank jego dziecięcą i żywiołową naturę. Przyjmujemy tylko role lekkie. Granie w "M jak miłość", (TVP2 przyp. red.) oraz serialu "Dziewczyny ze Lwowa" (TVP1 przyp. red.) bardzo mu odpowiada. Kiedyś, jak będzie chciał dalej to robić, sam będzie decydował w czym chce grać. Dziś my za to odpowiadamy i staramy się robić to bardzo odpowiedzialnie.

Bierze Pan pod uwagę możliwość, że kiedy syn dorośnie, pomyśli o aktorstwie na poważnie? W jakim zawodzie (oprócz tego który Pan wybrał), widziałby go Pan?

-Nie chciałbym w żaden sposób wywierać na nim presji, doradzać, którą drogę powinien wybrać. Tak wyszło, że przez swoje granie w serialach jest teraz aktorem dziecięcym. Sam jednak mówi o tym, że chce zostać piłkarzem. To świetnie mu wychodzi, dobrze radzi sobie na boisku. Ostatnio też wspominał coś o zostaniu lekarzem. To zawód mojej mamy, a jego babci, której niestety nigdy nie poznał. Jeśli jednak wybierze kiedyś aktorstwo, nie będzie mi to przeszkadzało. Pojawiają się często głosy osób, które twierdzą, że z racji bycia aktorem, projektuję Felkowi życie. To nie jest prawdą. Od środka wygląda to zupełnie inaczej. Na wszystko złożyło się wiele zbiegów okoliczności i to, że Felek naprawdę lubi to robić. Wraz z żoną wychodzimy z założenia, że jeśli dzieciak ma do czegoś dryg, a wykonywanie jakiejś czynności sprawia mu twórczą satysfakcję, to nie powinno się ograniczać mu możliwości rozwijania tego talentu. Kiedy dziecko świetnie śpiewa, czy pięknie maluje, to zapisujemy je na różne kółka zainteresowań rozwijające jego talent. My, udział Felka w filmach, czy serialach traktujemy jako coś na kształt takiego kółka zainteresowań, tylko na większą skalę. (Śmiech.)

Przejdźmy jednak o krok dalej i porozmawiajmy o rolach teatralnych i telewizyjnych. Gdzie czuje się Pan lepiej? W Teatrze, czy przed kamerą?

-To dwa różne światy. W Teatrze aktor czuje się pewniej. Jak u siebie, niczym gospodarz we własnym domu. Kiedy gra, gości u siebie widza, i prezentuje mu to, co ma najlepszego. To powoduje, że aktor w teatrze ma pewną przewagę nad widzem, co daje psychiczny komfort. Przygotowanie roli w filmie a już na pewno w serialu, trwa zdecydowanie krócej i wymaga większej zdolności improwizacji. Praca w filmie to chyba jednak większy reżim, stres, związany z ograniczeniami takimi jak choćby presja czasu. To powoduje, że praca na planie wymaga od aktora ogromnego skupienia i mobilizacji. Cały ten filmowy trud i niedogodności z niego wynikające rekompensuje aktorowi możliwość stosowania innych środków wyrazu. Bardziej zniuansowanych. Takich, na które w teatrze często nie ma miejsca. To zupełnie inne żywioły, które zawierają w sobie chyba tyle samo podobieństw, co różnic. Dłuższy temat:-)

Jeśli chodzi o Teatr, jednym ze spektakli, w których można Pana oglądać to “Dzieła wszystkie Szekspira”. To żartobliwa prezentacja wszystkich 37 dramatów największego dramaturga wszechczasów. Który z 37 dramatów najbardziej się Panu podoba?

-Nie mam ulubionego dramatu z twórczości Szekspira. Trudno mi wybrać. To tak samo, jakby zapytać mnie o ulubiony film, czy książkę. Na takie pytanie również nie zdołałbym udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Mogę wymienić pięć albo dziesięć ulubionych filmów, czy książek, ale jednej? Chyba nie potrafię.

Zapytam więc o Pana ulubione wcielenie z tego spektaklu. Jeśli miałby Pan wybierać pod kątem zagrania, to na którą rolę mogłoby paść?

-Nie mam takiego a jeżeli trzymamy się założenia, że to ma być szczera rozmowa , to nie będę wymyślał na siłę. (Śmiech.)
Chociaż nie, przypomniało mi się. Wyjątkowo chętnie zagrałbym rolę Jagona w Otellu. Ostry zawodnik.

Uważa Pan, że przedstawienie zaprezentowane w żartobliwy sposób może sprawić, że młodzież spojrzy na twórczość Szekspira inaczej, bardziej przychylnie?

-Jestem tego pewien. Z przedstawieniem jeździmy po całej Polsce i widzę reakcje publiczności. Spektakl często przyjmowany jest z przymrużeniem oka i z dużym luzem.
Jest wybierany przez nauczycieli i dyrektorów szkół, jako warty obejrzenia. Zwłaszcza dla młodzieży w wieku okołolicealnym.

Może przypomina Pan sobie miły moment po spektaklu, kiedy to widz Pana zaskoczył? Było coś takiego? Lubi Pan spotkania z widownią?

-Kiedyś, po jednym ze spektakli, kiedy skończyły się brawa, a my chcieliśmy schodzić ze sceny, na sali została "silna grupa" młodych chłopaków. Miałem wrażenie, że są bojowo nastawieni. (Śmiech.) Uznali, że koniecznie muszą uścisnąć nam dłoń, w podziękowaniu za spektakl. Zdobyliśmy uznanie miejscowych ultrasów:-).

"Dzieła wszystkie Szekspira" grane są od osiemnastu lat.

W ekipie "Dzieł..." nie jestem od początku, bo dołączyłem do niej ok. 13 lat temu, a od tego momentu zagrałem ponad tysiąc przestawień. Liczba więc robi wrażenie. Świadczy o bardzo dużym zainteresowaniu naszą sztuką.

Przejdźmy jednak do seriali. Opowie Pan coś o serialu "Polscy szpiedzy"? Pojawił się tam Pan jako Ryszard Kukliński. To rola historyczna. Była wymagającą. Co było najtrudniejsze?

-"Polscy szpiedzy" to dokument fabularyzowany.
Najtrudniejsze było...palenie:-). Jak się okazało, Ryszard Kukliński był nałogowym palaczem, papierosa nie wyciągał z ust, pewnie rozładowywał w ten sposób napięcie. Ja, chcąc być wiarygodnym w odgrywaniu jego postaci, mimo tego, że od wielu lat nie palę, tu poświęciłem się dla roli, co odchorowałem mocno. (Śmiech.) Po kilkunastu dublach czar powabu papierosowego dymu prysł. (Śmiech.)

Czy w ramach przygotowania do roli zdarzało się Panu zgłębiać życiorys Ryszarda Kuklińskiego i analizować jego losy?

-Parę lat temu przeczytałem książkę autorstwa Benjamina Weisera "Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne" w tłumaczeniu Bohdana Maliborskiego, więc sporo wiedziałem już na temat jego losów. Dzięki lekturze dowiedziałem się wielu rzeczy, i mam nadzieję, że to pomogło mi bardziej wiarygodnie wcielić się w jego postać. (Śmiech.) Poza tym umówmy się, że film ten był dość krótką i prosto opowiedzianą, fabularyzowaną historią i nie wymagał jakichś karkołomnych przygotowań.

Jeśli chodzi o obserwowanie Pana ról na przestrzeni 2-3 lat, zauważyłam pewną prawidłowość. Otóż, bardzo często jest Pan obsadzany w rolach mundurowych – policjanci, pułkownicy. Można nazwać to działaniem zamierzonym, czy raczej zbiegiem okoliczności?

-Można nazwać to zbiegiem okoliczności. Być może pasuje mi mundur.

Proszę opowiedzieć coś o filmie “Mother/Matka”. Tam ponownie pojawia się Pan w mundurze... To film oparty na wydarzeniach autentycznych. Co było w tym filmie dla Pana najbardziej wymagające?

-Najbardziej wymagającym dla mnie było posługiwanie się językiem niemieckim. To odebrało mi pół przyjemności grania. (Śmiech.) W tym filmie mówię wyłącznie w tym języku. Mój niemiecki przed rozpoczęciem zdjęć do filmu "Mother/Matka" był na słabym poziomie, musiałem więc go doszlifować.
"Matka", Oficer Rhode. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane
CIEKAWOSTKA I:
Film "Matka / Mother" znalazł się w gronie filmów konkursowych (official selection) prestiżowego HollyShorts Film Festival (Hollywood, Kalifornia, USA). Podczas HollyShorts Film Festival tytuł będzie walczyć także o jeszcze jedną nagrodę - tzw. kwalifikator Oscarowy, gdyż HollyShorts Film Festival to jeden z najlepszych festiwali świata uprawniający do ubiegania się o nominacje do nagród amerykańskiej Academy of Motion Picture Arts and Sciences (Oscary).
"Matka / Mother" dnia 14 sierpnia uznana została za NAJLEPSZY ZAGRANICZNY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY podczas 2. Monmouth Film Festival. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane przez Łukasza Mateckiego
CIEKAWOSTKA II:
"Matka/Mother" uznana za NAJLEPSZY ZAGRANICZNY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY podczas 2. MonMouth Film Festival.

To film krótkometrażowy, debiut reżysera Piotra Gołębiowskiego. Lubi Pan współpracować z początkującymi twórcami? Mówi się, że są oni otwarci na pomysły i wskazówki od aktorów. To prawda?

-Tak, są bardzo otwarci na wszystkie wskazówki. Z natury rzeczy, obca jest im rutyna, która jest zmorą zawodowców. Myślę, że praca z młodymi to w większości przypadków ogromna frajda.

Cały czas przewija nam się temat ról mrocznych, tzw. "postaci z rysą". Czy odgrywanie takich ról jest dla Pana szczególnie trudne? Wychodzi Pan z założenia, że każdą z postaci, by odegrać ją wiarygodnie, trzeba polubić?

-Chyba większość aktorów woli grać takie „postaci z rysą“. Pogmatwane, nieoczywiste.
Nie wiem, czy trzeba polubić. Na pewno trzeba starać się zrozumieć. Poza tym, z reguły, granie złego charakteru jest ciekawsze, ponieważ tworzeniu takiej postaci, za każdym razem towarzyszy pytanie, dlaczego bohater tak się zachowuje. Warto pamiętać, że zło daje początek każdej dramaturgii, każdemu konfliktowi, a to jest przecież głównym napędem dobrego scenariusza. Kinowego, czy teatralnego. Zło jest po prostu atrakcyjne dla filmu. Dla sztuki.
Julia Lewenfisz - Górka i Łukasz Matecki, jako córka i ojciec na planie serialu "Na Wspólnej". / Fot. Fot. Materiały Na Wspólnej TVN/ nadesłane
Idąc tym tropem, mając do wyboru rolę pozytywną, a negatywną, czy przeważnie decydowałby się Pan na wybór zagrania tej mrocznej?

-Nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak rola byłaby napisana, ważne jest to, by postać była ciekawa, fajnie „wymyślona“ .

W przygotowaniu jest także film “Adwokat”. Co mógłby Pan opowiedzieć o jego realizacji?

-To próba realizacji pełnometrażowego filmu fabularnego, reżysera filmu „Matka". Zbierany jest budżet na jego powstanie. Mam nadzieję, że wkrótce rozpoczniemy zdjęcia.

Chciałabym jeszcze moment poświęcić serialowi “Na Wspólnej”, gdzie pojawia się Pan w roli Piotra Kornackiego, Taty nastoletniej Tosi. (Julia Lewenfisz - Górka, przyp. red.) Czy rola ojca nastoletniej córki jest trudna?

-W graniu ojca nastoletniej córki mam pewne doświadczenie, ponieważ przerabiałem to kilka lat wcześniej, przy okazji serialu "Na dobre i na złe". (W roli Blanki pojawiła się Jagoda Szaluś, teraz zastępuje ją Pola Gonciarz, przyp. red.) Do tego dochodzą doświadczenia z życia prywatnego, jestem przecież ojcem dwóch synów, choć nieco młodszych.
Rola Piotra jest fajna, ponieważ widać w niej zmiany, jakie w bohaterze zaszły na przestrzeni odcinków. Co jest zauważalne nie tylko dla mnie, ale mam nadzieję, także dla widzów.

To również rola, która w swoich początkach była negatywna...

-Tak. Można powiedzieć, że Piotr przeszedł z czasem pewną przemianę. Na samym początku był bardzo źle oceniany. Ja, dostając propozycję grania tej postaci, starałem się zrozumieć powody takiego, a nie innego jego zachowania. I wyszło, co wyszło:-).

Jak zagrać rolę negatywną tak, by została zaakceptowana przez widza?
"Zbrodnia 2" (serial). Łukasz Matecki w roli Roberta Olszeckiego. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane
-Brawurowo! (Śmiech.) Chyba każdą postać trzeba traktować serio. To jest ważne.

Serial Pan czasem ogląda?

-Rzadko. Nie będę kokietował i powiem, że zdarza mi się oglądać wtedy, kiedy emitowane są odcinki, w których się pojawiam. Sprawdzam jak wyszło, choć wiem, że to zajęcie bez sensu, bo i tak nie mam już wpływu na to, żeby coś zmienić. Najlepiej byłoby więc nie oglądać, jednak często ciekawość wygrywa.

“Na Wspólnej” jest jednym z najbardziej lubianych seriali wśród widzów. W czym Pana zdaniem tkwi jego sukces?

-Sukces serialu moim zdaniem tkwi w autentyczności oraz różnorodności wątków i chyba w doborze aktorów. Realizatorzy również wiedzą czego chcą, dzięki czemu serial jest spójny i wiarygodny.

Lubi Pan siebie oglądać na ekranie, czy ma wtedy tendencję do wyszukiwania czegoś, co można było lepiej zagrać albo poprawić?

-Tak jak wspominałem wcześniej, jak dla większości aktorów oglądanie siebie na ekranie jest dla mnie męczące, ponieważ za każdym razem znajduję coś, co mógłbym poprawić.

Podpatruje Pan czasem seriale z udziałem Felka?

-Tak, seriale z udziałem Felka staram się oglądać. Jak tylko mam okazję.

Patrzy Pan wtedy okiem krytycznym, czy raczej pobłażliwe?

-Felek to przecież dziecko, więc nawet jeśli mam jakieś uwagi, zatrzymuję je dla siebie. On bawi się aktorstwem. Najchętniej startowałby bez żadnego przygotowania, mówiąc swoim tekstem. (Śmiech.)

Najbliższe plany.

-Od sierpnia zaczynam pracę nad filmem"Rock'n Roll'owy Eddie“ będzie to komedia akcji fajnego reżysera, którego poznałem na planie serialu "Druga Szansa" - Tomka Szafrańskiego. Gram tam bardzo ciekawą postać, o której nic nie mogę powiedzieć. (Śmiech.) A jesienią mamy nadzieję wystartować ze zdjęciami do "Adwokata", o którym wspominałem wcześniej. Piotrek Gołębiowski, reżyser, napisał mi ostatnio, że już nie może się doczekać. Przyznam, że ja też. (Śmiech.)

Czym zajmuje się Pan w wolnych chwilach?

-Bycie ojcem dwóch dorastających synów, jest tak absorbujące, że na osobne pasje, niespecjalnie mam energię i czas. (Śmiech.)

(Rozmawiała Mariola Morcinková)

Zdjęcia:

Zdjęcie I: Fot. Aleksandra Popławska (portretowe)

Zdjęcie II: Materiały serialu "Na Wspólnej"

Zdjęcie III: Materiały serialu "Zbrodnia 2"

Zdjęcie IV: Materiały filmu "Mother/Matka"

Zdjęcie V: Wyróżnienie dla filmu "Mother/Matka"











Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

czytam czytam wywiady Morcinkovej

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za udostępnienie interesującego wywiadu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.