Facebook Google+ Twitter

Łukaszenki powrót na europejskie salony?

Na początku maja UE zainauguruje Partnerstwo Wschodnie. Wśród sześciu państw objętych programem znajdzie się Białoruś. Oznacza to powrót Aleksandra Łukaszenki do życia politycznego w Europie.

Aleksandr Łukaszenko / Fot. http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Alexander_Lukashenko_2007.jpgDecyzja o zaproszeniu Aleksandra Łukaszenki na majowy szczyt inaugurujący Partnerstwo Wschodnie rozczarowała nie tylko białoruską opozycję, ale i niektórych europejskich graczy. Przykładem jest Vaclav Klaus, którego rzecznik oświadczył kilka dni temu, że prezydent nie powita, ani nawet nie ma zamiaru
spotkać Łukaszenki jeśli ten pojawi się na szczycie.

Powody są oczywiste, dyktatura i notoryczne łamanie praw człowieka na Białorusi jeszcze do niedawna sprawiały, że Łukaszenko był traktowany jak persona non grata w Europie. Od ok. roku obserwuje się niewielką, ale jednak, poprawę i poluzowanie politycznych więzów na Białorusi. Postawiony przez Polskę warunek niezakłócania marcowego zjazdu Związku Polaków na Białorusi został spełniony i zielone światło dla zaproszenia zostało zapalone.

Na pierwszy rzut oka zaskakująca jest reakcja Moskwy, która popiera powrót Łukaszenki do Europy.
- Cieszymy się, że w Brukseli zwyciężył racjonalizm w stosunku do Białorusi. Od lat staraliśmy się przekonać naszych europejskich partnerów, że polityka sankcji i izolacji nie przyniesie skutków w stosunku do naszych przyjaciół, Białorusinów - powiedział kremlowski rzecznik, Siergiej Prichodko.

Powszechnie uważa się, że słabiutka ekonomicznie Białoruś musi mieć protektora i tylko położenie geograficzne sprawia, że o wpływy w Białorusi stara się zarówno UE jak i Rosja. Ta ostatnia zaczyna podchodzić do sprawy pragmatycznie i zdaje się dostrzegać plusy w ociepleniu na linii Mińsk - Bruksela. Dowodem na to jest tolerowane w Moskwie opóźnienie uznania przez Białoruś Abchazji i Południowej Osetii za niepodległe państwa. Białoruś zyskując stopniowo sympatię i tym samym wpływy w Europie, stanie się jednocześnie znacznie bardziej wartościowym partner dla Rosji, która może zrobić z Mińska swój kanał dyplomatyczny.

Wszystko wskazuje na to, że częściowy udział Białorusi w Partnerstwie Wschodnim jest efektem cichego przyzwolenia ze strony Kremla. Pełny udział nie wchodzi w grę ze względu na obligatoryjne zobowiązania w stosunku do Rosji. Nie można zapominać, że oba kraje są związane ZRiBem, czyli Związkiem Rosji i Białorusi, który zgodnie z postanowieniem sprzed 10 lat sukcesywnie integruje oba kraje w zakresie kultury, obronności i przede wszystkim gospodarki - nieśmiało planowane jest nawet wprowadzenie na Białorusi rosyjskiego rubla.

Z drugiej strony Europa otwierając drzwi praskich salonów Łukaszence liczy na bardziej dynamiczne i faktyczne postępy, a nie papierowe partnerstwo. Łukaszenki dryf między Moskwą a Brukselą dopiero się rozpoczyna i aby jego koniec nie był rychły, będzie on musiał wykorzystać tak wiele partnerskich instrumentów na jakie pozwoli mu „wielki brat”, a być może nawet powalczyć o więcej. Pewne jest, że mocno osłabiony kryzysem białoruski reżim liczy na wsparcie finansowe ze strony Europy, która nadal, w odróżnieniu od Rosji, ma pieniądze na wydatki za granicą. Do końca 2013 roku Unia Europejska ma wydać na Partnerstwo Wschodnie 600 mln euro.

Obecnie w Mińsku ustala się kto pojedzie na szczyt do Pragi. - Prezydent nie potwierdził swojej obecności, ale przyjął zaproszenie. Do niego należy decyzja kto będzie reprezentował Białoruś na szczycie - powiedział, minister spraw zagranicznych Czech, Karel Schwarzenberg po spotkaniu w Mińsku. Mówi się, że Aleksandr Łukaszenko już przygotowuje się do tej wyprawy, co oznaczałoby, że europejskie umizgi zostały potraktowane poważnie i nie obawia się on ewentualnego chłodnego przyjęcia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.