Facebook Google+ Twitter

"Lukier i mięso" czyli architektura po polsku

Książka "Lukier i mięso" Grzegorza Piątka, Jarosława Trybusia i Marcina Kwietniowicza pozwala czytelnikowi na szybkie rozeznanie w tym, jakie ciekawe inwestycje i błędne decyzje kształtują polskie miasta od dwudziestu lat.

 / Fot. okładkaRozmowa Grzegorza Piątka, krytyka i historyka, którego głównym obszarem zainteresowania jest architektura, i w sprawie której działa między innymi na łamach Bęca, pisując też w "Architekturze-muratorze" czy organizując wystawy i Centrum Architektury, z Jarosławem Trybusiem, również historykiem i znawcą architektury, po której oprowadzał nas dotychczas na łamach "Przewodnika po warszawskich blokowiskach" czy "Warszawie niezaistniałej", toczy się na łamach tej książki płynnie i przyjemnie dzięki wsparciu Marcina Kwietiowicza, architekta znanego z zaprojektowania pawilonu na Biennale w 2005 roku i innych realizacji. Nie jest to dyskusja pełna specyficznego żargonu ani trudnej nomenklatury, więc każdy czytelnik, który pewnego dnia zapragnie dowiedzieć się czegoś o polskiej architekturze po 1989 roku, może spokojnie zacząć od tej książki.

Co znajdziecie w środku? Trochę wzmianek o tytułowym mięsie, a więc tych przypadkach architektury, które faktycznie spełniają zaplanowane dla siebie role: są do mieszkania, są przyjazne, zwykle niezbyt wyrafinowane, ale ich społeczna rola, służebność i funkcjonalność wybijają się na pierwszy plan. To architektura mało interesująca dla mediów i gapiów, to niepozorne realizacje otaczające nas z różnych stron, czasem demonizowane, zwykle po prostu ignorowane, które wciąż przypominają o powołaniu architekta. Powołanie architekta? Czy ktoś jeszcze w ogóle o tym wspomina?

Turbokapitalizm w Polskim wydaniu i wielka ambicja dogonienia Zachodu jak najszybciej, bez refleksji na temat kosztów i minusów takiej działalności, zalał bowiem całe mięso lukrem, który zalepił wolną przestrzeń, pozajmował miejską zieleń i różnego rodzaju parcele, pozbył się problematycznej, a często też niezwykle wartościowej i niedocenianej z różnych powodów, architektury, i przemienił część z dużych miast w kopie tego wszystkiego, co widzimy na całym świecie. Wieżowce, gwiazdy, pretensjonalne inwestycje, manifestacja przepychu, pozycji, dochodu, prestiżu, kapitalizmu, który wypycha z centrów mieszkańców i marginalizuje rolę utylitarnej architektury.

Wątek lukru i mięsa przewija się w książce, ale jest też sporo innych ciekawych tematów: dyskusje o młodych polskich talentach i realizacjach, którym się poświęcają, ważnych polskich architektach, stosunku architektów do zabytków i zastałej zabudowy, która często ze względu na swą delikatną naturę wymaga wyjątkowego podejścia, a to nie zawsze się udaje. Dyskusja przechodzi tu wręcz na filozoficzne wątki, nie do uniknięcia są też polityczne konteksty i utopijne ambicje twórców budujących kruchą modernę, z którą współcześni nie potrafią postępować. Bardzo ciekawa jest też część poświęcona przestrzeni publicznej, która bezlitośnie obnaża sentymenty polskie i brak twórczego podejścia do pamięci - bilans niezbyt dobry, spiżowe monumenty to wciąż ten poziom wyobraźni, ponad który przeciętnemu nadwiślańskiemu architektowi nie sposób wykroczyć.

Bardzo podoba mi się też układ "Lukru i Mięsa": niedługie rozdziały, spora dawka ilustracji, więc pewne budynki, o których nie pamiętamy, można od razu zobaczyć, a na początku każdej tematycznej części znajdują się różne słowa-klucze, które brzmią na początku dość abstrakcyjnie i enigmatycznie, czy wręcz poetycko, a potem zaczynają nabierać sensu i pomagają w nawigacji, jeśli do czegoś przypadkiem zapragniemy wrócić. Ten czytelny układ, uczytelniony dodatkowo formą dialogu, świetnie sprawdza się w lekturze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.