Facebook Google+ Twitter

Lumpeksy. Luksus z drugiej ręki

Co jest „magicznego” w sklepach z używaną odzieżą? Jeszcze parę lat temu dla wielu osób słowo „lumpek” było równoznaczne z biedotą, z byle jakimi ubraniami za parę groszy. Tymczasem zmieniły się czasy, a ceny nadal pozostały niewielkie.

fot. Mikołaj Suchan/Dzienni Zachodni Jest sobota, za chwilę wybije godzina otwarcia sklepu. Przed jego drzwiami kłębi się tłum klientów. Scena przypomina rzeczywistość PRL-u. Ale wbrew pozorom, to obserwacje sprzed kilku dni. Tak bowiem co tydzień wygląda sobota w jednym z okolicznych lumpeksów. To wtedy cena każdego artykułu wynosi 2 zł(!).

A klienci? Z „lumpa” wychodzi właśnie pewien student – te ciuchy są jak tanie wino, bo są dobre i tanie! – śmieje się i pokazuje nam elegancki płaszcz, za który zapłacił 30 zł (w „normalnym” sklepie taki sam kosztuje ok. 200zł). Nie on jeden zadowolony jest z nabytku. Kolejni klienci wracają do domu z workami pełnymi ubraniami.

Zakupy w lumpeksach do tej pory robiły osoby starsze lub ubogie. To jednak mit. Do sklepów z „zachodnią odzieżą używaną” przybywają ludzie w każdym wielu. I coraz częściej takie, które mogą pozwolić sobie na zakup ubrań w drogich butikach. Dla młodych ludzi, studentów i licealistów buszowanie między wieszakami, to również sposób na spędzenie wolnego czasu. – Do lumpeksu chodzę po lekcjach. Jeśli upoluję coś atrakcyjnego daje to podwójną satysfakcje, bo znalazłam coś oryginalnego i do tego bardzo taniego – mówi Ala, licealistka i dodaje – wczoraj kupiłam tam ładną spódnicę.

Jednak nie dla wszystkich jest to powód do radości. – Boję się, że zaleje nas fala używanych ciuchów – mówi Roksana, która odżegnuje się od kupowania ubrań z odzysku. – Moim zdaniem lumpeksy, to dobra sprawa szczególnie dla osób które posiadają swój własny wizerunek i potrafią z kilku wygrzebanych rzeczy zrobić wystrzałową kreację na miarę najlepszych projektantów mody.

Faktem jest, że moda na sklepy zachodnią odzieżą nadal trwa. Właściciele przenoszą swoje sklepy do centrów miast, w poszukiwaniu najlepszej lokalizacji. A klienci bez wstydu mówią o modnych fatałaszkach zakupionych w lumpeksie. Chodzenie na zakupy do „szmateksów” stało się wręcz czymś obowiązkowym. Może więc niedługo obok pojęcia shopingu usłyszymy o jego odmianie - lumping?

Jedno jest pewne – nadeszła era odzieży używanej. I tak obok Fatałasza, Ciuchlandu, czy Lumpu, pojawiają się sklepy, które swoją nazwą sugerują, że towar jest unikatowy, jak na przykład Wzorcownia, Paryska Szafa czy Teatr Odzieży.





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Artykuł jest na czasie... chyba zacznę się wstydzić, ze lumpexów nie odwiedzam... :D Ale tylko dlatego, że nie mam na to czasu i nie przepadam za długim "grzebaniem"... Osobiscie uważam, ze artykuł zasługuje na plusika!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z workami pełnymi ubrań to chyba przesada, ale zgadzam się z licealistką Alą co do podwójnej satysfakcji - aczkolwiek nagrzebać się czasem trzeba że hej;) pozdrowienia dla autora!

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Co jest „magicznego” w sklepach z używaną ooddzieżą?" ---- stosunek ceny do jakości i wyglądu, a więc... nie do pogardzenia. Moda modą, a w czymś trzeba chodzić. Takie zakupy, jakie czasy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.