Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

120706 miejsce

Lustereczko, powiedz przecie, ile to już lat jestem na świecie?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-12-06 14:26

Za oknami zima, dlatego najwyższa pora pomyśleć o wiośnie. Może nawet nie tyle o samej wiośnie (zwłaszcza, że kalendarzowa zima jeszcze się nie zaczęła), a o tym z czym przyjdzie nam się znowu, jak co roku, zmagać na wiosnę.

Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5 / Fot. wikipedia.pl/ myselfWyobraźmy sobie przykładową panią Y. Otóż pani Y uważa, że kiedyś wyglądała dużo lepiej. Była szczuplejsza, miała wyraźniej zaznaczoną talię, bardziej jędrne pośladki i szczuplejsze nogi. A tutaj zima się kończy, zbliża się wiosna… a pani Y, jak każda kobieta i jak każdy człowiek, chciałaby coś na wiosnę zmienić, coś poprawić, trochę lepiej wyglądać. W końcu na wiosnę przyroda budzi się na nowo do życia, drzewa puszczają pąki, pojawiają się pierwsze kwiaty… Wypięknieć chciałaby też i pani Y.

Z drugiej strony stoi sobie pan X. Trzydzieści kilka lat, kiedyś w latach młodzieńczych całkiem sprawny, grał w piłkę, w koszykówkę, w siatkówkę… a potem jakoś tak się złożyło, że powoli i niezauważalnie wszystkie te aktywności poszły w kąt. Stoi więc przed lustrem i patrzy na siebie krytycznie. Brzuch jakiś taki duży, do tego mięśnie już nie takie jak kiedyś. Coś z tym fantem trzeba zrobić. Przydałaby się jakaś siłownia, trochę hantli, może jakieś brzuszki… Nie odsądzam wcale tych ludzi od czci i wiary. Nie uważam, że motywacja pani Y i pana X do powrotu do tego, jak wyglądali kiedyś, jest z gruntu zła. Gdzieś w głębi duszy chyba każdy z nas chciałby pozostać jak najdłużej piękny i młody. Ten czas, gdy wszystko przychodziło nam z łatwością, kiedy obojętnie ile się zjadło, wciąż było się szczupłym… Ta sielanka ciągle gdzieś tam przewija się przed naszymi oczami. Tym częściej, im większą przepaść między nami "wtedy" a nami "teraz" widzimy w lustrze. Już tak niestety ten świat jest urządzony, że jak cię widzą, tak cię piszą. Można się z tym nie zgadzać - światu nie robi to żadnej różnicy. Naszą kontestację ma za nic i dalej ocenia według wyglądu…

Nie ma się więc co oszukiwać. Większość z nas w którymś momencie życia zaczyna ćwiczyć, by lepiej wyglądać. Zalicza się do tej kategorii także i autor tego artykułu. Też któregoś dnia stanął przed lustrem, spojrzał na siebie krytycznie i uznał, że najwyższa pora coś ze sobą zrobić. Nie wyglądał może jeszcze tak najgorzej, ale zawsze był wobec siebie krytyczny…

I dlatego wiem, że tak pani Y jak i panu X zwyczajnie się nie uda. Owszem, na krótszą metę z pewnością coś osiągną. Stosując dietę, dokładając do tego ćwiczenia, uda im się przynajmniej na wiosnę osiągnąć w przybliżeniu to, co osiągnąć zamierzali. Po wiośnie przyjdzie lato, po nim jesień, później jak co roku zima… a na wiosnę staną przed lustrem tak jak teraz…

Zapyta ktoś, skąd ten pesymizm? Skąd wiem, że jednak im się nie uda? Z kilku powodów.

Pierwszym i chyba najważniejszym jest błąd tkwiący u samej podstawy. Nazwałbym go "błędem podejścia". Zbyt często traktujemy aktywność fizyczną jako swego rodzaju karę. Karę za wcześniejsze obżarstwo, karę za to, że pozwoliliśmy sobie doprowadzić swoje ciało do stanu, który nam samym zaczyna przeszkadzać. A nawet jeśli uda nam się nie patrzeć na aktywność fizyczną jako karę za nasze grzechy, to i tak z naszym podejściem do niej nie jest najlepiej. Bo nawet w samym słowie "ćwiczenia" tkwi pułapka. Z czym bowiem kojarzy się nam to słowo? Z obowiązkami, z pracą? Z czymś, co powinniśmy zrobić, ale może wcale niekoniecznie mamy na to ochotę? Czyż nie tak właśnie jest?

A czy da się inaczej? Owszem, da się. Co więcej, każdy z nas ma gdzieś głęboko ukryte owe właściwe podejście. Wystarczy sięgnąć pamięcią do tych lat, do których tak bardzo chcielibyśmy wrócić. Czymże wtedy była dla nas aktywność fizyczna? Czyż nie była przede wszystkim zabawą? Gra w piłkę, w kosza, bieganie po podwórku, wspinanie się na drzewa - czyż to wszystko nie było wspaniałą zabawą? Dlaczego więc teraz, kiedy już dorośliśmy, traktujemy aktywność fizyczną jako coś, co "należy", "trzeba", "powinno się", "wypada"? Dlaczego z czegoś, co kiedyś było przyjemnością zrobiliśmy teraz ciężką i żmudną pracę - nad naszą sylwetką, kondycją etc.?

Drugi powód, dla którego uważam, że tak pani Y jak i pan X osiągną sukces jedynie na krótką metę, jest coś, co nazwałbym "przekleństwem specjalizacji". Żyjemy w świecie ogarniętym manią specjalizacji. Wystarczy prześledzić kierunki studiów wyższych, albo ogłoszenia o pracę. Poszukiwany specjalista do spraw… zostań specjalistą w dziedzinie… i tak dalej i tak dalej. Trwa w najlepsze swoisty kult specjalizacji. Także w dziedzinie szeroko pojętego sportu.

Wystarczy przejrzeć jakikolwiek portal internetowy poświęcony fitnessowi, kulturystyce, czy też ogólnym ćwiczeniom fizycznym. Znajdziemy tam wiele fantastycznych ćwiczeń na mięśnie brzucha, mięśnie pośladków, biceps, triceps i wszystkie inne mięśnie, jakie sobie tylko można wyobrazić. Czy te ćwiczenia same w sobie są złe? Nie, ćwiczenia to tylko ćwiczenia. Zły lub dobry może być jedynie użytek, jaki z nich robimy. I tutaj właśnie objawia się owe "przekleństwo specjalizacji".

Chcąc powrócić do czasów naszej młodości, czy też zwyczajnie, chcąc lepiej wyglądać i lepiej się czuć, zapominamy o podstawowej rzeczy. Nasze ciało - ta najwspanialsza na świecie maszyneria, stanowi całość. Owszem, składa się z różnych elementów, ale owe elementy stanowią jedność. Dlaczego więc tak bardzo upieramy się, by naprawiać lub ulepszać tylko niektóre z nich? Dlaczego mamy pracować jedynie nad mięśniami brzucha? A co z mięśniami grzbietu, nóg, karku? Czy one poradzą sobie same? Czy ów osławiony już "sześciopak" w czarodziejski sposób uczyni nas sprawniejszymi? A czy wspaniale rozwinięte bicepsy uczynią mnie silniejszym?

Trzeci błąd nazwałbym dosyć mocno - "wynaturzeniem". Wynaturzeniem, czyli czymś, co niezgodne z naturą. Nasze ciało zostało zaprojektowane w taki sposób, by umożliwić nam całą gamę ruchów. Byśmy mogli biegać, chodzić, skakać, wspinać się, rzucać i łapać, podnosić i przenosić ciężary. Dzięki temu możemy się przemieszczać z miejsca na miejsce. Dzięki temu mogliśmy jako gatunek przetrwać w niezbyt przyjaznych warunkach. Nie oszukujmy się, pomimo całego naszego rozwoju cywilizacyjnego, od sprawności fizycznej przeciętnego człowieka pierwotnego dzielą nas lata świetlne. Gdyby ktoś zostawił nas pośrodku lasu i kazał wrócić do domu, pierwszą rzeczą, jakiej zaczęlibyśmy szukać, byłaby komórka w naszej kieszeni. A wieki temu ludzie nie wracali do domu z lasu - to las był ich domem. Domem, w którym musieli umieć się poruszać, by przeżyć. Zresztą, nie ma powodu, by cofać się aż tak daleko w przeszłość. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nasi dziadkowie w naszym wieku byli od nas o wiele sprawniejsi. A z pewnością nie chodzili na żadną siłownię.

Gdzie się zatem to wszystko podziało? Czy istotnie bez ćwiczeń źle, ale i z nimi niedobrze? Czy mamy zatem przestawić się na trening dziesięcioboisty? A może pływać, biegać, jeździć na rowerze, chodzić z kijami, do tego ćwiczyć karate, podnoszenie ciężarów i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze? A skoro tak, to kiedy mamy pracować, spać, jeść i spędzać czas z rodziną?

Czy naprawdę nie ma już dla nas żadnego ratunku? Jak pomieścić to wszystko w naszym i tak już napiętym do granic możliwości terminarzu?

Owszem, można, do tego naprawdę bez problemu. Wystarczy tylko pamiętać o kilku rzeczach, a dokładniej rzecz biorąc, o owych trzech błędach.

Zamiast traktować ćwiczenia jak ciężki i nieunikniony obowiązek, spróbujmy potraktować je jako dobrą zabawę. Odnajdźmy w sobie dzieci, którymi kiedyś wszyscy byliśmy. Przypomnijmy sobie, jak się wtedy czuliśmy. Czy kopanie piłki na podwórku z kolegami traktowaliśmy jako inwestycję w nasze zdrowie, czy też może jako najlepszą na świecie zabawę?

Zapomnijmy o ćwiczeniach na mięśnie brzucha, ud, pośladków, biceps, triceps i wszystkie inne mięśnie. Zapomnijmy o tym, że nasze ciało składa się z wielu różnych mięśni. Jako dzieci nie mieliśmy o tym zielonego pojęcia. Człowiek pierwotny, czy też nawet nasi dziadkowie raczej też nie. A nie zmienia to faktu, że ich mięśnie były w dużo lepszym stanie niż nasze. Tyle tylko, że oni nie zajmowali się tylko jakimś skrawkiem swego ciała. Oni trenowali je całe, co więcej robili to jednocześnie i do tego nie wiedząc w ogóle, że ćwiczą.

Skończmy wreszcie z owym "wynaturzeniem". Zapomnijmy o tym, żeby dobrze wyglądać. Zacznijmy myśleć o tym, by dobrze się poruszać. Nasze ciało dostajemy na całe życie i to od nas zależy, czy w wieku trzydziestu paru lat będziemy dostawać zadyszki, wchodząc na pierwsze piętro po schodach. Sekret sprawności nie tkwi wcale w szczupłym wyglądzie, w ładnie wyrzeźbionych mięśniach. Sekret sprawności tkwi w umiejętności poruszania się, w zdolności do przemieszczania swojego ciała w najbardziej efektywny sposób z punktu A do punktu B i z powrotem. Bo dopiero kiedy nauczymy się dobrze poruszać, mamy szansę naprawdę dobrze wyglądać. Bowiem to dobry wygląd jest pochodną dobrego i sprawnego poruszania się, nie odwrotnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.12.2010 21:41

Rafale - ruch jest czymś naturalnym u małego dziecka. Socjalizacja dzieci polega na tym, że naśladują one dorosłych, czyli najpierw rodziców. Najlepszy jest więc dobry przykład rodziców. Napisałem kilka miesięcy temu artykuł "Zdrowy styl życia - moda czy konieczność". Otóż przed ruchem nie powinniśmy uciekać. Ale jak to zrobić, kiedy młodzi absolwenci AWF uczący w szkole wychowania fizycznego na pierwszych zajęciach z wych. fizycznego w gimnazjum, czy szkole średniej robią dzieciakom test biegowy na czas (dystans co najmniej 800 m) bez żadnej rozgrzewki. Często młody nauczyciel na lekcji w-f nie potrafi sam zaprezentować wymaganych ćwiczeń.
Zdawałem egzamin, w jego skład wchodziło wiele testów sprawnościowych. Mam 58 lat, a byłem lepszy lub równy w wynikach z 25-latkami po AWF.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.12.2010 12:52

Cieszy mnie taki pozytywny odbiór, za wszystkie miłe słowa dziękuję:) To prawda, że tak naprawdę wszystko zaczyna się w naszej głowie, chociaż podobno, jak chce Woody Allen mózg to najbardziej przereklamowany organ człowieka. Co do mojego doświadczenia w dziedzinie sprawności fizycznej, nie wiem, czy jest aż tak duże. To, o czym piszę przetestowałem na sobie samym, wiem więc, że działa, aczkolwiek nie wiem, czy zadziała na innych. Jest w tym wszystkim coś, co mnie fascynuje i przyznam szczerze, równoczesnie przeraża - fakt, że kilkuletnie dzieci ganiają po podwórkach, wspinają się na drzewa, skaczą, są pełne życia, a energią przez nie generowaną można by oświetlić kilka ulic, a już kilka lat później te same dzieci nie potrafią często zrobić skłonu, czy też przebiec bez zadyszki boiska piłkarskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kazimierz Kolebuk
  • Kazimierz Kolebuk
  • 08.12.2010 19:17

Rafale, dałeś już drugą dobrą lekcję. Nie będę z Tobą polemizował, bo wszystko, co tu napisałeś jest zgodne z moja filozofią podejścia do ćwiczeń fizycznych i rekreacji ruchowej szeroko pojętej.
Dodam, że wszystko zaczyna się w głowie.
Już po 10 minutach rozmowy z nową klientką wiem, czy da sobie radę z powrotem do jako takiej sprawności ruchowej. I na ogół nie mylę się w ocenie, czy dana osoba będzie uprawiać ruch systematycznie, czy tylko od Sylwestra, poprzez okresy poświątecznego rozleniwienia i przed wakacjami. Wszystko zależy od tego, jak potraktujemy codzienny ruch. Mam do czynienia z dziewczynkami 3-4 letnimi i kobietami grubo po 60-ce.
Tym ostatnim zdecydowanie trudniej wrócić do pełnej sprawności, zwłaszcza kiedy przez kilkadziesiąt lat jeździło się wszędzie samochodem, a wakacyjny wypoczynek nad morzem polegał na leżeniu godzinami na gorącym piasku i prażeniu skóry w słońcu, objadaniu się frytkami, hamburgerami, lodami i goframi.
Ze zdecydowaną większością klientek dajemy sobie radę. Ostatnio nowa klientka powitała mnie takim zdaniem: "panie Kaziu, od 20 lat nie jeździłam rowerem, nie byłam na basenie, nie biegałam, nawet nie byłam na dłuższym spacerze i widzi pan, co się ze mnie zrobiło. Ale słyszałam, że pan potrafi zdziałać cuda."
Odpowiedziałem jej krótko: to nie ja działam cuda, lecz moje klientki. dzięki swojej determinacji, systematyczności, wytrwałości, wszechstronnemu treningowi. Ja tylko je prowadzę i pomagam im.
W każdym wieku można zacząć od nowa, jest o wiele trudniej, ale można.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kazimierz Kolebuk
  • Kazimierz Kolebuk
  • 08.12.2010 18:34

Nie ma obawy Stefi, jest miejsce dla konkurencji, bo tylko dzięki niej możemy się rozwijać. Rafał jest doświadczony i zna temat z własnego doświadczenia. Widzę, że doświadczenie poparte dobrą wiedzą. Konfliktu raczej nie będzie. Mam jeszcze 3 dni aresztu, ale w poniedziałek wyjdę na wolność odmłodzony, wypoczęty i pełen energii.
Za materiał stawiam z czystym sumieniem i pełnym przekonaniem stawiam 5 *.
Pozdrawiam :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

> Zapomnijmy o tym, żeby dobrze wyglądać. Zacznijmy myśleć o tym, by dobrze się poruszać.

Myślę, że to idzie w parze. Jak jeśmy szczupli to poruszamy się inaczej (ładniej), niż gdy męczy nas nadwaga. Przynajmniej tak to zaobserwowałam. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.12.2010 07:54

Mam nadzieję, że konfliktu nie :) ale jeśli mój tekst stanie się zaczynem dyskusji nad sprawnością fizyczną, nad podejściem do ćwiczeń, to będę się cieszył niezmiernie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uuuuuu...., czy to nie zapowiada konfliktu z naszym kolegą, propagatorem "usprawniania się" w klubach fitness - Kaziem Kolebukiem? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.