Pozycja materiału w rankingach:
Weekend we Lwowie to niezapomniana przygoda. Obawa o zawieszenie samochodu miesza się z uwielbieniem dla ukraińskiej kuchni. To niegdyś trzecie pod względem wielkości polskie miasto potrafi w sobie rozkochać.
Lwów położony jest zaledwie 70 kilometrów od polskiej granicy. To dobra lokalizacja na weekendowy wypad. Pierwsze, co zwraca naszą uwagę po przekroczeniu granicy, to fatalny stan dróg. Można pomyśleć, że jedzie się po schodach. W Lwowie nie jest lepiej. Drogi są dziurawe i nie ma linii wyznaczających pasy ruchu. Naprawdę trzeba uważać, żeby nie urwać koła.
Kafe-bary to miejsca, których nie można przegapić będąc we Lwowie. Są o tyle interesujące, że mogą wydawać się zwykłą kawiarnią, podczas, gdy tak naprawdę to niedrogie restauracje, bądź bistra. Wydawnictwa turystyczne podają, że to relikt przeszłości, będący nieudanym mariażem kawiarni z restauracją. Ale co z tego, skoro to najlepsze miejsce, żeby zobaczyć jak stołują się Ukraińcy. Dobrze jest wybrać lokal poza centrum, raczej nieodwiedzany przez turystów. Taki, że gdy wchodzisz wszyscy stali klienci patrzą na ciebie pytającym wzrokiem, zdającym się mówić: kto to? Byliśmy w takim kafe-barze na ulicy Zielonej, niedaleko skrzyżowania z ulicą Studencką, przy cmentarzu Łyczakowskim. Menu jest tylko jedno. Przywiązane kablem do baru. Oczywiście napisane tylko cyrylicą. Byliśmy tam jedynymi turystami. W porze obiadowej, do solanki czy innego dania, każdy zamawiał pięćdziesiątkę albo setkę wódki. Bez wyjątków, bez względu na wiek i płeć. Co niektórzy dodatkowo zamawiali też piwo.Zobacz także:
Artykuły
(14)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.64)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: dziennikarz, pasjonat podróży
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Arek Braniewski 19.02.2009 20:42
Śmiało można mówić po polsku. Większość rozumie.
Adam Lutostański 19.02.2009 15:09
Muszę tam kiedyś pojechać. Czy czuć tam jeszcze Polskę czy już nie?
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +7309)